Powroty zmarłych, John Ajvide Lindqvist


"Nasionko może przeleżeć setki, nawet tysiące lat. Zasuszone lub zamrożone w lodowcu. Ale włożone do wilgotnej ziemi zakiełkuje. Jest w nim siła. Zielona siła, która sprawia, że jest w stanie ożyć. Jaka siła potrafi sprawić, że człowiek ożywa?
Ożywieni. Takim epitetem świat określa zmarłych, którzy wstali z grobów w Sztokholmie. Nie "zombie", nie "nieumarli". Ożywieni.
I słusznie, ponieważ te trupy, które wstały w jedną, sierpniową noc, w niczym nie przypominają zombiaków z filmów Romero. Nie są agresywni, wręcz - pasywni, i nikt nie wie, o co właściwie chodzi.
David, którego żona zmarła w wypadku samochodowym. Gustav, któremu zginął wnuczek. Elvy, wdowa po mężu, który przez ostatnich dziesięć lat i tak żył jak warzywo.
Jedna noc.
Prawie dwa tysiące ożywionych.
"Dzisiaj w nocy świat wpadł w ciemność, dlaczego więc zmarli nie mieliby się obudzić?"
Kto czytał "Cmętarz zwierząt" z pewnością będzie wiedział, o czym mówię. Tutaj jest podobnie, jak ze zwierzętami w powieści Kinga, z tym wyjątkiem, że oto z martwych powstają ludzie. Ale w niczym nie przypominają samych siebie za życia. W serca żałobników wkrada się nadzieja, że oto ich najbliżsi znów będą z nimi - a jeśli udało się im pokonać śmierć, to być może nauka odkryje sposób na nieśmiertelność? Cały świat przygląda się Szwecji, która świętuje odrodzenie się tych trupów, których zgon miał miejsce maksymalnie dwa miesiące wcześniej.
Nikt nie wie, dlaczego zmarli wstali, ale też mało kogo to obchodzi. David jest szczęśliwy, że jego synek będzie miał mamę. Gustav własnymi rękami wykopuje z grobu żywego, martwego wnuczka. Elvy wynajduje w tej sytuacji własną misję, a jej wiara w Boga jeszcze się umacnia, pomimo złego przeczucia, że oto rozpoczął się Exodus.

J. A. Lindqvist
To nie jest horror. To raczej... metaforyczny obraz śmierci, żałoby i pytania o to, co się znajduje po drugiej stronie. Lindqvist zwraca uwagę na cierpienia tych, którzy pozostają - wdowy, sieroty, żałobnicy. Ukazuje przemożne pragnienie, by móc cofnąć czas, odzyskać ukochanych. Choć sama konstrukcja powieści i jej treść istotnie należy do gatunku horroru, to przekaz jest inny, znacznie głębszy i.. znacznie bardziej przyziemny. To opis dramatu ludzi samotnych, pozostawionych samych sobie, podczas gdy inni odeszli. A każda z tych osób inaczej radzi sobie z zaistniałą sytuacją.
A co Ty byś zrobił/a, gdyby nagle zapukał do Twoich drzwi trup człowieka, którego kochałeś/aś?
Pod tym względem ta powieść skłania do myślenia, narzuca zadumę i zmusza do postawienia się w sytuacji Szwedów. Przy tym jest niemożliwie smutna - ukazuje wszak dramat ludzi, którzy nie zdążyli jeszcze całkowicie opłakać swoich zmarłych bliskich. 

Nie jestem jednak zadowolona z lektury. Sporo mi tutaj brakowało, a kilka rzeczy było zbędnych. Wątek 'boski', który istotnie sam z siebie powinien tutaj zaistnieć, potraktowano zbyt nieudolnie, z jednej strony natarczywie, zaś z drugiej - po macoszemu. Trudno mi to wyjaśnić bez zdradzania szczegółów fabuły. Natomiast finał powieści, rozwiązanie sprawy - zbyt pospieszne, pełne niedopowiedzeń, ubogie. Miałam wrażenie, że autor wpadł na świetny pomysł, ale zabrakło mu geniuszu do jego końcowej realizacji. Podczas czytania pierwszej połowy byłam przekonana, że to świetna książka, zaś druga sprawiła mi ogromny zawód i wywołała poczucie oszukania. 
"I co powodowało, że żył, chociaż była w nim jedynie pustka?"
Sądzę, że "Powroty zmarłych" miały ogromny potencjał. To historia o ożywionych, którzy nie są zombie w takim znaczeniu, w jakim obecnie ich kojarzymy. To ludzie, którzy oszukali śmierć, ale powrócili jako niepełne istoty, właściwie nadal nieżywe i całkowicie pozbawione swojej osobowości. Maszyny, bezcelowo przywrócone do życia, które poza powrotem do domu nie mają żadnych innych planów. Dodatkowy wątek paranormalny, jakoby wokół zgromadzeń ożywionych pojawiało się silne pole magnetyczne, wywołujące u żywych ludzi bóle głowy i sprawiające, że czytają oni sobie nawzajem w myślach był tu całkowicie zbędny, a przynajmniej kiepsko zrealizowany. Być może gdyby powieść odchudzić o kilka niepotrzebnych czy niedokończonych kwestii lub też uzupełnić braki i rozciągnąć nieco fabułę, zyskałaby ona zarówno na samej treści, jak i na metaforycznym znaczeniu. W takiej jednak wersji, jaką ostatecznie przybrała, jest to moim zdaniem zbyt ubogie i zbyt naiwne. 
Gdyby nie metaforyczność powieści, oceniłabym ją niżej. Wywołała we mnie jednak pewną nostalgię i zmusiła do refleksji, dzięki temu zdobyła ocenę wyżej.
Decyzję o lekturze pozostawiam Wam.


tłumaczenie: Elżbieta Frątczak-Nowotny
tytuł oryginału: Hanteringen av odöda
wydawnictwo: Amber
ISBN: 978-83-2413-316-1
liczba stron: 280

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz