Film: Czy zabiłbyś dziecko? (1976)

gatunek: Horror
produkcja: Hiszpania

Para turystów z Anglii przyjeżdża na urlop do Hiszpanii. Wynajmują łódź i przepływają kawał drogi na wyspę Almanzora, bardzo urokliwe miejsce, w którym mężczyzna był przed 12 laty. Tylko coś się zmieniło... Od czasu dobicia do brzegu wyspy para nie spotkała żadnej dorosłej osoby, tylko roześmiane dzieci. Gdy po jakimś czasie para przekonuje się, że wszystkie dorosłe osoby zostały zabite przez te urocze dzieciaki, jest już za późno na odwrót... Okazuje się, że umysłami dzieci zawładnęła dziwna siła, nakazująca im zabijać, a czynią to z takimi pięknymi uśmiechami, że nikt się nie umie obronić - no bo kto byłby w stanie zabić dziecko?



***
Film ma dość wysoką notę na filmwebie. Ja mu daję ocenę znacznie niższą, niż 7/10, gdyż dla mnie ten film na więcej niż 5/10 nie zasługuje. To, że jest stary i europejski wcale nie oznacza, że automatycznie mam go wysoko oceniać, by pokazać, jaki to mój gust jest wyrafinowany i jaki to ze mnie znawca kina. Film się wlecze jak flaki z olejem, nastrój grozy jest - ale zaledwie przez paręnaście minut, później napięcie zmienia się w znudzenie. Pomysł? Jak dla mnie to połączenie "Władcy much" z "Dziećmi kukurydzy", nic nowego, choć fabuła ma potencjał. Czy zabiłbyś dziecko wiedząc, że jak tego nie zrobisz, to ono zabije ciebie? Proste pytanie. Gorzej z odpowiedzią.

Gdyby film skrócono do 1,5 godziny, zapewne moja ocena byłaby znacznie wyższa. Klimat czasami przypomina "Dziecko Rosemary", gdyż główna bohaterka jest ciężarna, a na dodatek całkiem nieźle gra przestraszoną. Cały obraz ratuje jego początek - zlepek fragmentów filmów dokumentalnych - oraz zakończenie, które w moim odczuciu jest mistrzowskie. Szkoda tylko, że pomiędzy początkiem, a końcem tak wieje nudą, a główni bohaterowie są takimi strasznymi imbecylami, że szkoda gadać. Nic, tylko nuda, irytacja i jeden wielki ziew.


Ostatecznie polecam tym, którzy chcą obejrzeć stary, hiszpański film. Tym, którzy szukają trzymającego w napięciu, mocnego kina grozy - odradzam. Chyba, że macie problemy ze snem.

 W ramach:

57 komentarzy:

  1. Trochę mnie zachęciłaś tym nawiązaniem do Dziecka Rosemary i "Dzieci Kukurydzy", ale boję się, że do tego mistrzowskiego zakończenia mogłabym nie dotrwać.
    kolodynska.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, co? Obejrzyj lepiej "Dziecko Rosemary" i "Dzieci Kukurydzy", niż ten film ;) Lepiej na tym wyjdziesz. Film jest dość przyzwoity, ale tak nudny i tak przewidywalny, że szkoda czasu, serio.

      Usuń
  2. No nie wiem czy wytrwałabym do końca z tym filmem. Planuję obejrzeć również klasykę, ale nie z tego gatunku. Zobaczymy czy uda mi się go skończyć za drugim podejściem. Życz mi powodzenia:)
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powodzenia... ale z czym dokładnie? ;) Dość chaotyczny ten Twój komentarz :)

      Usuń
    2. Haha. Przepraszam:D Oglądam inny film, również klasykę, przez który nie mogę przejść, a zaliczam już 2 podejście. Istna katorga, ale postanowiłam sobie, że skończę go choćby nie wiem co!:)

      Usuń
    3. A zdradzisz tytuł? :)

      Usuń
    4. Oczywiście. Casablanca o.o Może to ja tylko jestem taka dziwna i film mnie kompletnie nie porwał?

      Usuń
    5. Hmmm.... "Casablanca" to jeden z najpiękniejszych filmów... ale do jego odbioru potrzebny jest odpowiedni nastrój! Trzeba na tę historię spojrzeć z nostalgią za przeszłością, której nie poznaliśmy, a która miała w sobie magię... Ja osobiście wolę "Śniadanie u Tiffany'ego", ale "Casablanca" ma swój urok. Ale fakt, nie każdemu może się podobać, nie czuj się w żaden sposób zobowiązana do zachwycania się filmem tylko dlatego, że należy do klasyki. :)

      Usuń
    6. Mi chyba żaden klimat nie pomoże w obejrzeniu tego filmu... Spróbuję jeszcze jeden i ostatni raz.

      Usuń
  3. Dawno temu oglądałem ten film i wtedy mnie nie zachwycił. Miał coś w sobie, jednak sam nie wiem do końca co. Wcale nie straszny i przede wszystkim nudny.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Czytając Twoją recenzję, naszła mnie pewna refleksja na temat 'znawcy kina'. Czasami jak przeglądam wątki na filmwebie, to dochodzę do wniosku, że istnieje kółko wzajemnej adoracji, które wytycza, które filmy należy obejrzeć i które powinny być uważane za arcydzieło, a które to dno i wstyd w ogóle przyznać, że się podobały. I nieśmiertelny argument 'bo ty nie znasz się na kinie', jak mnie to wkurza. Dlatego też bardzo rzadko wchodzę na filmweb, bo jak czytam niektóre dyskusje, to krew mnie zalewa. I nie chodzi mi o to, że ja mam inne zdanie, tylko właśnie argumentacja w stylu 'ale jesteś głupi, obejrzałem więcej filmów i wiem lepiej, ty się nie znasz'. No ale dobra, trochę nie na temat to było. Co do filmu, to grzecznie podziękuję. Hiszpańskie kino do mnie nie przemawia, albo może po prostu jestem za głupia, aby zrozumieć istotę filmu i odkryć drzemiący w nim potencjał :) Skoro mówisz, że wieje nudą, to tym bardziej nie mam wyrzutów sumienia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie mam takie same uwagi, jak Ty. Często czuję się jak debil, kiedy obejrzę jakiś "och, ach" film, który mnie nie zachwyci, a potem czytam peany na forach, których nie rozumiem. I głupieję. A na filmwebie denerwuje mnie jeszcze skrajność oceniających - dają zwykle albo 1, albo 10, tak jakby nie było żadnych not pomiędzy. 1 dałam jednemu filmowi, 2 chyba żadnemu, więc moja skala zaczyna się niejako od 3. I zwykle staram się oceniać zgodnie ze swoim sumieniem, ale nie da się walczyć z hejterami, którzy nie lubią Ala Pacino, więc wszystkim jego filmom dają 1/10, albo fankom, które kochają Miley Cyrus i dają jej 10/10. Dlatego moim zdaniem bardziej wiarygodną stroną jest IMDB albo Rotten Tomatoes, przynajmniej ich oceny są mniej ekstremalne od naszych, filmwebowych. Albo rzeczywiście, Binola - jesteśmy za głupie, by zrozumieć ;) Witaj w klubie!

      Usuń
    2. Jak to się mówi, jedni lubią pchać samochód, inni jak im nogi śmierdzą ;) Każdy ma inny gust, po co od razu hejtować, ale niektórzy po prostu nie potrafią dyskutować, albo właśnie - założymy klub niekumatego znawcy kina i nie będziemy się resztą przejmować :D

      Usuń
    3. Dołączę do waszego skromnego grona - szlag mnie trafia, gdy natykam się na komentarze pseudoznawców i pseudo-pieprzonych-krytyków, których jedynym argumentem jest "ty tego filmu nie rozumiesz" lub "to je sztuka, tego nie ogarniesz". Są ludzie i parapety, a najwięcej parapetów znalazłam chyba pod "Begotten".

      Usuń
    4. Jestem za klubem! "SANKI" czyli Stowarzyszenie Absolutnie Niekumatych Kinowych Ignorantów. Podoba się? Trzeba nad statutem pomyśleć... :)
      Ja też sporo parapetów znam... a raczej - spotykam, oczywiście w anonimowym, wirtualnym świecie ;)

      Usuń
    5. Świetna nazwa, piszę się na to ;)

      Usuń
    6. Z chęcią przyłączę się do SANEK :D tylko rozszerzyłabym statut, nazwę i działalność klubu jeszcze na książki - fakt, że coś jest uznawane za mega ekstra klasykę i arcydzieło nie oznacza, że musi mi się podobać i że rzeczywiście jest tak dobre! A argument "tak, bo tak" albo "nie znasz się" to żaden argument :/

      Usuń
    7. Też chcę do SANEK, albo na sanki, bo pogoda wciąż dopisuje :D

      Usuń
    8. To ja chcę NA sanki, a Ty będziesz mnie ciągnął :D

      Usuń
    9. Ok, takiego Skrzata, to nie ma problemu :P

      Usuń
    10. Armalkolit - jestem za! Możemy rozszerzyć swoją działalność na wszystko, być takimi hipsterami sztuki różnej :)
      A na sankach to ja nie byłam... oj, kupę czasu :/

      Usuń
    11. Brzmi świetnie :) mam tylko nadzieję, że buntując się przeciwko jednemu systemowi nie stworzymy w jego miejsce innego xP
      A jeśli ktoś chce na sanki, a nie do SANEK, to z tego co słyszałam w prognozie, ma jeszcze jakieś 10 dni ;)

      Usuń
    12. Ta zima trwa stanowczo zbyt długo!

      Usuń
  5. Byłem pewien, że będzie to kolejna wychwalająca pod niebiosa recenzja tego filmu. Większość serwisów poświęconych grozie przyznaje mu maksymalne noty. A ja mam dokładnie te same wrażenia po seansie, co i Ty. Pomysł świetny, realizacja zaledwie poprawna. Nudy, ale mnie niesamowicie irytowała też gra aktorska. Cieszę się z jednego - jakiś czas temu (niedawno) słyszałem, że powstanie remake. Jestem na tak :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też! Tylko oby tego nie schrzanili, bo film może być mega dobry i mega straszny :)

      Usuń
  6. Potencjał film miał niewątpliwie. Sam tytuł, sama tematyka sugerują już trudny do zgryzienia temat. I lubię, gdy twórcy właśnie po takie wątki sięgają, bo w umysłach widzów pozostaje to pytanie: co ja bym zrobił, gdybym znalazł się w takiej sytuacji? Ale niestety muszę się zgodzić, że ten film nie do końca wykorzystuje ten potencjał. Brakowało mi mocniejszego wyrazu, wszystko było jakieś nijakie i nie wciągało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I odpowiedzią na to pytanie jest końcówka, szkoda, że cały film nie był na tym samym poziomie. Bo zakończenie mnie osobiście baaaardzo usatysfakcjonowało.

      Usuń
  7. Coś dla mnie, horror, który nie straszy. :P
    Kurcze, hiszpańskie kino grozy moja wewnętrzna tchórzofretka jakoś toleruje, ale nudy nie lubimy obydwie. Nie lubimy też horrorowatych dzieci. Hm. Brak decyzji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie lubię żadnych dzieci. Taki ze mnie potwór :)

      Usuń
    2. Ja uwielbiam hiszpańskie filmy, ale za tego nudnego starocia podziękuję, ot.

      Usuń
    3. Wewnętrzna bogini, wewnętrzna tchórzofretka... ej, Ann, ile Ty masz tych zwierzaków w sobie? Może czas na jakieś prześwietlenie? Nie ciasno im tam? ;)
      Luckyluke - nadawałbyś się do cyrku, dzieci straszyć w przebraniu klauna :)
      Skrzacie - ot, i dobrze!

      Usuń
    4. W przebraniu to jeszcze nic - najgorzej jest w moim codziennym stroju. Zresztą klauni kojarzą mi się już tylko z jednym (nie, nie z tym co wszystko inne) - z nieśmiertelnym Pennywisem. Dzieci chyba z tej wersji nie byłyby zadowolone :D

      Usuń
    5. Wiedziałam, że sobie go skojarzysz :) I o taki image mi chodziło! Może tylko bez mordowania, samo straszenie wystarczy :)

      Usuń
    6. W środku jest jeszcze żarłoczny tasiemiec. :P I od czasu do czasu jakieś motylki się trafią. :P

      Usuń
    7. Eh, motylki. Tęsknię za motylkami :(

      Usuń
  8. No może obejrzeć nie obejrzę, ale interesująca tematyka :D.
    "Władcę much" czytałem, ale jakoś specjalnie nie wspominam miło. Dość nużąca książka, w której dosłownie każdy przedmiot, bądź człowiek ma swoje drugie dno. Symbolizm wylewa się z tej książki litrami ;D.

    Miłego wieczoru!
    Melon

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Władca much" to ulubiona książka Twojego ulubionego pisarza, wiesz? ;P

      Mi się podobał, jest w planach do archiwum najlepszych :)

      Usuń
    2. No właśnie wiem i nadziwić się nie mogę :D.

      Usuń
  9. Hmm..."Dziecko Rosemary" przyjemnie mi się oglądało, "Dzieci kukurydzy" również. Tematyka wydaje się być ciekawa, więc może obejrzę :D. Hiszpańskie horrory są niezłe, chociaż szczerze mówiąc tak starego mózgotrzepa jeszcze nie widziałam :). Ile ten film trwa? Jak ponad 2 godziny, to sobię daruję :). Z drugiej strony, Twoja niska ocena mnie raczej odstrasza, niż zachęca do seansu...Eeee, chyba jednak nie dla mnie :). Jak zwykle jestem niezdecydowana :D.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 1:50 z hakiem. Obejrzyj, sama sobie wyrób opinię, może Ty akurat znajdziesz się w tej grupie, co film zachwala? :)

      Usuń
  10. Lubię stare europejskie filmy, bo zazwyczaj mają swój specyficzny klimat, który bardzo przypada mi do gustu, dlatego postaram się obejrzeć tę produkcję, chociaż łatwo nie będzie, bo za zasobami filmowymi kiesko u mnie :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To miłego seansu w takim razie :)

      Usuń
  11. Po "Eden lake", w którym oprawcami były nastolatki, chyba spasuję, bo bardzo mnie przeraża, że dzieci mogłyby zabijać, nawet jeśli to tylko film.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten film w niczym nie przypomina "Eden Lake", można powiedzieć, że odpada w przedbiegach :)

      Usuń
  12. Dobrze wiedzieć, że film nie jest warty uwagi i szczerze współczuje straty czasu;) Ja osobiście raczej bym go nie szukał, a co za tym idzie, bym na niego nie trafił, ale teraz już będę wiedział co odpowiedzieć jak ktoś mi zaproponuje jego seans - NIE! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lepiej stracić czas na kolejny odcinek o Sherlocku, prawda? ;)

      Usuń
    2. A pewnie:P Ale w przypadku "Sherlocka", to już nie będzie strata czasu ;)

      Usuń
    3. Próbowałam wczoraj obejrzeć 2 odcinek, ale na zalukaj mi pokazywało, że jest jakieś przeciążenie serwera? Czy coś... Cały dzień. I nie mogłam obejrzeć :(

      Usuń
    4. To nie dobrze, że nie dają Ci się delektować "sherlockiem" :( A próbowałaś oglądać na scs.pl, ja tam czasami zaglądam jak nie mam czegoś na dysku. Jakość może nie powala, ale zawsze za darmo i w miarę dobrze się buforuje jak na zwykłe konto "nie premium" :)

      Usuń
    5. Nie znałam tej strony, dzięki! :)

      Usuń
  13. fajnie, ze wziete jest te gwiazdki z filmwebu, a co do filmu to raczej nie dla mnie ;d

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie oglądając nic nie stracisz :)

      Usuń
  14. Dużo czytałam o tym filmie, zarówno dobrego, jak i nie do końca (nie jesteś pierwszą osobą, która wytyka tej produkcji nudę), dlatego ciągle zwlekam z seansem:/ Wiem, straszny wstyd, bo to w końcu głośny klasyk gatunku i pewnie prędzej czy później się za niego zabiorę. Jak w końcu znajdę chwilę wolnego czasu, z którym ostatnio u mnie na bakier...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś o tym wiem :) Ale jak Ciebie znam, i tak obejrzysz, by się sama przekonać, ale uprzedzam - nuda! Głośny klasyk gatunku, mówisz... dla mnie stanowczo przereklamowany. Jak niektóre filmy klasyczne mimo wszystko wywołują dreszcze, tak ten... pomysł świetny, gorzej z realizacją..

      Usuń