Twój cień, Jeffery Deaver

"Są też stalkerzy erotomani [...], przeważnie źle interpretują jakiś nieważny, kompletnie niewinny incydent i nabierają przekonania, że obiekt ich obsesji także ich kocha, lecz jest zbyt nieśmiały lub zamknięty w sobie, by odwzajemnić ich uczucia"

Kayleigh Towne to słynna piosenkarka country. Śliczna, młoda, utalentowana - poznaje wszystkie aspekty sławy, łącznie ze stalkingiem. Edwin to jej cień. Zafascynowany Kayleigh pisze do niej listy miłosne, śledzi jej ruchy i wie o niej absolutnie wszystko. Przekonany, że Kayleigh odwzajemnia jego uczucia (w końcu podpisała automatyczną odpowiedź mailową formułką "XO", oznaczającą hugs & kisses), nie daje dziewczynie spokoju. Przesiaduje pod jej domem, wysyła prezenty, stara się być zawsze tam, gdzie ona. Niestety, nigdy nie groził piosenkarce, więc w świetle prawa jest po prostu natrętnym fanem. Do czasu, gdy zostaje zamordowany w bestialski sposób Bobby, pracownik techniczny zespołu, a sprawca daje do zrozumienia, że zbrodnia jest teatralnym performance'm jednej z piosenek Kayleigh.

Wychodzisz na scenę i śpiewasz piosenki.
Co się może nie udać? Wszyscy uśmiechnięci.
Nawet się nie obejrzysz, a machina ruszy
I każdy zechce dostać cząstkę twojej duszy.

Kathryn Dance, specjalistka od kinezyki i agentka CBI wraz z gliniarzami niewielkiego Fresno będą musieli bardzo się postarać, by schwytać mordercę, nim dojdzie do kolejnej tragedii. Niestety, nie zdążą - kolejne osoby z otoczenia Kayleigh będą ginąć, a stalker wciąż będzie nieuchwytny...
"Nigdy nie wiadomo, gdzie znajduje się stalker. Może daleko. Może pod twoim oknem"
"Twój cień" to przyjemne czytadło. Bardzo w stylu Deavera - rzeczowość ozdobiona szczyptą faktów dotyczących muzyki country, ciekawi bohaterowie i interesujące śledztwo, a także makabryczny modus operandi sprawcy. Napomknięcie o Lincolnie Rhyme, znanym z innego cyklu autora, przyjemne; naprawdę bardzo się ucieszyłam, gdy Lincoln 'wszedł do gry'; choć na momencik, to jednak wraz ze swoją błyskotliwością i ironią ("rozrabia jak pijany zając") tchnął w powieść nieco sentymentu. 

I patrzy tak smutno, i prosi tak czule
- czy może odmówić, czy może nie ulec?
Lecz myśli czasami w tych dniach najczarniejszych:
To mój pan Jutrzejszy, gdzie jest pan Dzisiejszy?

Często tak jest, że gdy autor sam sobie postawi wysoko poprzeczkę - wówczas, jeśli zejdzie poniżej pewnego poziomu, to choćby nie wiem jak dobra była książka, to czytelnicy będą kręcić nosem. Ja pokręciłam, ale tylko troszkę. Ostatecznie jednak jestem bardzo zadowolona tą lekturą, choć wiem, że Deavera stać na więcej. Niemniej nawet nie wiem, do czego mogłabym się przyczepić. Spędziłam z tą powieścią kilka godzin i był to przyjemnie spędzony czas. Podobała mi się lekkość, z jaką powieść została napisana - dzięki temu książka właściwie czyta się sama. Krótkie rozdziały aż się proszą, by je czytać, przez co tym trudniej się oderwać od książki (jeszcze jeden rozdział). Mimo to, ja wciąż poszukuję czegoś w rodzaju "Kolekcjonera kości", a tu kilku rzeczy zabrakło. Tylko w tym przypadku to jak pić doskonałe piwo, które ma jednak odrobinkę za mało bąbelków.

To fast-food w świecie książek - bardzo przyjemny, lekki i relaksujący. Doskonałe wejrzenie w świat celebrytów, strachu, niechcianej popularności i ciągłej presji medialnej. Nieuchwytny zabójca, liczne konflikty, skrupulatnie zarysowane tło obyczajowe to tylko kilka zalet powieści. Jeśli szukacie czegoś w stylu classic Deaver, z zagmatwaną fabułą, zaskakującym zakończeniem i wodzącą za nos intrygą, to gorąco polecam "Twój cień". 


