Kulisy polskiego horroru. #2 Carla Mori


Carla Mori, czyli Magdalena Ślęzak, ma za sobą debiut, i to nie byle jaki. Jej kontrowersyjny horror "Krew, pot i łzy" (recenzja) wydany został nakładem wydawnictwa Oficynka w marcu 2013 roku. Ponadto może się pochwalić miejscem na podium w konkursie na opowiadanie "Książka zamiast kwiatka" - opowiadanie zostało opublikowane w zbiorku "Zdrowie konia", który można pobrać za darmo na stronie wydawcy
Autorka obecnie mieszka w Edynburgu, a całą uwagę poświęca Małemu Człowiekowi - swojej córeczce Toli. 

Magda jest świetną dziewczyną. To niezwykle uprzejma i miła młoda kobieta, z którą mogłabym przegadać wiele godzin - mamy wiele wspólnego, a przy tym doskonale się rozumiemy. Magda jest przy tym niesamowicie skromna, o czym zresztą przekonacie się, czytając naszą rozmowę. Nie jestem wróżką, ale mam silne przeczucie, że jeszcze nie raz o niej usłyszymy. A przynajmniej mam taką nadzieję, bo szkoda by było, gdyby taki talent pozostał w ukryciu.
Zapraszam do przeczytania naszej luźnej rozmowy na fejsie - tutaj wyjątkowo rozmówcą nie była Carla Mori, lecz Magda. Dajcie się oczarować tej niezwykłej dziewczynie, wielbicielce horrorów niskich lotów, Mastertona i tatuaży. 



Paulina Król: Kim jest Carla Mori?
Magdalena Ślęzak: Kobietą z krwi i kości. Matką, żoną, czasem sprzątaczką, czasem kucharką, kiedy indziej rozważną romantyczką. Tak, kobietą - to chyba najlepsze określenie.
Paulina: Czyli nie jest Twoim alter ego? Bo już chciałam zapytać, ile jest Magdy w Carli, a ile Carli w Magdzie... :)
Magda: Ech, tu mnie masz. Złapałam się na to pozornie proste pytanie zapominając, że dzisiaj rozmawiasz z Magdą :) Carla to twór wymyślony na potrzeby mojego pisania. Nie ma wielu uczuć, stanu konta, historii zatrudnienia, poglądów religijnych ani politycznych; z nikim nie chodziła do szkoły. Magda to zupełnie inna historia i to ją miałam na myśli odpowiadając na pierwsze pytanie.
Chciałam je oddzielić z wielu względów, ale coraz częściej okazuje się, że zlewają się w jedno, bo łączy je pasja pisania. Różnica polega na tym, że Carla żyje tylko wtedy, kiedy pisze albo promuje swoją pisaninę, natomiast Magda ma jeszcze dom, rodzinę, plany, marzenia i cele, do których dąży. Można powiedzieć, że Carla zawiera się w Magdzie, ale nie odwrotnie. :)
Paulina: Czyli Carla jest taką Mroczną Połową Magdy, zupełnie jak to było u Kinga... ;) Czy jak piszesz, istotnie stajesz się inną osobą? Odpływasz, znikasz?
Magda: Na tyle, na ile to możliwe z dwulatkiem w zasięgu wzroku :) Tak, właściwie dzieje się ze mną coś takiego, że pisząc zupełnie wyłączam się z normalnego funkcjonowania, czas zaczyna płynąć w innym tempie. Niestety nie mogę sobie pozwolić na ten luksus tak często, jak bym chciała.
A czy Carla jest moim Dark Passengerem? Pewnie trochę tak, ale mam wrażenie, że nie jest aż tak mroczna, jak jej twórczość .
Paulina: Ha! Złapałam Cię. Dark Passengera miał Dexter, seryjny zabójca. A King miał Dark Half, mroczną połowę :)
Magda: Och, oczywiście, że Dexter. Od Kinga wolę Mastertona, a serialowego zabójcę kochałam miłością bezgraniczną aż do ostatniej serii ;)
Paulina: Ja też! Zatem nie popełnię żadnego faux pas jak spytam o tę mroczną twórczość. Skąd się ona bierze? Mama słodkiej dziewuszki, pisząca gore (piję tu do Twojej najnowszej publikacji)? Dlaczego akurat w horrorze odnalazłaś swoją niszę?
Magda: Sama nie wiem, skąd to się wzięło. Pisanie horrorów było raczej naturalnym następstwem czytelniczego i filmowego gustu, jaki przypadł mi w udziale. Trudno, żeby osoba, która nosem wciąga wszystkie krwawe powieści i zażera się popcornem, patrząc na mózgi wypływające ze szklanego ekranu, nagle zaczęła pisać romanse. Nie wiem tylko, skąd wzięłam ten, podobno nietypowy dla kobiet, gust. Myślę, że winić należy moich kolegów i znajomych, bo wyrosłam w raczej męskim towarzystwie. Jako nastolatka nie byłam zbyt kobieca i jakoś niespecjalnie ciągnęło mnie do różowych ubrań i plakatów DiCaprio. Słuchałam raczej ciężkiej muzyki, nosiłam się na czarno i generalnie trochę odstawałam od rówieśniczek. Napatrzyłam się też na powstawanie i ostateczny kształt filmów częstochowskiej wytwórni Chacifde (przy okazji pozdrawiam serdecznie) i zakochałam się w nich bez pamięci. W późniejszych latach mój obecny mąż zaraził mnie uwielbieniem dla prozy Mastertona, a teraz naszą wspólną, ulubioną rozrywką jest wyszukiwanie najdziwniejszych horrorów klasy "D" i nadrabianie zaległości z klasyki gatunku. Może wyrosłam z bycia chłopczycą, ale gdzie jest napisane, że kobieta musi gustować w filmach z Pattisonem? ;)
Paulina: Czyli, parafrazując księdza Natanka, jeśli Twoje dziecko nie nosi się na różowo, to wiedz, że może z niego wyrosnąć autor horrorów? :)
Magda: Albo przynajmniej "wiedz, że coś się dzieje!":)
Paulina: Mówiąc o Natanku - skąd pomysł na "Krew, pot i łzy"? Jako Częstochowianka pewnie masz powyżej uszu Jasnej Góry i księży, ale gdyby to był jedyny powód napisania "obrazoburczej i skandalicznej" książki, to 90% horrorów powstawałoby właśnie w Częstochowie.
Magda: Pomysł podrzucił mi mąż, kiedy namówił mnie na napisanie tej książki. Z tym, że nie można mu przypisać całej chwały, bo początkowo miała to być powieść o... monterze magicznych wykładzin :) W trakcie pisania idea "odrobinę" ewoluowała i w efekcie mamy to, co mamy. Częstochowa zaś była naturalnym wyborem miejsca akcji. To jest jedyne miasto na świecie, które znam tak dobrze, nie tylko pod względem charakteru, ale również topografii i ogólnej atmosfery. Nikt, kto nigdy nie mieszkał w Mieście Świętej Wieży nie jest sobie w stanie nawet wyobrazić, jak naprawdę wygląda życie pod klasztorem :)
Paulina: Z pewnością. A czy spotkały Cię jakieś nieprzyjemności związane z fabułą Twojej książki?
Magda: Chyba nigdy nie wprost. Kilka osób grzecznie poinformowało mnie, że czują się zawiedzione wizytówką, jaką zgotowałam miastu. Nie mam psa, więc amatorzy przybijania czworonogów do drzwi wejściowych nie mieli wielkiego pola do popisu :) A poważnie: za wyjątkiem tego, że częstochowskie media w pierwszym odruchu udały, że książka po prostu nie istnieje, po debiucie nie spotkało mnie nic, co można by zaliczyć do nieprzyjemności.
Paulina: To w takim razie czy spotkało Cię coś, co można zaliczyć do przyjemności? ;)
Magda: Oczywiście! Po opublikowaniu "Krwi..." otrzymałam wiele krzepiących słów, gratulacje i mnóstwo wsparcia ze strony znajomych i przyjaciół. Wiem, że kilka osób naprawdę mi kibicuje i to jest niesamowicie motywujące. Docierają do mnie głosy, że powieść się podobała i że czytelnicy chcą więcej. To wspaniałe wiedzieć, że komuś naprawdę podoba się to, co robisz. Ale największą satysfakcją i jednocześnie ogromnym zaskoczeniem jest dla mnie fakt, że wciąż jeszcze nikt nie zmieszał mojej książki z błotem. Zapewne jako debiutantka mam jakąś taryfę ulgową, ale każdą kolejną recenzję czytam z zapartym tchem i jak dotąd nikt jeszcze nie napisał, że "Krew..." to zwyczajne dno.
Paulina: Bo do dna jej daleko - wiem, bo czytałam.
Magda: Serdecznie dziękuję za dobre słowo, ale tym bardziej boję się teraz wyciągnąć paluchy w stronę klawiatury. Cały czas mam nieodparte wrażenie, że nie sprostam oczekiwaniom wymagającej publiczności i zwyczajnie zawiodę tych wszystkich, którzy liczą, że spod mojego pióra wyjdzie coś równie dobrego.
Paulina: Nie ma za co, to prawda :) A jak to jest z recenzjami - boisz się ich? Złościsz się, jeśli ktoś coś wytknie? Czy raczej masz grubą skórę i nie przejmujesz się tym, co piszą - jeśli piszą negatywnie ;)
Magda: Trochę się boję, ale bez przesady :) Analizuję każdą recenzencką uwagę i staram się uczyć na błędach. Niestety, to nie jest takie proste. Każdy ma w książce swoje ulubione momenty, każdemu co innego przeszkadza. Dla przykładu: jest grupa czytelników, którzy uwielbiają otwarte zakończenia, ale była recenzentka, która napisała, że książka właściwie nie ma zakończenia i że prawdopodobnie autorce skończyły się pomysły. Część ludzi pokochała Zuzę już od pierwszych stron, ale równie duża grupa najchętniej wyrzuciłaby ją z powieści. Nie da się dogodzić wszystkim, ale staram się, jak mogę. Przede wszystkim chcę poprawić swój warsztat, usprawnić dialogi i wyrównać tempo akcji. Czy mi się uda? Zobaczymy, kiedy spłodzę coś nowego :)
Paulina: Dobrze, to nie zapeszajmy Twojej weny ;) Porozmawiajmy o innych. Mówiłaś, że lubisz Mastertona - to tak jak Sylwia Błach. Kogo jeszcze? Czy również masz swoją "Świętą trójcę"?
Magda: Istotnie uwielbiam Mastertona, ale nie zamykam się ani na jednego autora, ani na jeden gatunek. Czytam właściwie wszystko i wszystkiego po trochu. Bardzo lubię Becketta, przepadam za Szwają, ostatnio, poniewczasie, liznęłam trochę Krajewskiego i dopiero co zapoznałam się z twórczością Kavy. Wstyd się przyznać, ale mam spore zaległości w temacie Christie i Doyle'a, ale jestem tylko człowiekiem i po prostu nie jestem w stanie przeczytać wszystkiego, co bym chciała. W najbliższych planach mam kilku polskich autorów, w międzyczasie kolejne tytuły Mastertona, planuję poczytać także Akunina.
Paulina: A co powiesz na polski horror?
Magda: To jest właśnie mój plan na najbliższe miesiące ;) Dopiero odkrywam polską scenę grozy. Właściwie pierwszą pozycją, jaka wpadła mi w ręce jest "Zombiefilia", dzięki której poznałam choćby Paulinę Król ;) Znam tylko kilka nazwisk kolegów i koleżanek, którzy publikują horrory w Polsce, ale to nie jest duże grono - myślę, że szybko nadrobię.
Paulina: Grono może i nie jest duże, ale dość płodne ;) A jak byś oceniła 'polską scenę grozy'?
Magda: Myślę, że to, co tworzy się u nas nie jest w niczym gorsze od horrorów zza oceanu. Mamy niesamowity potencjał i chyba znamy życie z trochę innej, mniej cukierkowej strony. Tak jak mówiłam: nie znam tej sceny na wskroś, ale te kilka tytułów, które czytałam utwierdziło mnie w przekonaniu, że za kilka lat czeka nas rozkwit krwawej grozy:)
Paulina: Optymistka :) Ale wracając do Ciebie: masz na koncie dwie publikacje - jedną poważną, książkową, drugą - opowiadanie w zbiorku konkursowym. Trend rosnący. Będzie o Tobie głośno niebawem?
Magda: Czas pokaże :) Naprawdę nie wiem czy zdołam spłodzić coś jeszcze, a jeśli nawet, to nie mam pewności, że ktoś zechce mnie wydać. Ktoś niedawno przekonał mnie, że między kolejnymi powieściami powinnam pisać opowiadania i pukać z nimi do różnych drzwi :) Chyba skorzystam z tej rady, ale znów: zwyczajnie trudno mi umieścić to w czasie. Chciałabym móc tylko pisać, czytać i oglądać filmy, ale proza życia wygląda nieco inaczej. Na pocieszenie mogę powiedzieć, że za jakieś piętnaście lat powinnam mieć już więcej czasu dla siebie :)
Paulina: Dobrze. To może Magda nie jest pewna, czy coś spłodzi, ale w imieniu Carli raczej nie powinnaś się wypowiadać. Coś mi się zdaje, że ona aż się pali do roboty ;)
Magda: Może i tak. To jest w ogóle kobieta-cyborg. Zawsze uśmiechnięta, pełna energii i optymizmu. Naprawdę nie wiem, jak jej się to udaje ;)
Paulina: Skoro nic nie robi, oprócz pisania, to jakoś daje radę :) Kiedy ją będzie można spotkać w Polsce?

Magda: O, i to jest bardzo trafne pytanie :) Wszystkich chętnych zapraszam na halloweenowe spotkanie do Gdańska. Porozmawiamy o horrorach w literaturze i filmie, będzie bosko :) A dla tych, którzy mają za daleko albo zwyczajnie nie dadzą rady, mam nagrodę pocieszenia. W grudniu wezmę udział w cyklu spotkań "Częstochowa do kryminału", oczywiście tuż pod Jasną Górą. Szczegóły obu spotkań znajdziecie na mojejfacebookowej stronie.
Paulina: Zazdroszczę tym, którzy będą mieli sposobność uczestniczenia w tych spotkaniach :) Dziękuję Ci, Magdo, za rozmowę. Pozdrów Carlę :)
Magda: Pozdrowię, jak ją spotkam przy swoim laptopie ;) To ja dziękuję za zaproszenie do rozmowy. Umieszczenie mnie w tym cyklu to dla mnie prawdziwy zaszczyt.
Paulina: Ależ cała przyjemność po mojej stronie :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz