Trauma, Graham Masterton


tytuł oryginału: Trauma, 2001
tłumaczenie: Paweł Wieczorek
wydawnictwo: Replika, 2012
ISBN: 978-83-76741-68-0
liczba stron: 194 (261)
+ dwa opowiadania
"- Powinnaś na chwilę przyhamować, Bonnie, zatrzymać się i powąchać kwiaty. 
- Przepraszam cię, Dan, ale jestem zbyt zajęta usuwaniem zapachu trupów"

Jejku, co za durna książka. 

Bonnie to właścicielka firmy sprzątającej miejsca zbrodni, która poza wywabianiem plam krwi z podłóg i kanap oraz zeskrobywania mózgów ze ścian pracuje także w firmie kosmetycznej. Musi ciągnąć dwa etaty, gdyż jej mąż, nierób i pijak, siedzi w domu całymi dniami i tylko wydaje rozkazy. Bonnie jest 34-letnią, atrakcyjną kobietą, podrywaną przez prawie wszystkich mężczyzn, których spotyka w książce. Celowo o tym piszę, gdyż Masterton, autor nie tylko horrorów, ale i poradników seksualnych (sic!) ma chyba jakiś problem z seksem. 
W tej powieści, jak i innych powieściach autora, zawsze drażni mnie to samo - instrumentalne traktowanie kobiet, nawet pod przykrywką stworzenia bohaterki śmiałej, odważnej i bardziej męskiej od wszystkich facetów, występujących w książce. Wyczuwam seksizm i to zawsze mnie zniechęca do autora. Ale wciąż do niego wracam i wciąż daję mu szanse... Może dlatego, że jest tak płodny literacko i tak znany - ponad 100 (sic! do potęgi) opublikowanych książek na koncie. Niestety, w wypadku "Traumy" mam wrażenie, że autor te książki produkuje, nie tworzy.

Wracając do fabuły - Bonnie podczas sprzątania w jednym z domów, w których mężczyzna zastrzelił trójkę dzieci i siebie - doznaje czegoś w rodzaju mistycznego połączenia z duszami zmarłych. Znajduje na fikusie larwy niepylaka mnemozyny, który ponoć jest symbolem opętania, jakiego doznają ludzie, by pod jego wpływem zabijać swoich najbliższych. Ciekawe, istotnie. Ale mam kilka uwag.

Parnassius mnemosyne
"Osobliwe w tym wszystkim jest to, że motyl ten występuje jedynie w dwóch miejscach na świecie: na górskich pastwiskach zachodniej Europy i na wzgórzach regionu Chichimec na północy Meksyku"
Bzdura! Niepylak mnemozyna (Parnassius mnemosyne) występuje dość pospolicie na całym świecie (choć w Polsce znajduje się na liście owadów chronionych, a w całej Unii objęty jest Dyrektywą Siedliskową i chroniony). Być może nie ma go w Kalifornii, i ku uciesze gawiedzi Masterton zabawia się, wplątując element z meksykańskich wierzeń, jakoby ten motyl był uosobieniem prastarego, azteckiego demona. Być może tak jest. Ale nie tłumaczy to aż takiego uogólnienia.
Fajnie, kiedy autor przybliża nam legendy, mity i ciekawostki, jednak nie fajnie, kiedy robi z człowieka idiotę, licząc na to, że żaden miłośnik entomologii nie przeczyta tych bzdur, a laicy wezmą jego słowa za pewnik i będą później rozprawiać o błędnych informacjach wyniesionych z książki. Denerwuje mnie to bardziej, niż cokolwiek innego. Autor próbuje robić z nas głupków - i choć wiem, że "Trauma" jest beletrystyką, nie atlasem entomologicznym, to jednak wprowadzając do historii nieprawdziwe fakty autor pokazuje, że nie szanuje czytelnika. Tym bardziej, że to właśnie te larwy są kluczem do całej historii. Okazuje się bowiem, że nie tylko w jednym mieszkaniu, w którym doszło do nienaturalnych śmierci, znaleziono tego owada. Bonnie będzie musiała szukać pomocy u pewnego starego Meksykanina, który dogłębnie wyjaśni jej, czym jest Izpapalotl.

Dalej - dialogi. Sztuczne, niewiarygodne i totalnie schrzanione. Rozmowa Bonnie z przyjaciółką jest tego najlepszym przykładem. Nie czułam tej rozmowy, nie czułam momentu, kiedy ze zwykłego spotkania towarzyskiego przechodzimy do kłótni połączonej z zerwaniem przyjaźni. Dialogi tak kuleją, że miałam ochotę książce wystawić jeszcze niższą notę.

W "Traumie" jest wiele wątków pobocznych, a akcja "właściwa" zaczyna się po ponad 150 stronach. Nie dziwiłoby to, gdyby książka miała stron co najmniej 300, ale tutaj powieść liczy sobie 194 strony. 
Za dużo wątków upakowanych w za małej ilości stron, historia się nie rozwija, jest tylko zlepkiem różnych elementów, powiązanych byle jak. Jedyną zaletą tej powieści jest to, że bardzo szybko się czyta, a to przez... banalnie prosty język. Naprawdę ciekawie zrobiło się po wspomnianych 150 stronach, i ostatnie 40 nadrobiły całą, marną resztę. Jednak - to dla mnie za mało.
Odpuściłam sobie dwa opowiadania, dołączone do książki - "Bazgroły" i "Szamański kompas". Być może, nim oddam książkę do biblioteki, przeczytam je. Na ten moment jestem jednak rozczarowana i zniesmaczona. Nie wiem, ile jeszcze książek Mastertona będę musiała przeczytać, by dać sobie wreszcie spokój. To nie mój autor. A określenie tej powieści jako "horror" to kolejne nadużycie.
Reasumując - "Trauma" to proste czytadło, nie wywołujące w czytelniku absolutnie żadnych emocji. Dla kogoś, kto nie czytuje na co dzień powieści grozy, będzie ona satysfakcjonująca. Jak dla mnie była to totalna strata czasu.

64 komentarze:

  1. Coś mi się wydaje, iż nie sięgnę po tą powieść. Nawet okładka mnie nie przekonała...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Okładka jest całkiem w porządku, w ogóle wydanie jest bardzo ładne. Gorzej z treścią :]

      Usuń
  2. Huh, ostro się z Mastertonem rozprawiłaś :D Bronić go nie będę, też za facetem nie przepadam. Pisze średnio, taka typowa groza klasy B, raz mniej, raz bardziej udana. Dialogów nigdy nie nauczył się pisać, zgrzytają i w starszych i nowszych opowieściach. Traumę widziałem kiedyś na Allegro za 10 zł - zastanawiałem się nad zakupem, na szczęście nie wziąłem. Mam za to kilka innych tworów pisarza do zbadania (czyt. na półkach). Nie oczekuje cudów, może więc je strawie ;-)
    Słowa uznania dla grafików wydawnictwa Replika - to chyba najładniejsze okładki książek Mastertona ever :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, okładka jest bardzo apetyczna. I obiecująca. Dlatego rozczarowanie jest tym bardziej gorzkie. Piotrek, ogólnie to powiedziałabym Ci, abyś przekonał się sam, ale podejrzewam, że to byłaby strata i czasu, i pieniędzy. Wiem, że jest wielu zagorzałych fanów Mastertona, i choć do nich nie należę, to wiem, że są osoby czytające absolutnie wszystko, co wyszło spod jego pióra. Nie rozumiem tego, ale każdy autor ma swoich czytelników. Ja chyba jednak, mimo wszystko, jeszcze spróbuję, bo fenomen tego autora jest tak niezwykły, że muszę zrozumieć, o co tyle szumu :)

      Usuń
  3. Jak to Masterton - proste, często niezbyt ciekawe lektury. Można sobie śmiało darować :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A "Aniołowie chaosu" były całkiem ok czytadłem:) Ha, a ja widziałam bardzo pozytywną recenzję tej książki, z której wynika zupełne przeciwieństwo - ale teraz sobie odpuszczę.

      Usuń
    2. W sensie "Traumy"? Ojej. :P
      Mastertona odpuszczam, na jakiś czas :)

      Usuń

  4. Fiu fiu, jaka ostra recenzja, chyba jeszcze takiej nie czytałam!! W ogóle to nie czytałam jeszcze żadnej książki tego Pana. Miałam zamiar jakąś zdobyć i spróbować, bo widziałam na innych blogach pozytywne komentarze na temat jego twórczości. Teraz to raczej sobie daruję i wolę rozejrzeć się za czymś ciekawszym:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli o Mastertona chodzi to jest z czego wybierać, więc tym trudniej trafić na coś dobrego :)

      Usuń
  5. Okładka wygląda całkiem ciekawie - no, ale najwyraźniej potwierdza słowa, by "nie oceniać książki po okładce". Zbyt mało czytałam Mastertona, by go oceniać, ale generalnie średnio mi się podoba. Nie jestem miłośniczką horrorów, a po takiej recenzji po tę jego pozycję na pewno nie sięgnę ;)
    Pozdrawiam,
    Mai

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli nie jesteś miłośniczką horrorów, to akurat "Trauma" mogłaby Ci się spodobać. Bo wiele horroru tu nie ma... :) Albo lepiej odpuścić, nic nie stracisz ;)

      Usuń
  6. Nigdy specjalnie nie rozglądałam się za tą książką, czy autorem. Po twojej recenzji myślę, że sobie odpuszczę. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książki nie polecam, a co do autora - przekonaj się sama :]

      Usuń
  7. Mastertona czytałam na przełomie podstawówki i liceum. Wtedy szokował mnie swoją erotyczną fantazją i brutalnością, ale jakoś tak nigdy nie polubiłam jego książek. Chciałabym teraz porównać wrażenia z tym, co zapamiętałam, ale wszędzie słyszę, że jego powieści są słabe, a tej lepszej (tzn. "Manitou"), akurat w bibliotece nie ma,

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyżby Masterton był takim literackim Bieberem? ;)Wydaje mi sie, że dla młodych czytelników rzeczywiście może być dobry, choć z drugiej strony za dużo tu wulgarności.

      Usuń
    2. O mamo... Gdyby Masterton to przeczytał, stworzyłby Twoją postać w jednej z książek i uśmiercił na sto różnych sposobów. :P

      Usuń
    3. Z przyjemnością piszę się na to!

      Usuń
  8. Masterton ma swoich wiernych fanów. Nie zaliczam się do nich, pierwszą i ostatnią jego książkę przeczytałam chyba, jak miałam dwanaście lat. I nawet wtedy mnie nie ścięło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Albo się go lubi, albo nie. Choć raczej nie stara się za bardzo wzbudzać sympatii :]

      Usuń
  9. Podoba mi się początek Twojej recenzji - "Jejku, co za durna książka" :D
    Ogolnie to z chęcią przecztalabym poradnik seksualny Mastertona, to jako jedyne mnie zaciekawiło ;P
    A z motylem to dał plamę autor. Tak jak piszesz, pokazuje, że nie szanuje czytelnika. Są przecież pisarze, którzy długo i wnikliwie przygotowują się do pisania, zdobywając informacje itd. A jak komuś się nie chce, to niech tworzy inne wątki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie miałabym nic przeciwko, gdyby rzeczywiście wybrał jakiegoś nieznanego owada, lub jakiegoś po prostu wymyślił, więc takie ściemnianie jest trochę nie w porządku.

      Usuń
  10. Niestety muszę się przyznać, że nie znam twórczości Mastertona. Jakoś nigdy mnie mnie do niej nie ciągnęło, mimo kilku ciekawych opinii, które czytałem na temat jego książek. A tu taka niespodzianka. A to nie poprawi jego notowań u mnie. Chociaż przyznać trzeba, że motylek nawet ładny.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ładny :) W ubiegłym roku spotkałam z tego rodzaju pazia królowej, ten to dopiero ślicznota :) A Mastertona sobie odpuść, z Twoich postów mogę wynieść, że raczej nie byłbyś zachwycony twórczością tego pana.

      Usuń
  11. Bo Masterton to pisarz dla młodych i niedoświadczonych czytelników moim zdaniem. Pamiętam,że jak miałam kilkanaście lat to połykałam jego książki. Mam na koncie sporo przeczytanych książek autora i praktycznie żadnej bym ci teraz z czystym sumieniem nie poleciła. Teraz omijam go raczej z daleka,choć czasami mnie pokusiło i żałowałam. A czytałaś jego "Głód"? Z tego co pamiętam (choć mogę się mylić) był na trochę wyższym poziomie.I "Geniusz".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ładnie powiedziane. "Głodu" ani "Geniusza" nie czytałam, czytałam zaledwie kilka książek, z czego pierwszą - "Dziedzictwo" - jak miałam 14 lat. Wtedy spać nie mogłam ;) Ale niestety, z każdym rokiem coraz mniej się podoba.

      Usuń
    2. Podepnę się pod wypowiedź Gosi, bo ma dużo racji. Przygodę z książkami Mastertona zaczęłam mając naście lat, więc było to dawno, dawno temu :-) Jednak był to czas, kiedy zbałamuciła mnie jego twórczość i pomimo tego, że potrafi tworzyć prawdziwe ramoty, to jestem jego fanką. Jako dorosły osobnik przeczytałam trzy jego powieści: "Czerwony Hotel" - bardzo mi się podobała, "Szatańskie włosy" - takie se, i "Bazyliszka" - tragedia. Wynika z tego, że Mastertonowi zdarzają się totalne niewypały, od których łeb pęka.

      Jeśli chodzi o "Traumę" to zauważyłam, że książka zbiera podłe recenzje. Za to czytałam "Bonie Winter", chwilę po milenijnej pluskwie, czyli dobre ponad 10 lat temu, ale całkiem miło wspominam tę książkę. Fakt laik ze mnie w kwestii etomologii, więc Niepylak, był tylko Niepylakiem, a Bonie - seksi babką, dlatego na tę króciutką nowelkę narzekać nie mogę :-)

      Usuń
    3. Przy tak ogromnej płodności autora ciężko trafić na ślepo na coś dobrego. W bibliotece jest ogrom jego książek, więc zwykle podczas wypożyczania sugerowałam się... okładką. Bo nie sposób ogarnąć całości :) I niestety za każdym razem się sparzyłam. Ale tak jak są autorzy, którzy jedną książką potrafią mnie całkowicie albo zniechęcić, albo zachwycić, tak z Mastertonem jest inaczej, bo ciągle daję mu szansę i ciągle mam nadzieję, że zrozumiem fenomen autora. "Bonnie Winter" to to samo, co "Trauma", nie wiem, czym się różnią (może tym, że w "Traumie" są dwa dodatkowe opowiadania), ale mnie nie przekonała. Bonnie rzeczywiście była podrywana przez wszystkich facetów w książce, co jest po prostu niewiarygodne i jakby na siłę (bo ten fakt w niczym nie był potrzebny). Może jestem po prostu uprzedzona? Masterton to dla mnie zbok i perwers, na dodatek ma jakiś problem, i ciężko będzie to zdanie zmienić :)

      Usuń
    4. Dobre z tym zbokiem :-), ale wydaje mi się, że bardziej do tej kategorii pasuje Ketchum i Lee, ci panowie to już w ogóle jadą po bandzie.

      "Bonie Winter" jest częścią "Traumy", która tak jak piszesz, ma jeszcze dodatkowe opowiadanie, czyli takie dwa w jednym. "Bonie..." kupiłam jako oddzielną książkę, a skusiła mnie okładka, bieda być wzrokowcem...
      Nie mam już parcia na Mastertona, więc za "Traumą" piszczeć nie będę, ale nie wyrzekam się tego autora i wolnym czasie, postaram się przeczytać coś starego, i coś strasznego, z jego kolekcji, bo jestem szalenie ciekawa co mi z tego spotkania wyjdzie :-)

      Usuń
    5. Ja też łatwo daję się uwieść ładnym okładkom :) To i ja za jakiś czas przeczytam coś starego z repertuaru Mastertona, może rzeczywiście będzie lepiej. Bo teraz to autor chyba jedzie na nazwisku :)
      Ketchum i Lee to nie zboki. To psychole. Różnica subtelna, ale dostrzegalna :)

      Usuń
  12. Masterton jest nie równy. Za powieściami nie przepadam, ale opowiadania i erotyki pisze świetne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. *nierówny oczywiście :) W soboty nie powinno się pisać :)

      Usuń
    2. Przy 100 książkach trudno utrzymać równie wysoki poziom :) A za erotyki tego faceta podziękuję. Nie podoba mi się jego podejście do tematu seksu, jak dla mnie jest seksistowskie, wulgarne i zbyt często brutalne.

      Usuń
  13. Z tą swoją pasją entomologiczną jawisz mi się niczym Hodgins z serialu "Kości", jeśli się nie mylę, to właśnie on tam był ekspertem o tych wszystkich robaczków, motylków itp. :) Co do samej książki, to czytałam i też nie zrobiła na mnie większego wrażenia. Leniwa akcja, mało horroru, a tych opowiadań to już nawet nie pamiętam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej, Binola, nie jestem choć w połowie tak dobra, jak Hodgins, ale przyznam szczerze, że on mi zawsze najbardziej imponował z serialu :) Ale nie wiem, czy rzeczywiście można mieć aż taką wiedzę, jak on. Niemniej to miłe porównanie, łechcące próżność :) Opowiadania może przeczytam później, ale wątpliwe. Jestem zniesmaczona autorem i na pół roku (co najmniej!) sobie go odpuszczam.

      Usuń
  14. Czytałam to "coś". Porażka na całej linii :D

    OdpowiedzUsuń
  15. Nie no, pisanina Mastertona to jest horror. Tyle, że niskich lotów ;) "Produkcja" to właśnie najlepsze określenie i mi właśnie masowe wypuszczanie powieści opartych na identycznym schemacie najbardziej przeszkadza. Po przeczytaniu paru książek człowiek się zwyczajnie nudzi, a fakt, że Masterton właściwie wszystko sprowadza nie tyle do przestraszenia, co obrzydzenia czytelnika wcale nie pomaga. Dlatego omijam tego pana szerokim łukiem, rozmija się z moim gustem tak, że już bardziej nie można ^^ Najfajniej wspominam cykl z Manitou i Drapieżców. Chociaż tych drugich bardziej ze względu na (niezbyt subtelny ;)) flirt z Lovecraftem, niż cokolwiek innego. A że tak splunę jadem na odchodne :p - nie potrafi pisać zakończeń i umacza przez to każdą powieść.
    Kiedy zachce mi się horrorwego czytadła na parę godzin sięgam raczej po Guya Smitha, ewentualnie przypadkowych autorów z Amber czy Phantom Press i Tobie również to polecam. Bo jeśli nie spodobały Ci się dwie czy trzy powieści od Mastertona, prawdopodobnie nie spodoba Ci się żadna i szkoda Twojego czasu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otóż to. Przyznam szczerze, że za wzięciem "Traumy" przemówiły dwie rzeczy: ładna okładka i nazwa wydawnictwa. Stwierdziłam, że to musi być dobre... A jednak problem tkwi nie w wydawnictwie czy wydaniu, ale w samym autorze, który jest po prostu nie dla każdego. Póki co odpuszczam go sobie, a z horrorów na razie będę nadrabiać Herberta, Na Smitha też przyjdzie czas, choć jako smarkata czytałam kilka jego "horrorowych czytadeł". Wspominam nieźle, ale to było dawno :) Niestety coraz częściej dochodzę do wniosku, że gust czytelniczy się zmienia jak w kalejdoskopie, ale wciąż poszukuję ;)

      Usuń
    2. Oj tak, fajne okładki potrafią zmylić.
      Yay, nadrabiaj Herberta :> I omijaj "Włócznię" szerokim łukiem, udawaj, że nigdy nie powstała ^^

      Usuń
  16. Hmm, to z tym motylem to lipa? Np proszę, nie sprawdziłam tego i nawinie przyjęłam, że autor to zrobił i napisał prawdę. Minus dla Mastertona. Co do powieści, to najbardziej mnie drażnił totalny brak grozy i napięcia w niej. Natomiast podobało mi się wprowadzenie dwóch wyjaśnień - racjonalnego i metafizycznego. Opowiadania przeczytaj koniecznie, mnie się podobały o wiele bardziej niż powieść :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mit może nie jest ściemą, może i jest taka bogini, ale ściemą jest fakt, że ten motyl jest tak bardzo rzadki. Brak grozy i napięcia - zgadzam się, to chyba było wynikiem zbyt dużego naładowania wątków. Ostatnie 40 stron były w porządku, ale i tak książki nie polecam. Opowiadania może, może przeczytam :) Na razie odpoczywam od Mastertona.

      Usuń
  17. czytałam recenzja za jakiś czas na blogu, ale faktycznie to nie jest najlepsza książka Mastertona, ale go najgorszych też jej bym nie dała :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego dostał 2/6, pozycja najgorszej wciąż jest wolna :P

      Usuń
  18. szkoda, bo lubię Mastertona, ale wiem, że zdarzają mu się też słabe książki :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Miałam właśnie napisać o nierówności, ale widzę, że ta opinia już jest Niektóre powieści da się czytać, inne są absurdalnie durne

    OdpowiedzUsuń
  20. To prawda, że Masterton pisze bardzo nierówno. Jedne książki czyta się jednym tchem, inne są ciężkie do przejścia. Najlepszą książką, jaką czytałam tego autora była "Walhalla". Miło wspominam także "Anioła Jessiki". Natomiast ledwo udało mi się zmordować "Kły i pazury". Biorąc pod uwagę Twoją ocenę, chyba daruję sobie "Traumę". ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak będę poszukiwała kolejnej powieści Mastertona, wejdę tu w komentarze i wezmę pod uwagę wszystkie propozycje tych "najlepszych". Póki co i ja sobie daruję, ale całokształt :)

      Usuń
  21. A spodziewałam się o niebo lepszej lektury, ba myslałam, ze dasz 10/10. Bede omijac ta ksiazke szerkoim łukiem :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Ja o Mastertonie wiele słyszałam, nawet w bibliotece widziałam jego książki, ale jakoś nigdy nie chciałam zabrać ich do domu. Mimo, że twoja recenzja nie jest pochlebna na temat "Traumy", uwierz mi ja też nie znoszę sztywnych i sztucznych dialogów, to jakoś zaciekawiłaś mnie do zapoznania się z twórczością tego autora. Chyba sama na własnej skórze muszę się przekonać czy jego lektury naprawdę są takie dobre lub złe jak piszą.
    Pozdrawiam i dzięki za recenzję;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sprawdź sama, chętnie przeczytam Twoją opinię :) Ale wiesz, nie każdemu podoba się to samo, dlatego kto wie - może Ty odkryjesz w Mastertonie mistrza? Przeczytaj coś i się przekonaj sama. Pozdrawiam również i proszę bardzo, do usług :)

      Usuń
  23. Czytałam też ,,Traumę'' i faktycznie jest bardzo mizerna. Wynudziłam się przy niej niemiłosiernie, ale na szczęście nie wszystkie dzieła Mastertona są takie słabe.

    OdpowiedzUsuń
  24. "Jejku, co za durna książka." :)

    No tak, Mastertona nie czytałem, ale wiele osób wypowiada się o nim w samych superlatywach. A tu okazuje się, że durnoty pisze. Może to i dobrze, że jeszcze nie straciłem na niego czasu:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Elaboratów nie pisze, możesz spokojnie wziąć na próbę jedną, przypadkową, krótką książkę i samemu się przekonać. Bo mi tam nawet styl nie pasi, choć lektury czyta się szybko - ale mi akurat nie całkiem odpowiada, gdy jest banalnie. Ot, czytadło, bez fajerwerków :]

      Usuń
  25. Ale miałam czuja:) Już, już miałam zamówić sobie tę książkę na Allegro, ale ostatecznie zdecydowałam się na pakiet klasyków literatury grozy. Nawet nie wiem, czemu, ot tak mnie tknęło, żeby zrezygnować z tej pozycji. A że nasze gusta literackie są podobne, to jak mniemam dokonałam słusznej decyzji;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałaś czuja, miałaś :) I jak nie jestem pewna, czy ta książka nie spodoba się WSZYSTKIM, wszak czytelnicy są różni i na różnym etapie przyswajania horrorów - i tak początkującym czytelnikom grozy ta powieść może się podobać, a z kolei starym wyjadaczom, jak Ty - na pewno nie. Więc dobra decyzja :)

      Usuń
  26. Wreszcie ktoś, kto zauważa głupoty w powieściach i to piętnuje. Zmyślać można tam, gdzie czegoś nie ma, wypełniać pustę - czemu nie, ale popularyzowanie takiej pseudowiedzy faktycznie trzeba wytykać palcami. Myślę, że autor sam nie doczytał, tylko gdzieś w necie znalazł te informacje i bez sprawdzenia wykorzystał w powieści. O tempora, o mores!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otóż to, ładnie to ująłeś. A przecież zawsze można całkowicie wymyślić bzdurę, przy założeniu, że uczciwie napisać o tym w posłowiu - np. owad "Camaris pseudoflorales" jest wymysłem, fikcją, nie istniał i nie istnieje. I koniec. Ja bym coś takiego prędzej przyjęła ze spokojem, niż takie ściemy. Więc albo autor rzeczywiście jest taki leniwy, albo nie szanuje swoich czytelników. I jedno i drugie wyjaśnienie nie działa na jego korzyść.

      Usuń
  27. Nie czytałam tej pozycji, ale muszę przyznać, że jestem zaskoczona niskim poziomem i spodziewałam się czegoś mocnego, no cóż na razie sobie odpuszczę tyle ciekawszych pozycji czeka na mnie:) A w ogóle super nowy wystrój bloga, bardzo oryginalny i ładny :)Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  28. Czyli wychodzi na to, że tylko ja jestem jakaś inna bo Mastertona uwielbiam ;) przeczytałam chyba wszystkie książki jego autorstwa, które dostępne są na naszym rynku, i rzadko zdarzało mi się zawieść, ale jak już mówiłam jestem chyba troszkę skrzywiona :) Jeśli zechcesz dać mu jeszcze szansę to omijaj łukiem szerokim - "Ciało i krew" (jedyna, której nie doczytałam do końca), "Bazyliszka" i "Dziecko Ciemności" (nie pomaga jej nawet to, że akcja toczy się w Warszawie), moim zdaniem trzy zdecydowanie najgorsze tytuły :) Jest kilka które mogłabym Ci chyba polecić i mam nadzieje że nie pogłębiłyby dystansu do autora, ale nie będę tutaj książki całej pisać :)
    Natomiast mam mała prośbę - jakoś nie mogę się przekonać do Stephena Kinga, mógłby mi ktoś polecić tytuł który uważa za najlepszy ? Z góry gorąco dziękuję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wetnę się, ale stawiałbym na Lśnienie albo Rękę Mistrza :)

      Usuń
    2. To polecaj, chętnie się przekonam do Mastertona, skoro ma tak wielu fanow :)

      King? O, rany. Wszystkie...? Ale tak serio, oprócz zaproponowanych przez Andrew, to zdecydowanie "Misery", "Zielona mila", "Bastion"... to tak na początek ;)

      Usuń
    3. To tak z moich ulubionych "Szary diabeł", "Bezsenni", "Dom Kości" (podobał sie także mojej mamie która za horrorami nie przepada ;)) i "Zjawa". "Piąta czarownica" podeszła mi tak bardzo ze w kilka godzin było po czytaniu :)A co oprócz Traumy czytałaś ?
      Kinga kupiłam w promocji "Stukostrachy" więc jak skończę "Ludzi z bagien" Edwarda Lee to za nią się właśnie wezmę.

      Usuń