Sztywniak. Osobliwe życie nieboszczyków. Mary Roach

Fragment


tytuł oryginału Stiff. The Curious Lives of Human Cadavers
tłumaczenie: Maciej Sekerdej
wydawnictwo: Znak 2010
ISBN: 978-83-240-1302-9
liczba stron: 296

Wielu ludzi pewnie uzna tę książkę za niestosowną. "Bycie martwym to nic zabawnego", powiedzą. A właśnie, że tak. Bycie martwym to absurd. To najgłupsza sytuacja, w jakiej możemy się znaleźć. Członki stają się bezwładne i przestają współpracować. Rozdziawiają się usta. Bycie martwym jest szpetne, cuchnące, żenujące i nic nie da się z tym zrobić.



"Sztywniak" to książka quasi-naukowa traktująca o śmiertelnie poważnym temacie. 

Co się dzieje z ciałem po śmierci?

Nie, nie - Mary Roach nie roztkliwia się na temat przypuszczalnych wariantów życia po śmierci, piekła, nieba, reinkarnacji, nicości - te sprawy pozostawia mistykom, wierzącym, filozofom, choć w jednym rozdziale uważnie się tej kwestii przygląda. Ale co się dzieje z doczesnymi zwłokami?

Okej - zacznę od naszego podwórka. Co się u nas dzieje ze zwłokami?
Ano, spoczywają w grobie.
Niektórzy decydują się na kremację.

Ale są inne, znacznie bardziej ciekawe i pożyteczne metody na drugie życie ciała.

Mary Roach opisuje szereg... propozycji zagospodarowania czy wykorzystania zwłok. Opcji jest tak wiele, że czułam się jak w supermarkecie. 

Ciało może zostać oddane nauce. Szlachetnie, to potrzebne. Na zwłokach uczą się studenci medycyny, i w sumie lepiej, by żółtodzioby ćwiczyły na ciele martwym, niż żywym. Dla nas, pacjentów, rzecz jasna. Zwłoki i tak mają to w głębokim poważaniu, co się  z nimi będzie działo.
"Zwłoki to nasi superbohaterowie: niestraszny im ogień, potrafią znieść upadki z wysokich budynków i czołowe zderzenia ze ścianą"
Rys historyczny traktujący o tym w jaki sposób na przełomach wieku uczono się rzemiosła, jakim jest prowadzenie autopsji czy poznawania anatomii człowieka, wywołuje ciarki. Bo żeby kwitł przemysł wykopywania grobów i sprzedaż martwych ciał na czarnym rynku, gdzie kupcami są lekarze, to zakrawa o pomstę do nieba... Ale nie o niebie miało być.

Trup może się przydać nie tylko studentom. Może się przydać w wciąż kwitnącym przemyśle pogrzebowym jako materiał do nauki balsamowania. Może się przydać w testach wypadkowych i służyć jako rekwizyt do nauki o odporności na uderzenia czy pomóc w stworzeniu wszechmocnej kamizelki kuloodpornej. Może posłużyć jako przykład tego, co się dzieje z ciałem podczas katastrofy. Może też nauczyć czegoś wojskowych. Może pomóc w nauce transplantologii. A może też posłużyć jako obiad...

Na pewno każdy z Was słyszał o Trupiej Farmie. Klinika Medyczna Uniwersytetu Tennessee w Knoxville posiada fascynujące poletko doświadczalne, na którym liczne zwłoki poddawane są... cóż, wszystkiemu. Różne warunki atmosferyczne, woda, gleba, środki chemiczne, ogień i tak dalej. Do czego służy Trupia Farma? Wiecie na pewno, że odsetek seryjnych morderców jest najwyższy w Stanach. I śledztwo po odnalezieniu zwłok jest często strasznie mozolnie, zwłaszcza, jeśli ofiara jest martwa parę miesięcy. 

Ustalenie czasu zgonu jest stosunkowo łatwe do kilka tygodni po śmierci. Stężenie pośmiertne, wzdęcie brzucha - nagromadzenie gazów jako efekt pracowitej działalności bakterii (i tu pojawia się pytanie: czy zwłoki pierdzą? - tak!), działalność robaczków (najpierw larwy muchówek, stopniowo większy kaliber - robótka chrząszczy) i stopień "upłynnienia" ciała. Ale co zrobić, kiedy zarówno żuki, jak i stan stały dawno opuścił nieboszczyka? Wtedy w grę wchodzą badania chemiczne, antropologiczne, dociekania i - tak naprawdę - drapanie się po głowie. Bo w naturalnych okolicznościach to jest stosunkowo proste. A co, jeśli morderca pozostawił ciało w jakimś dziwacznym miejscu? Co, jeśli ciało rozkładało się w tropikach, albo zostało zamrożone? Po to jest Trupia Farma. By odnaleźć prawidła rządzące fascynującym światem rozkładu.

Przyznaję, że "Sztywniaka" czyta się lekko, choć mówi przeca o o ciężkich sprawach. Kilkakrotnie wybuchałam śmiechem, wielokrotnie zaś - uśmiechałam się pod nosem. Mary Roach zabiera nas ze sobą do laboratoriów, instytutów, organizacji i opowiada nam, jak uzyskała materiały do książki. Poznamy pracowników placówek, posłuchamy kilku dialogów. Ten wykład nie jest nudny, to napisane z humorem kompendium wiedzy o śmierci
Błyskotliwa, interesująca i pouczająca rzecz. 

Zwłoki naprawdę potrafią być zabawne. 




28 komentarzy:

  1. Odkąd przeczytałam książkę "Trup. Od biologii do antropologi" to temat rozkładu ludzkiego ciała jest dla mnie bardzo interesujący - wiem jak to makabrycznie brzmi, ale cóż zrobić, jak bzik został zaszczepiony w młodzieńczych latach :-)

    Oczywiście książkę, chętnie bym poznała, mimo że w tej materii jestem już - trochę - obcykana, ale póki co zbieram siły na "Bzyk" Roach.

    OdpowiedzUsuń
  2. Uwielbiam czarny humor, interesuje mnie trochę tematyka życia po śmierci i ludzkiego ciała. Bardzo chętnie zapoznam się z tą książką :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Pisze się chyba quasi-naukowa.

    OdpowiedzUsuń
  4. Dłuuuugo się czaiłam na tę książkę i jakoś na czajeniu się zostało. I widzę, że to błąd - lubię zabawnie omówione poważne tematy (choć nie wszystkie!).

    OdpowiedzUsuń
  5. Słyszałam wiele razy o tej książce, ale odstrasza mnie nieco jej tematyka! Zabawne spojrzenie na zwłoki - brzmi oryginalnie, ale nie wiem, czy moja psychika by to wytrzymała;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Z chęcią bym tę książkę przejrzała, taka makabra połączona z humorem musi być niezła :) Tytuł sobie zapiszę, będzie na później. Ostatnio cierpię na jakąś niemoc czytelniczą, wzięłam się za oglądanie filmów, tylko znaleźć jakiś niezły film to też niemała sztuka ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma tutaj makabry, wierz mi. I cała magia tej książki polega na tym, że wszelkie opisy są napisane zarówno z humorem, jak i z zachowaniem szacunku i wszelkiej poprawności. Jest to raczej zdystansowany wykład, ubarwiony ciekawostkami, historiami z życia wziętymi, anegdotkami. A niemoc, jak niemoc - przechodzi z czasem ;) Trzeba dać wyobraźni trochę odpocząć. Film jest dobry - daje gotowy obraz, nie trzeba niczego imaginować ;)

      Usuń
  7. Hej!
    A ja mam takie pytanie do autorki bloga ;)...
    Tylko teraz nie wiem jak je sformułować...

    Droga Paulino, gdybyś (nie daj Boże) miała niedługo umrzeć, to czy chciałabyś aby Twoje ciało spoczywało spokojnie 2 metry pod ziemią, czy żeby leżało w chłodni i co rusz stamtąd wyciągane do robienia badań naukowych...
    Matko, jakie makabryczne pytanie... ale zawsze pytanie ;D.

    Pozdrawiam!
    Melon

    PS: Pytam z czystej ciekawości... i nie. Nie jestem psychopatą ;P.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A czy badał Cię lekarz i napisał w orzeczeniu, że psychopatą na pewno nie jesteś? ;)

      A tak poważnie - chcę aby pobrano z mojego ciała wszelkie organy, które można komuś oddać. Nie wiem, na ile to jest "uznawalne", ale na dowodzie osobistym mam naklejkę z deklaracją, że wyrażam zgodę na transplantację moich organów. Później - kremacja, ale jeśli cokolwiek, co pozostanie, przyda się nauce, to czemu nie. Nie wiem tylko jak takie przekazanie szkołom medycznym zwłok wygląda od strony formalnej w Polsce.
      Mnie moje ciało po śmierci i tak nie będzie do niczego potrzebne.

      Usuń
    2. Mam dokładnie takie samo spojrzenie na temat tego, co się stanie z moim ciałem po śmierci, szczególnie jeśli chodzi pobranie organów. Nie wiem tylko, gdzie można dostać taką naklejkę z deklaracją. Mogłabyś mi napisać, skąd ją masz?

      Usuń
    3. Kupiłam na allegro, są śmiesznie tanie. O, na przykład tutaj:
      http://allegro.pl/naklejki-z-grupa-krwi-oswiadczenie-naklejka-i2947485936.html
      Nie ukrywam, że sporo osób dziwnie się przygląda tak obklejonemu dowodowi, ale dobrze coś takiego mieć. Grupa krwi też jest istotna w razie wypadku, medycy i tak sprawdzą dla pewności, ale przynajmniej mogą się przygotować.

      Usuń
    4. Dziękuję Ci za szybką odpowiedź, dobra kobieto :)
      Nie wiedzieć czemu w ogóle nie przyszło mi do głowy allegro...

      Usuń
  8. Z przyjemnością bym przeczytał. Temat bardzo ciekawy, więc uważam, że każdy psychopata i morderca powinien się z nią zapoznać :P Poszukam jej może kiedyś...

    OdpowiedzUsuń
  9. Od dawna chcę przeczytać "Sztywniaka" tylko jakoś nie mogę na niego trafić :) Zresztą inne książki Mary Roach też chętnie bym przeczytała.

    OdpowiedzUsuń
  10. Myślę, że ja nie czułabym się jak w supermarkecie ;P gdy napisałaś, że zwłoki mogą stać się obiadem, miałaś na myśli robaczki? Co do rysu historycznego - ja nawet kiedyś słyszałam, że zwłoki zdobywano w sposób "czynny", że tak powiem, ale może to tylko takie gadanie... już samo wykopywanie kojarzy się z jakimiś psycholami (np. Edem Gein, o którym niedawno pisałaś), a nie z lekarzem. Może wynikało to z tego, że w pewnych okresach sekcje zwłok były nielegalne (albo zabraniane przez Kościół, nie pamiętam dokładnie).
    O Trupiej Farmie oczywiście słyszałam.
    Na razie nie mam ochoty na tę książkę - kiedyś czytałam wyznania lekarza sądowego (nie pamiętam tytułu) i jakoś mnie to zniechęciło do takiej tematyki. pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, kochana, nie miałam na myśli robaczków... ;)
      Raczej... medycyna ludowa? Pierożki? ;)
      Tak, z tego, co pisze Mary Roach, sekcje zwłok były przez pewien okres niedopuszczalne. Ale nie przez kościoł (a przynajmniej o tym wzmianki nie ma). Lekarze więc musieli się anatomii uczyć podczas zabiegów i operacji, i dziwnym trafem jakoś śmiertelność też była wówczas wyższa...
      Szkoda, że tytułu nie pamiętasz. Pozdrawiam również :)

      Usuń
    2. Tak się obawiałam, że nie chodziło o robaczki... ;) chyba nie chcę poznać szczegółów, jeszcze przestanę lubić pierożki ;P
      Jak to dobrze, że czasami zbiegi okoliczności zdarzają się wtedy, kiedy potrzeba ^^
      "Kroniki lekarza sądowego" Michael Sapanet - przejrzałam moją historię czytelnika na koncie bibliotecznym ;P

      Usuń
  11. Trupia Farma kojarzy mi się z "Kośćmi". Fascynacja Bones była niesamowita. :P

    Nie chciałabym, że moje zwłoki się gdzieś poniewierały, ale w naklejkę informującą o możliwości pobrania organów, muszę się w końcu zaopatrzyć. A później kremacja i wsio.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, też kocham Bones :) Pamiętam, kiedy była na Trupiej Farmie. Jest w ogóle serial pt. "Trupia farma" emitowany na Ale Kino. Niestety, nie oglądałam, ale słyszałam opinie, że jest dość dobry, a przynajmniej nieco bardziej wiarygodny niż np. CSI ;) (które, notabene, też bardzo lubię z doskoku, zwłaszcza Miami z Horacio Cane'm).
      A później kremacja i wsio - no, nie ma to jak tak lekko opowiadać o planach na wieczność ;) Podoba mi się takie rozumowanie :)

      Usuń
    2. Ale Kino mi wzięli i zdjęli z kablówki. Od tygodnia mam ochotę rzucać kapciami w telewizro.

      Horacio zdarzało mi się oglądać, tak wybiórczo, ale to daaaaaaaawnoooo było. Fakt, fajny był. Uwielbiałam te jego krótkie, celne uwagi.

      Eeee... Na wieczność mam inne plany. Jakaś reinkarnacja by mi się przydała.

      Usuń
    3. Tak... krótkie celne uwagi w stylu:
      - Ofiara przed śmiercią próbowała zadzwonić.
      Horacio, trzymając okulary w dłoni: - Cóż, teraz połączenie nie zostanie zrealizowane.
      I w tym momencie zakłada okulary i odchodzi. Jejku, brecham się niesamowicie. Uwielbiam go!
      O, znalazłam kompilację: http://www.youtube.com/watch?v=mznsEcZlM2I
      Hahaha ;) Kocham gościa.

      Usuń
  12. Hmmm.. Zapowiada się ciekawie, jednakże raczej sobie ją odpuszczę :3
    ps Dodałam się do obserwatorów jak tylko masz ochotę wpadnij do mnie:
    http://ksiazka-na-kazdy-dzien.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  13. Wpadło mi to to parę razy w oko, chciałam przeczytać, zapomniałam. Szkoda, bo widzę, że zapowiada się cudnie ^^ A propos, o Trupiej Farmie pierwszy raz czytałam chyba u Becketta (imo najlepszy tom z Davidem Hunterem), potem oglądałam dokument - makabrycznie fascynujące miejsce. Jeśli wpadnie mi w ręce, na pewno przeczytam. Jeśli nie wpadnie, poszukam ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, u Becketta się pojawia jak i w serialu "Kości". Chętnie bym zobaczyła dokument o Trupiej Farmie, bo rzeczywiście makabrycznie fascynujące miejsce :) Tylko te zapachy...

      Usuń
  14. O matko, rewelacja! Jakim cudem ta książka jeszcze nie zdążyła trafić w moje ręce...? Zwłaszcza, że - jeśli to nie zbieżność nazwisk - chyba znam z widzenia faceta, który ją tłumaczył :)
    Dopisuję do listy następnych w kolejce i już nie mogę się doczekać :D

    OdpowiedzUsuń
  15. Ciekawa lektura się zapowiada, choć budzi się we mnie wątpliwość:

    "Ustalenie czasu zgonu jest stosunkowo łatwe do kilka tygodni po śmierci. Stężenie pośmiertne, wzdęcie brzucha - nagromadzenie gazów" - w teorii i w przeciętnych warunkach. Facet, który leży oparty o rozgrzany w zimie kaloryfer w pokoju jak termos (ocieplony budynek, okna hermetyczne) wygląda całkiem inaczej niż typowy leżak. Gdy się nie ma danych empirycznych o zachowaniu się ciała w danych warunkach sprawa wcale nie jest prosta.

    No ale poczytamy - zobaczymy.

    OdpowiedzUsuń
  16. Ps. Nie masz tu opcji "subskrybuj komentarze do posta by e-mail"? Przydałaby się.

    OdpowiedzUsuń