Alex, Pierre Lemaitre

"Przez wszystkie godziny poprzedzające jego przyjście przygotowywała się na tę chwilę, wyobrażała sobie, jak ją pobije, zgwałci, zamorduje. Wyobrażała sobie, jak skrzynia się opuszcza, jak mężczyzna chwyta ją za ramię, wyciąga z klatki, wali w twarz, niewoli, gwałci, ona wrzeszczy, on ją zabija. Zgodnie z zapowiedzią. 'Będę patrzył, jak zdychasz, szmato'."
Alex Prévost zostaje porwana przez obcego człowieka w centrum Paryża. Nie wie dlaczego ani po co. Wie jednak jedno: Alex nie jest przypadkową ofiarą, jej oprawca od wielu dni ją śledził, podglądał, obserwował. Chodzi o nią, ale dlaczego? Co takiego zrobiła ta młoda, atrakcyjna kobieta-kameleon, mająca słabość do peruk i zmiany swojego image? Porywacz wywozi ją do jakiegoś starego, pustego magazynu, w którym obiecuje jej śmierć. Porwanie nie zostało popełnione ad hoc, w afekcie - to starannie przygotowana akcja, adwersarz z premedytacją zadbał o każdy, najmniejszy szczegół uwięzienia. Nagą i bezbronną umieszcza w drewnianej skrzyni, którą następnie podwiesza kilka metrów nad podłogą. Klatkę. "Tortura wymyślona za Ludwika XI, chyba dla biskupa Verdun. Spędził w niej ponad dziesięć lat. To bierna, bardzo skuteczna forma tortury. Stawy sztywnieją, mięśnie zanikają... Doprowadza do szaleństwa".
Odtąd Alex, zdana na łaskę oprawcy, będzie powoli popadała w obłęd. Ponure, deprymujące milieu, nieczułe betonowe ściany, przeciągi, zimno, pustka. Niewygodna pozycja sprawi ból każdego centymetra ciała, chłód przeniknie ją na wskroś, a za całe towarzystwo będzie miała... szczury. Zwierzęta z każdym dniem będą coraz śmielej podchodzić do tej uwięzionej porcji mięsa, niecierpliwie ruszając wąsami i popiskując. Będą obserwowały agonię dziewczyny. 
To wszystko po to, by ją upodlić. By sprowadzić ją do roli zwierzęcia. By wywołać w niej szaleństwo, sprawić, żeby poczuła się nikim. Żeby przestała walczyć i błagała o śmierć, jakąkolwiek, byle by tylko ten horror się skończył. 
Kim jest Alex? Czy jest po prostu ofiarą? A może skrywa straszny sekret? Może to ona jest katem, a teraz los tylko odrobinę sobie z niej zakpił?

Tymczasem Camille Verhoeven, inspektor policji, niechętnie przejmuje śledztwo. Niechętnie, gdyż sam nie tak dawno temu przeżył osobistą tragedię. Jego żona, Irene, także została ofiarą porwania, jednak Camille nie zdążył jej uratować. Obecnie żyje jak typowy wdowiec, z maleńką kotką, której wymiary idealnie komponują się z wymiarami jej właściciela - Camille ma metr czterdzieści pięć centymetrów wzrostu i jeśli ktoś uważa, że wzrost nie ma nic do rzeczy, niechże spróbuje to powiedzieć temu gliniarzowi. 
Camille jest dość skrytym, introwertycznym samotnikiem, wciąż - mając pięćdziesiąt lat na karku - walczącym z kompleksem niższości (literalnie ujmując). Defetyzm inspektora nie jest wyssany z palca, nie tym razem. Brakuje tropów. Prawie nie ma świadków. Mało tego - nie wiadomo, kim jest porwana dziewczyna. Nikt nie zgłasza zaginięcia, nikt niczego nie widział. 
Camille wraz ze współpracownikami - krezusem Louisem, który ma tak dużo pieniędzy, że jego praca stanowić może jedynie dość kuriozalne hobby oraz Armandem, patologicznym sknerą - będą poruszać się po omacku. Policjanci dysponują bardzo ubogą, niekompletną wersją zdarzeń, a czas płynie nieubłaganie. 
Gdy wreszcie udaje się namierzyć porywacza ten podczas brawurowej ucieczki popełnia samobójstwo. Alex zostaje zdana tylko na siebie. W towarzystwie wygłodzonych, agresywnych gryzoni wyzwoli w sobie najbardziej atawistyczną chęć: przeżyć, za wszelką cenę. W momencie odkrycia przez policję miejsca przetrzymywania dziewczyny, jej już tam nie będzie. Mało tego - kobieta nie zgłosi się na policję. Zniknie. Zupełnie tak, jakby nic się nie stało. Jakby przez wiele dni nie wisiała w drewnianej klatce bez jedzenia, picia, jakby nie została brutalnie pobita, jakby nie patrzyła śmierci w oczy. 
I po raz kolejny zadamy sobie pytanie: Kim, do cholery, jest Alex?

Przyszykujcie się na co najmniej trzy ogromne twisty akcji. Trzy clou opowieści. To, co z pozoru zdaje się prostą historią o zwykłym porwaniu, tak częstym motywie w wielu powieściach kryminalnych, jest tak naprawdę niezwykle pokręconym thrillerem. Będziecie żywić do Alex wyjątkowo ambiwalentne uczucia. Najpierw będzie Wam jej żal. Potem się na nią wściekniecie. A na koniec będziecie mieli ochotę jej pogratulować... 

Kliknij, aby powiększyć
Nie będę się ograniczać czy perorować. Nie będę szukała wysublimowanych, poetyckich słów. Nie będę, tym razem, starała się o obiektywizm (choć wiem, że u mnie, generalnie, o obiektywizm dość trudno). Przepraszam Was najmocniej za kolokwializmy i prostactwo, bowiem przy tej powieści każda recenzja, nawet najbardziej literacko poprawna, blednie. "Alex" to jedna z najlepszych książek, jakie przeczytałam w tym roku. Po prostu.

Nie tylko suspens, zwroty akcji, sadystyczna wręcz zabawa emocjami czytelnika czy fabuła, która rozdziera, rozbebesza, rozwala konkretnie. Nie tylko język, wyśmienity, wyjątkowy, piękny. Nie tylko sposób przedstawienia bohaterów, ich rysów psychologicznych, ich mentalności, zachowań i przemyśleń. Nie tylko dwutorowość akcji, pozwalająca spojrzeć naprzemiennie na to, co się dzieje z Alex i na to, co robi ekipa Camille'a. Nie tylko to wszystko. Ale jeszcze coś. Coś. 
To coś to jest to właśnie, czego nazwać się nie da. Surowy, nieco karcący czasem ton narracji, pozbawione sentymentalizmu opisy wydarzeń, wynurzające się spomiędzy wierszy uniwersalne wartości przeplatają się z genialną intrygą, zamotaną, zaplątaną. Czytelnik ma wrażenie, że autor szepce mu do ucha: "spójrz dokładniej, zmruż oczy. Spójrz ponownie". Bo tutaj ma miejsce brutalna zmiana postrzegania. W okolicach połowy wszystko, co wiesz o Alex... staje się nieważne. Nieistotne. Alex z każdą nową peruką staje się kimś innym. I ty, drogi czytelniku, jesteś jednym z tak wielu, których uwiodła i których oszukała.

Jestem zauroczona. Pozwolę sobie na umieszczenie tutaj cytatu, który stanowi kwintesencję specyficznego, wyjątkowego języka Lemaitre'a. Jest to opis jednej z bohaterek:
"...patrząc na nią, ma się wrażenie, że jej rysy jakoś się przemieściły, że twarz, usiłując zachować podobieństwo do twarzy, urąga wszelkim kanonom symetrii. Przypomina napiętą maskę z oczami węża w zapadniętych oczodołach, gęstą siatką drobniutkich zmarszczek zbiegających się wokół ust, tych z kolei zdumiewająco wydatnych, czoło ma tak naciągnięte, że brwi sprawiają wrażenie siłą wygiętych w łuk, natomiast policzki cofnęły się i zwisają po bokach jak kosmyki włosów. Pofarbowane na kruczą czerń włosy tworzą ogromną lwią grzywę. Pani Zanetti wygląda jak wiedźma"

I ten właśnie cudownie piękny styl jest wystarczającym powodem do deklaracji, że za jakiś czas z największą przyjemnością przeczytam tę powieść ponownie. Choćby po to, by po raz kolejny raczyć się tym językiem, smakować każde zdanie, dawać się uwieść tej fantastycznej prozie. I również po to, by spróbować wynaleźć momenty, które przy całej swej uwadze pominęłam, przez co dałam się tak bardzo zaskoczyć. Spróbuję też wyłapać elementy, składające się na geniusz... Lemaitre'a, Camille'a, Alex. 

Gorąco polecam osobom, które od kryminału czy thrillera wymagają jednak czegoś więcej. Zaręczam, że Lemaitre zrobi Was kilkakrotnie w konia. Kilka razy zakpi z Waszych dobrych, współczujących serduszek. Parę razy Was zaskoczy. A na sam koniec zostawi Was z ogromnym dylematem, śmiejąc się pod nosem złośliwie. Puszczając oko. Odłożycie tę książkę na bok i będziecie musieli się zastanowić. Może chwilę, a może kilka dni. Będziecie musieli odchorować to, co tą książką zrobi z Wami autor. 
A do tego... po prostu Was urzeknie. 

tłumaczenie: Joanna Polachowska
wydawnictwo: Muza S.A.
data wydania: 13 listopada 2013
ISBN: 9788377583388
liczba stron: 352


Alex [Pierre Lemaitre]  <<KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz