Jackpot


Jackpot (Arme Riddere, 2011)

na podstawie materiałów do scenariusza Jo Nesbø


gatunek: Akcja, Komedia kryminalna
produkcja: Norwegia
premiera: 4 stycznia 2013 (Polska) 2 grudnia 2011 (świat)
reżyseria: Magnus Martens
scenariusz: Magnus Martens




Opis:

Jak podzielić zawrotną kwotę, wygraną w zakładach piłkarskich? Przed tym dylematem staje czwórka przyjaciół. Choć umówili się, że podzielą ją równo, to jednak każdy ma chrapkę na więcej. Pieniądze okazują się siłą większą niż przyjaźń i lojalność – kolejni wspólnicy zaczynają więc znikać. Kasę łatwiej przecież podzielić między trzy, a w końcu już tylko między dwie osoby… Pytanie tylko – jak pozbyć się zwłok? A przy tym nie wpaść w ręce wścibskich gliniarzy i uniknąć zemsty gangstera, któremu nadepnęło się na odcisk. W tej brawurowej czarnej komedii, momentami przechodzącej w makabreskę, trup ściele się gęsto, a absurd goni absurd. Echa filmów Quentina Tarantino i Guya Ritchiego są doskonale czytelne. Film Martensa to zabawa kinem w czystej postaci. A przy tym druga po „Łowcach głów” ekranizacja bestsellerowej powieści modnego Jo Nesbø.
[źródło]

Recenzja:



Jestem ogromną fanką zarówno Quentina Tarantino, jak i Guya Ritchiego, zatem opis filmu, opatrzony informacją o tym, że Nesbo maczał w tym palce, tylko mnie zachęcił (notabene informacją błędną w opisie na filmwebie - "Jackpot" to nie jest ekranizacja powieści Nesbø; autor jedynie udostępnił historię i materiały do scenariusza, którego ostatecznie napisał Magnus Martens). 
Nie jest to majstersztyk, ale oceniłam go z pełną świadomością 7/10. Dlaczego? Otóż jest to zabawna komedia pomyłek. Czwórka przyjaciół, składająca się z trzech byłych kryminalistów i jednego opiekuna, wygrywa zawrotną kwotę 1,7 miliona. Ale przecież nie będą dzielić kwoty na cztery... Zabić jest łatwo. Gorzej - ukryć zwłoki i przy okazji uciec zarówno gangsterom, jak i policji.
W prześmiewczy sposób znajdziemy tutaj nawiązanie do skandynawskich kryminałów, cieszących się w ostatnich latach powodzeniem. Film opiera się na przesłuchiwaniu Oskara, który jako jedyny przeżył masakrę w klubie ze striptizem. Oskar będzie współpracował z policją, a dzięki retrospekcjom dowiemy się, jak do masakry doszło... 
Kilkakrotnie śmiałam się w głos, a to zdecydowany plus filmu (ostatnio coraz rzadziej zdarza mi się śmiać, częściej śmiech przybiera formę krótkiego, uśmiechopodobnego grymasu lub niepewnego chichotu). 
Mamy tu swoistą makabreskę: śmierć, krew, mielenie ciała, zgubienie głowy, produkcja choinek ze zwłok... A to wszystko przy wtórze wesołej, bożonarodzeniowej piosenki. Dodam jedynie, że końcówka jest dość zaskakująca. Serio, boki zrywać. Mordujący kretyni... ubaw po pachy ;) Do czwórki imbecyli dorzucam zabawnego komisarza, który przesłuchuje Oskara - ten typ to klasyczny glina, w najbardziej groteskowym wydaniu.

Lubię brytyjskie komedie kryminalne, lubię Tarantina, braci Coen i Ritchiego. I "Jackpot" rzeczywiście jest w ich stylu. Nie ma tutaj jednak żadnej głębi. Ale czy w "Przekręcie" była? Czy była w "Porachunkach"? A w "Tajne przez poufne"? Jeśli podejdziemy do filmu tak, jak powinniśmy - przez pryzmat rozrywki, jaką ma nam zapewnić, to zdecydowanie będziemy zadowoleni. Ja w każdym razie byłam.
Polecam! 

3 komentarze:

  1. Coś już mi przemknęło obok ucha na temat tego filmu. Będę go mieć na uwadze. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja raczej nie przepadam za brytyjskimi komediami, także odpuszczę sobie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Byłam na tym filmie w czasie jakiegoś festiwalu już jakiś czas temu, latem i pamiętam, że strasznie mi się podobało, świetny klimat i ten humor!

    OdpowiedzUsuń