Kulisy Polskiego Horroru. #4 Tomasz Czarny


Tomasz Czarny to taki... zły duch polskiej grozy. Nie to, że źle pisze - wręcz przeciwnie. Chodzi o to, co pisze. Podejrzewam, że nazywając Tomka polskim mistrzem horroru ekstremalnego nie popełnię żadnego faux pas - choć wszyscy nienawidzimy podobnych określeń na książkach i w reklamach, to jednak trudno inaczej skomentować twórczość Czarnego, która niejednokrotnie przekracza granice dobrego smaku. Można się o tym przekonać, czytając jego opowiadania - te w internecie i te na papierze.
Przygotujcie się na naprawdę ostrą jazdę. Trochę bizarro ("Ostateczność", "Deser", "Powrót", "Po końcu świata", "6.XII.Śmierć"), sporo gore ("Skaryfik(s)acja", "Ukojenie") i jeszcze więcej horroru ekstremalnego ("Piwniczna przyjemność", "Winda", "Martwe mięso"). Pojawiło się opowiadanie także w Trzecim Głosie Fantastyki. Zwieńczeniem jest "Trylogia gniewu" dostępna na wydaje.pl oraz słynne "Gorefikacje", za które jest odpowiedzialny i w których Tomasz Czarny opublikował dwa opowiadania. Ach, i które można zdobyć za free.
Najnowsze dzieło do poczytania także w zinie Horror Masakra, wraz z ciekawym wywiadem, oraz w ostatniej edycji Halloween po polsku III: Księga cieni (również do pobrania za darmo).


Warte podkreślenia jest to, co Tomasz Czarny robi poza pisaniem. Popularyzuje horror na różnych szczeblach, rozsławia ten niesławny wciąż nurt i propaguje tę najciemniejszą stronę konwencji, jaką jest hardcore horror. Sam wciąż czyta opowieści innych, przeprowadza wywiady z najznamienitszymi twórcami horroru i rozprzestrzenia horrorową zarazę na konwentach. W najbliższym czasie będzie go można spotkać na Zamczysku, podczas którego będzie (wraz z Tomkiem Siwcem) prowadził prelekcję. 


Czy człowiek, którego utwory są tak mocne, tak odrażające, tak obrzydliwe i tak bezlitosne, jest w rzeczy samej normalny? ;) Okazuje się, że tak. Zapraszam Was do zapoznania się z treścią naszej fejsbukowej rozmowy.



Paulina Król: Kim jest Tomasz Czarny?
Tomasz Czarny: Wrocławianin, 32 lata, tata 7 letniego Jakuba. Z wykształcenia handlowiec. Miłośnik horroru literackiego i filmowego. Fan horroru ekstremalnego i bizarro. Wielbiciel death metalu i szeroko pojętego rocka.
Paulina: Mówisz tu o osobie po drugiej stronie komputera, a ja pytam o Twoje literackie alter ego ;)
Tomek: Hmmm… Tomasz Czarny to pisarz, który uwielbia kreatywność i starą szkołę horroru. Konserwatysta, jeśli chodzi o ten gatunek. Napawa się ekstremą, dziwacznością, dwuznacznością, eksperymentalnością. Piszący na granicy dobrego smaku i pornografii, często tę granicę przekraczając. Mocno, dosadnie; tak, by czytelnik od razu był pewien, że ma do czynienia z rasowym, krwistym horrorem. Propagator gore, bizarro i wszelkiego rodzaju literackiej ekstremy, której tak brakuje w naszym kraju.
Paulina: Lepiej bym tego nie ujęła ;) Piszesz mocne, ociekające krwią i erotyką teksty, przywodzące na myśl horrory klasy "B" i prozę mistrzów ekstremalnego horroru. Skąd zamiłowanie do takiej ekstremy?