XO, Paula ;)


tytuł oryginału: XO, 2012
tłumaczenie: Maciejka Mazan
wydawnictwo: Prószyński i s-ka, 2012
ISBN: 978-83-7839-376-4
liczba stron: 455

To jest notka - widmo ;)

24 komentarze:

  1. Jeffery Deaver zaraz po Lehane to kolejny mój ulubiony pisarz. Kolekcjonerem Kości mnie oczarował. Teraz czytam Tańczącego Trumniarza. Genialny. Twój Cień oczywiście też mam w niedalekich planach.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie miałam jeszcze przyjemności z tym panem, ale być może kiedyś to nadrobię. Udanej zabawy! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. I teraz uważaj na stalkerów ;) A tak serio, to lato, to świetna pora na takie książki. Jak już wygrzebie sie spod moich stosów, to chętnie przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Lubię Deavera - to solidne kawałki, zawsze trochę zaskakujące, niemal zawsze będące gwarancją dobrej rozrywki. Osobiście za tymi z panią Dance nie przepadam, bo kobieta jakoś irytująco na mnie oddziałuje... Rok temu byłam na spotkaniu autorskim z Deaverem, na którym promował napisanego przez siebie Bonda - muszę przyznać, że sprawił na mnie wrażenie dobrej, wymuskanej, wypielęgnowanej i stworzonej przez niezłych speców od marketingu marki. Ale mówił ciekawie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo mi się podobała ta książka ze względu na tematykę stalkingu, który mnie ogromnie fascynuje i przeraża zarazem.

    OdpowiedzUsuń
  6. Na pewno przeczytam. Póki co czytałam tylko jedną książkę Deavera, ale już wszedł na listę moich ulubionych pisarzy z tego gatunku. Póki co tak bardzo przemówiła do mnie twórczość Lehane'a. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Recenzja skutecznie zachęca do książki :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Czasem potrzebny jest taki książkowy fastfood, przynajmniej mi i to w taką pogodę. Zaciekawiłaś mnie "Twoim cieniem" :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Nazwisko mam już zapisane, nie wiem jeszcze tylko od której jego książki zacznę :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Na półce czeka na mnie "Kolekcjoner kości" i widzę, że postanowiłam zacząć przygodę z tym pisarzem bardzo dobrą powieścią. No coż, mam przeczucie, że po "Twój cień" też sięgnę :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Książek tego autora nie trzeba mi polecać;) Zwłaszcza o takiej tematyce;) Szkoda, że Twoim zdaniem czegoś tej powieści zabrakło...nie można za każdym razem tworzyć czegoś na miarę "Kolekcjonera kości", ale rozumiem Twoją opinię;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Lubię Jeffrey'a Deavera. "Twój cień" czytałam i oceniam go między 4 a 5.

    OdpowiedzUsuń
  13. Mam tę książkę na półce, po Twojej recenzji, chyba szybciej się z nią zmierzę :) Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  14. To jest komentarz - niewidmo ;).
    Co tak króciutko ;P? No nie poznaję Cię Paulina :D. Ale nic, ważne, że jest recenzja ;P.
    Książkę oczywiście dopisuję do zeszyciku... w ogóle to ten cały Deaver zajmuje w nim jedną z głównych pozycji ;D.

    Pozdrawiam!
    Melon

    OdpowiedzUsuń
  15. Mam tę książkę w domu, wygrałam w jakimś konkursie. Ale nie miałam jeszcze kiedy jej przeczytać. Po Twojej recenzji coś czuję, że nastąpi to wcześniej niż później ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. Deaver jest najlepszy w serii o Lincolnie. A najsłabszy jest podobno cykl o Pellamie. Czytałąm jeden tytuł. Reszty chyba nie sprawdzę. =)

    OdpowiedzUsuń
  17. Kolejna książka do kolekcji, z którą muszę się zapoznać...

    OdpowiedzUsuń
  18. Wolę serię z Amelią i Lincolnem, ale "Twój cień" też całkiem dobrze mi się czytało. Deaver, jak zwykle podopinał całą intrygę na wszystkie guziki, niepozostawiając żadnych luk logicznych, a to bardzo ważne w tego typu thrillerach. Więc jest ok:)

    OdpowiedzUsuń
  19. A ja Deavera nie lubię- drażni mnie jego styl pisania, sama nie wiem dlaczego? Horrory i thrillery uwielbiam, ale innych autorów :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Tej książki nie czytałam, ale mam już na swoim koncie "książek przeczytanych" kilka pozycji Deavera. Tak sobie myślę, że to autor sprawdzony, który być może waha się pomiędzy: "świetna książka", a "ciut mniej świetna książka". Nadal jednak ta książka jest fajna i wciąga. Dodatkowo bardzo podoba mi się język jakim Deaver operuje - dobrze mi się go czyta.
    kolodynska.pl

    OdpowiedzUsuń
  21. bardzo lubię tego autora...tej jeszcze nie czytałam..trzeba ten błąd naprawić

    OdpowiedzUsuń
  22. Intrygująca tematyka, lekka książka... zdecydowanie coś dla mnie, czas zapoznać się z twórczością tego autora :-)

    OdpowiedzUsuń
  23. Przydałaby mi się teraz taka lekka i relaksująca książka :) chętnie się bliżej zapoznam. Tematyka tez mnie zaciekawila ;)

    pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Deaver ma tyle książek... Nie wiem, kiedy się z nimi zapoznam, za mną dopiero jedna jedyna ("Przydrożne krzyże")...

    OdpowiedzUsuń