Tomek: Wiesz, wychowałem się na prozie Deana R. Koontza, Mastertona, Kinga i całej plejady gwiazd Phantom Pressu. Ale zawsze mi czegoś brakowało. Zawsze chciałem dostać więcej i mocniej. Najbliżej chyba tego wszystkiego był wczesny Masterton. No i oczywiście Clive Barker. Ja uwielbiam B - klasowy horror, wcale się tego nie wstydzę - jestem jego wielkim fanem, zarówno tego literackiego i filmowego. Ale tak naprawdę oczy otworzyły mi się szerzej, gdy w moje ręce wpadły pierwsze powieści Richarda Laymona, Poppy Z. Brite, Wratha Jamesa White'a, Edwarda Lee i Jacka Ketchuma. To było to, czego zawsze szukałem. I w końcu znalazłem! Brian Keene, John Everson, Clive Barker, Ray Garton. To nazwiska, które ukształtowały mnie i to, jak i o czym piszę. Z lżejszych rzeczy uwielbiam Jamesa Herberta, Ramseya Campbella, Deana Koontza, Joe Hilla. Ale moimi mistrzami są Richard Laymon i Edward Lee.
Paulina: Ok, znam tylko kilka tych nazwisk, więc aby się nie pogrążać, przejdę do innego tematu ;) Czy zawsze tak pisałeś, od razu "z grubej rury", czy raczej ewoluowało to u Ciebie?
Tomek: Chyba tak. Co prawda, próbowałem pisać lżej i na mniej, powiedzmy, kontrowersyjne tematy, ale albo nic z tego nie wychodziło, albo czytelnicy od razu przywoływali mnie do porządku, chcąc krwi, flaków, dewiacji itd. Nie umiem pisać lżej, choć nieraz by się przydało. W moich nowych opowiadaniach stawiam raczej na klimat i budowanie napięcia niż ekstremę. To zaszufladkowanie mnie zaczęło się po "Gorefikacjach", kiedy przylgnęła do mnie etykietka pisarza gore, czego wcale nie chciałem. Wkrótce zaczęła mi doskwierać. Etykietki zawężają twój obszar działania, ludzie przyzwyczajają się do twojego stylu i tematyki, w której się obracasz. Gdy zaczynasz pisać coś innego, od razu zarzucają ci, że się zmieniłeś, to nie to samo itp.
Ja nie chcę cały czas poświęcać się jednemu gatunkowi - no chyba, że ktoś to zacznie wydawać i mi płacić honoraria ;)
Paulina: Rzeczywiście, przylgnęła do Ciebie ta etykietka. Ale może to wynika z tego, że w Polsce nie ma znowu tak wielu ekstremalnych twórców, więc jak publika wyniuchała Ciebie - nieustraszonego czciciela gore, którego nie tyczą się żadne zasady wynikające z "literackiej grzeczności" - to czepiła się i nie chce puścić? Wziąłeś na siebie dość ciężkie brzemię i raczej nie będzie Ci łatwo wyjść z szufladki.
Tomek: Tak, masz rację. Ale z drugiej strony ja zawsze tego chciałem. Zawsze marzyłem o takim horrorze w Polsce. Umówmy się, że pięćdziesiąt procent tego, co wychodzi w Polsce - zarówno pisarzy rodzimych i zagranicznych - nie ma w ogóle nic wspólnego z grozą. To jest zgroza! Zero horroru w horrorze. Ja zawsze chciałem, by ktoś, kto sięgnie po moje opowiadanie od razu wiedział, że ta przygniatająca, dołująca i straszna rzecz jest właśnie horrorem. Nie pseudohorrorem, nie mocnym weird, nie opowieścią z dreszczykiem i nie thrilllerem. Horrorem. I tak ma być.
To tak, jakbyś szła do sklepu z zamiarem kupna masła, kupiła je, a odpakowując w domu zamiast masła byłaby tam margaryna. Ale przecież chciałaś masło, wydałaś pieniądze, prawda? Margaryna jest równie dobra i smaczna, ale to jednak nie to samo. Podobnie jest na rynku literackim w Polsce. Każdy chce horroru, obrzydliwości, przekraczania tabu i granic, ale każdy boi się zainwestować i poświęcić temu bez reszty. Dlaczego? Bo się nie sprzeda. Czy w związku z tym mam zacząć pisać romanse lub powieści dla dzieci? Bo będą schodzić jak ciepłe bułeczki? Nie. Moim światem nigdy nie był pieniądz i kocham to, co robię, choć w przyszłości nie odżegnuję się od zmiany gatunku.
Paulina: To dobrze o Tobie świadczy - szanujesz swoich czytelników dając im to, czego oczekują. A teraz opowiedz o tym, co już stworzyłeś. Brałeś udział w bardzo wielu projektach, pisałeś opowiadania do różnych portali - masz dość długą bibliografię i jeszcze sporo przed Tobą. Który projekt jest dla Ciebie najważniejszy, do którego masz największy sentyment?
Tomek: Zgadza się. Bardzo lubię portal bizarro "Niedobre Literki", w którym opublikowałem jedno z moich wczesnych opowiadań "Ostateczność". Kocham ten tekst. Dzięki temu portalowi poznałem wielu wspaniałych ludzi, a teraz już przyjaciół. Oni zawsze mi ufali i pozwalali sobie literacko pofolgować. W szczególności specjalne podziękowania należą się Kazkowi Kyrczowi, który korektował moje pierwsze teksty i Markowi Grzywaczowi, który pomagał mi później i zawsze obiektywnie wypowiadał się o moich utworach, co bardzo mi pomagało. Szczególny sentyment mam oczywiście do "Gorefikacji" z dwóch powodów. Pierwszy to ten, że zaufała mi masa ludzi - bezinteresownie, tak po przyjacielsku i mam nadzieję, że się nie zawiedli. Nie wróciłem jeszcze z żadnego konwentu z podbitym okiem, więc chyba poszło dobrze ;)
Drugi powód to ten, że tak naprawdę zdecydowałem się na "Gorefikacje" by uciec od życia prywatnego, w którym przechodziłem wtedy prawdziwy dramat. Wszyscy bardzo mnie wtedy wspierali i pomogli, w szczególności Marek Grzywacz, za co przy okazji tego wywiadu jeszcze raz mu dziękuję. Tak, "Gorefikacje" to był naprawdę szalony czas, to była walka z demonami i samym diabłem. Nieprzespane noce, podpuchnięte oczy, używki - te legalne ;)
Ostatnio zrobiłem małe podsumowanie swojej twórczości i wyszło mi, że w ciągu jakichś trzynastu miesięcy napisałem i opublikowałem około trzydziestu opowiadań. Zrobiliśmy "Gorefikacje". Udzieliłem kilku wywiadów. Poznałem pisarzy z najróżniejszych części świata, z większością koresponduję do dziś.
Brałem udział w kilku konwentach, w tym na Krakonie pojawiłem się już jako gość. Usilnie promuję polski i zagraniczny horror - po prostu rzeczy dobre, które powinny ukazać się w Polsce, bo to wstyd, że jeszcze nie możemy mieć ich na pólkach w swoich biblioteczkach.
Wspieram polskie środowisko grozy cały czas i tu nie zwracam akurat uwagi na to, czy ktoś pisze lżej, czy też idzie ścieżką podobną do mojej. Dla mnie liczy się człowiek, jego serdeczność, zaufanie, relacje. Każdemu trzeba poświęcić czas i go dostrzec. Powiedzieć kilka ciepłych słów. Tak chciałbym tworzyć środowisko horroru w Polsce. Najwyższy czas.
Jestem zadowolony z każdego nowego opowiadania każdego nowego adepta pisarstwa horroru i nieważne, czy jest to tekst słaby, czy wybitny. Niech każdy ma szansę i tworzy, bo ma do tego prawo. Ja jestem otwarty i chcę, żeby horror w Polsce też był otwarty na nowe, na nowych ludzi.
Paulina: 30 opowiadań w nieco ponad rok? Wow. Ja bywam dumna, jak coś napiszę raz na pół roku, a to i tak znacznie mniejszy kaliber, niż Twoje twory ;) A skoro o kalibrze mowa - to takie trochę paradoksalne. Piszesz straszne, mroczne historie, które powinny być tak naprawdę czytane od 21 lat, a wydajesz się być bardzo ciepłym i wesołym człowiekiem. Jak Twoje pisanie odbija się na Twoim samopoczuciu? Czy nie jest tak, że dźwigasz te swoje mroki i tak naprawdę zło obecne w Twoich dziełach przenika w jakiś sposób do Twojego życia, czy skutecznie się przed tym bronisz?
Tomasz Czarny
Tomek: Dziękuję. To jest tak: to, co piszę, wypływa ze mnie, to jak oczyszczenie, wypuszczenie demonów i wewnętrznych lęków z siebie. Mało jest rzeczy, których się w życiu boję, ale są takie. To nie wilkołaki, mordercy czy inne tego typu sprawy. Te rzeczy są o wiele bardziej straszne. Miałem wrażenie, że tak naprawdę nastrój i atmosfera tych opowiadań nie przenika do mojego prywatnego życia, ale to nieprawda. Wiesz, gdy siedzisz cały czas w horrorze, jesteś na bieżąco z filmami, książkami, portalami itp., to w pewnym momencie przejmuje to nad tobą kontrolę i musisz zwolnić i odpocząć. To nie są proste i łatwe rzeczy. Miałem tak ze swoim opowiadaniem "Nisza", które ukaże się w "Gorefikacjach II". Musiałem robić długie przerwy i wracać wielokrotnie do tego tekstu, ponieważ ładunek emocjonalny w nim zawarty po prostu mnie przygniatał.
Staram się być wesoły i optymistycznie nastawiony do świata, ale prawda jest taka, że byłem, jestem i zawsze będę realistą. Przeraża mnie to, co się dzieje w Polsce, dlatego staram się nie oglądać telewizji i nie słuchać radia. Na przykład pomysł na "Psa" z "Trylogii Gniewu" wziął się po obejrzeniu jednego z serwisów informacyjnych. Zmodyfikowałem tylko nieco tę historię w opowiadaniu.
Paulina: Jack Ketchum wielokrotnie czerpał inspiracje z prawdziwych historii, zasłyszanych przypadkiem, więc może podążysz tą drogą - nie ma nic straszniejszego od tego, co jeden człowiek może zrobić drugiemu. A "Pies" był rzeczywiście niezwykle mocny, ciężko było mi, wielbicielce futrzaków, to czytać, ale podobało mi się, że przelałeś ten gniew, który się w człowieku rodzi, gdy takie historie słyszy, właśnie w makabryczny i przy tym piękny obraz zemsty. Jak spływa na Ciebie natchnienie? Nagle wpadasz na pomysł, czy musisz usiąść i ten pomysł przywołać?
Tomek: Mam zapisane na pendrive jakieś kilkadziesiąt pomysłów na opowiadania i kilka na powieści. Nie mam problemu z kreatywnością, jedynym problemem jest czas i zmęczenie. Pisząc dużo i często musisz odmawiać sobie wielu rzeczy czyniąc pisanie jednym z najważniejszych elementów w życiu, a to nie lada wyzwanie.
Gdy ludzie zaczęli czytać moje opowiadania i doceniać pracę, jaką włożyłem w całą swoją działalność (nie tylko pisarską) to było dla mnie największą nagrodą, frajdą i wyróżnieniem. To niesamowite, że czytelnicy piszą do mnie rzeczy w stylu: gdzie mogą znaleźć któreś z opowiadań, kiedy wyjdzie coś nowego, że im się podoba itd. To wielka nagroda i satysfakcja. Motywacja.
Co do technicznych aspektów: jest tak, że aktualnie nie mam nic wolnego pod ręką. Mam tak zawsze. Często piszę pod konkretne zamówienie i konkretny deadline, a to jest ciężkie i stresujące. Chciałbym kiedyś po prostu przesłać coś od razu z dysku, ale na razie to niemożliwe ;) Ale to chyba dobrze.
Uwielbiam pisać swoje opowiadania jednym ciągiem, przy jednej sesji napisać tyle, ile się da, bo potem często nastrój gdzieś przepada i ciężko jest wczuć się w niego z powrotem. Nie lubię pisać na zadany temat. To wprowadza ramy i ograniczenia - a umówmy się - często nie są to tematy najwyższych lotów ;)
Paulina: Prawda ;) A jak oceniasz swoich kolegów i koleżanki "po fachu"? I, generalnie, jak oceniasz obecną sytuację polskiego horroru?
Tomek: Hmmm, to najtrudniejsze pytanie. To smutne, ale nie mam teraz czasu na czytanie czegokolwiek. Mam w domu wiele książek polskich pisarzy, których jeszcze nie tknąłem, a bardzo chciałbym. Uwielbiam to, co tworzą, ale uważam, że są jeszcze bardzo zamknięci - zarówno na nowe trendy jak i podgatunki horroru literackiego. Jak dla mnie polski horror jest mało elastyczny, brak w nim szaleństwa, przegięcia, a często i klimatu. Niestety, ale w mainstreamie jest najgorzej. Nazywanie kogoś pisarzem grozy, mimo tego, że nie pisze w tym gatunku kilka lat i jego kilka ostatnich powieści nie miało z horrorem nic wspólnego, to jakiś absurd. Nie cierpię tego, że wszystko chce się upchnąć pod etykietką groza albo horror. Najbliżej tego, co ja piszę, jest Łukasz Radecki, Tomasz Siwiec, Marek Grzywacz. Lubię rzeczy Kazka Kyrcza, Dawida Kaina, Stefana Dardy, Sylwii Błach, Magdy Kałużyńskiej. Prywatnie to niesamowici ludzie i spotkanie z nimi zawsze sprawia mi niesamowitą przyjemność.
Bardzo lubię też teksty Pawła Mateji i Krzysztofa Maciejewskiego. Bardzo utalentowani są też najmłodsi adepci mrocznego fachu; jeśli podążą we właściwą stronę - mogą być naprawdę wielcy.
Paulina: Mam nadzieję, że ze wszystkimi tymi osobami będę miała okazję porozmawiać ;) Jak widzisz polski horror za, powiedzmy, 10 lat?
Tomasz prywatnie
Tomek: Bardzo dobrze, raczej jestem optymistą. Brakuje wydawnictw i to jest największy problem. A jak są, to płacą grosze albo w ogóle. Ja staram się tworzyć bazę, budować niszę. To i tak wielki sukces, że powoli zaczynam się przebijać z moimi opowiadaniami. Mam nadzieję, że będę wtedy już sławny i bogaty, i to wydawnictwa będą starać się o mnie, a nie na odwrót ;)
Poważnie mówiąc - nie wiem, co będzie za 10 lat, bo nie wiem, co będzie jutro. To, co naprawdę razi w polskim horrorze to brak pieniędzy i pomysłu. Wszyscy dookoła potrafią sprzedać horror, tylko nie my. To frustruje i demotywuje. Strasznie. Polscy pisarze są naprawdę wybitni i zamiast tułać się po Internecie powinno powstać kilka prężnych wydawnictw promujących to wszystko i jeszcze na tym zarabiających. To nie jest nierealne i nieosiągalne. Dobry tytuł i dobra powieść zawsze się obroni, ale często niestety są promowane rzeczy kompletnie bez wartości, stylu itp.
Paulina : Mam nadzieję, że ktoś przeczyta Twoje słowa i weźmie je sobie do serca. Najlepiej jakiś bogacz, co nie wie, co z pieniędzmi zrobić - równie dobrze może założyć wydawnictwo ;) Dziękuję Ci za rozmowę!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz