Ymar, Magdalena M. Kałużyńska

"Czas oraz przestrzeń czy nieodgadnione zamknie w ramiona cztery złączone"
Magdalena M. Kałużyńska to autorka, która zadebiutowała w 2005 roku opowiadaniem "Alda" na łamach "Science fiction Fantasy & Horror". Potem poszła jak burza. "Ymar" to jej debiutancka powieść, wydana nakładem wydawnictwa Fox Publishing w 2010 roku.

Inspektor Aleksander Wojciechowski, technik Michał Smolik i pani patolog Agata Chomrzan będą świadkami szalenie dziwnych, szalenie niesamowitych i szalenie trudnych do ogarnięcia sytuacji. Najpierw piękna, martwa dziewczyna... zmartwychwstanie. Później taśma się przewinie. Pojawi się też wielkie drzewo. I ksiądz, który księdzem nie jest... Pojawi się też serwis randkowy i pewne paskudztwo, wiszące na ścianie. Wreszcie - pojawi się liczba siedem. W różnych kombinacjach.
Znacie ten dowcip - "777, nowy lepszy szatan"?
Policjanci i pani patolog nie będą wiedzieli nic poza tym, że dzieje się coś bardzo, bardzo dziwnego. Permanentnie będą doznawać tego, co zwiemy déjà vu - uczucia, że dziejące się wydarzenia już miały kiedyś miejsce, że nowa twarz jest nam już znana, że usłyszane słowa już kiedyś zostały przez kogoś wypowiedziane. Znacie to? Niesamowicie irytująca sprawa.
I gdy zaczną wreszcie cokolwiek łapać, to znów znajdą się w punkcie wyjścia. Bo "Ymar" przypomina straszną wersję "Dnia świstaka", a jedynym elementem stałym w powieści jest... tytułowy ymar. Reszta to plątanina zagadek. Czytelnik błąka się po świecie wykreowanym przez autorkę jak dziecko we mgle, zdezorientowany i wkurzony, że nie wie, w którą stronę iść. 
Aleksander Wojciechowski również jest takim zagubionym dzieckiem we mgle. Cyniczny, do bólu racjonalny, typowy gliniarz z wydziału zabójstw, który już niejedno widział. Cóż, rzeczywistość jednak zadrwi z tego sympatycznego realisty, zaś on sam wyda się jedynie kukiełką, napędzaną przez obcą, nieznaną siłę w kierunku niejasnego celu. Tu dochodzimy do mistycyzmu i symboliki, mających swoje źródło w innym wymiarze i w innym czasie. Ktoś nie dotrzymał pewnej obietnicy i teraz musi za to zapłacić. Przypomina to wręcz historię z Puszką Pandory, bo nagle całe zło wypełza na wierzch, a senne koszmary powoli mieszają się z jawą, spełniają się, choć trudno dojrzeć granicę między fantazją a rzeczywistością. Sny we śnie, krwawe morderstwa, magiczne rytuały i niewyjaśnione zagadki zakpią z naszych wykształconych i inteligentnych bohaterów, którzy będą po prostu bezsilni wobec tak tajemniczych i mrocznych sił.


Szalenie trudno jest mi opisać fabułę tej książki. Tak naprawdę ja zaczęłam cokolwiek rozumieć dopiero pod koniec, zatem opowiadanie wam tego, czego się dowiedziałam, to zbrodnia. Musicie po prostu sami się tego dowiedzieć. 
I wiecie, co? Fabuła nie jest tu ważna. Nie wiem, czy nie jestem debilem, który książki nie zrozumiał, ale mi się wydaje, że to jedna wielka metafora, wsadzona w - nomen omen - ramy powieści, która pozornie ma bawić. I nie mam tu na myśli zabawy jako-takiej, ale generalnie: czyż czytelnictwo nie jest zabawą? Nawet jeśli czytamy o makabrze, to jednak bawimy się. Treścią, która może sprawi, że poczujemy gęsią skórkę, ale tego właśnie chcemy. Każdy wielbiciel horrorów jest świadomy swojego masochizmu (a przynajmniej powinien być), świadomy faktu, że wzdryga się i puszy, boi i wzdryga, ma mdłości i śnią mu się koszmary na jego własne życzenie! To jest rozrywka.
"Ymar" to coś znacznie więcej. I najważniejszą postacią powieści nie jest tu wcale racjonalny glina, niezwykle elokwentny technik czy nawet cyniczna pani patolog. 
Najważniejszą postacią powieści jest Pierwsza. Ewa, która chcąc nie chcąc staje się niejako marionetką, pionkiem w pokręconej grze, w której stawką jest życie. A może śmierć. Czy nie przychodzi taki moment, że jedno i drugie staje się... jednym i tym samym? Było mi jej żal. Jej zachowanie, jej działania, przypominały mi rzeczywistość. Odczułam jej samotność i usilną potrzebę życia w każdym możliwym aspekcie, przy czym nie za wszelką cenę. Nie za cenę wyzbycia się indywidualności, siły, niezależności. Pragnienie istnienia, które byłoby zgodne z własnym sumieniem, a jednocześnie pełne. Ktoś srogo zakpił z tej młodej dziewczyny. Wykorzystał ją. Nawet siła nie uchroniła jej przed tym, przed czym wiecznie uciekała. Albo mi się już wszystko pomieszało. Tak czy inaczej największe wrażenie wywarła na mnie ta enigmatyczna kobieta, postać drugoplanowa, wprowadzona tylko po to, by posłużyła się przekazaniu pewnej idei. 
Czytałam kilka opinii o tej książce i nie mogłam pozbyć się wrażenia, że czytelnicy notorycznie o czymś zapominali. Że czegoś nie zauważyli, że coś im umknęło. A może to ja nadinterpretuję?

Co niezwykłe w tej powieści jest to, że wzbudza apetyt na więcej - wciąga, owszem, ale tutaj wciąganie przyjmuje nieco inną formę. Ta powieść pochłania całą energię, zmusza do ciągłego skupienia, nie pozwala się oderwać, pomimo, iż człowiek buntuje się i skarży, i marudzi, i nic nie rozumie. Kałużyńska stworzyła niesamowicie zakręconą, zapętloną historię, która jest dopracowana w każdym szczególe. Ale prawdziwie docenić to można dopiero po przeczytaniu całości, gdy wszystkie elementy układanki wskoczą na swoje miejsce i czytający nagle dozna olśnienia. Oto proza, która wymaga od czytelnika czegoś więcej, niż... czytania. Paradoksalnie każda strona przynosi więcej pytań, niż odpowiedzi.
"Ymar" to... dziwadło. Połączenie kilku różnych nurtów horroru - bo i ghost-story, i gore, i niewyjaśnione okoliczności, i wplątane wątki religijne... do tego Kałużyńska dorzuciła jeszcze wątek kryminalny, spajający fabułę. Ukształtowała swoje postaci perfekcyjnie, przy czym wydaje mi się, że nieźle się bawiła podczas pisania dialogów. Miałam wrażenie, że dla autorki "Ymar" to zabawa. Zabawa słowem, stylem, treścią - przy czym jest to inteligentna i pobudzająca gra, która może świadczyć jedynie o tym, że powieść została napisana skrupulatnie i z największą uwagą. I ponownie nie mylcie pojęć. Słowo "zabawa" nie zawsze ma tylko pozytywny oddźwięk. Przyszło mi do głowy skojarzenie z biegaczem, który po raz pierwszy pokonuje maraton. Zmęczy się, naciągnie mięśnie, spoci. Będzie czuł ogień w tych naciągniętych mięśniach, będzie miał trudności z oddychaniem. Kilkakrotnie pomyśli, że nie da rady. Ale się nie podda, i jego morderczy wysiłek zostanie nagrodzony - endorfinami, satysfakcją, radością i dumą z samego siebie. Może się mylę, ale wydaje mi się, że "Ymar" był dla autorki takim maratonem. 
Paradoksalnie, ta zabawa dla czytelnika to także mordęga. Bo wynaturza, wydobywa, bezlitośnie odziera z jestestwa, ogłupia i zmusza. Do czego? Do myślenia outside the box, do wyjścia z ram, które książka sama w sobie stanowi, do zastanowienia się nad tym, co między wierszami.
 To ciężki kawał chleba dla czytelnika, który planuje tę powieść opisać. Nie da się. Serio, nie da się.
"Ymar" to innowacja, z jaką ja osobiście wcześniej się nie zetknęłam. Lektura tej książki sprawia frajdę, zwłaszcza, jeśli człowiek lubi wytężać swoje zwoje mózgowe. I jest przy tym... szalenie smutna. Dawno nie spotkałam się z powieścią, która byłaby aż tak niejednoznaczna.
- Historia jak z horroru.
- Niskobudżetowego.
Absolutnie... nie! ;) Polecam "Ymar" w szczególności fanom oryginalnych horrorów, którzy potrafią docenić kunszt i elokwencję, lubią zabawę formą i nietuzinkowe, zagmatwane fabuły. "Ymar" jest wartą poznania powieścią jednej z - jeśli mogę pokusić się o takie patetyczne wyznanie - najciekawiej rozwijających się polskich autorek. Mam nadzieję, że jeszcze nie raz będziemy mogli cieszyć się dziełami Magdaleny Kałużyńskiej. Debiut autorki świadczy o dojrzałości prozatorskiej, która - gdy dobrze nakierowana - może zapowiadać niezwykle wybitną literacką przyszłość. "Ymar" to kawał niezłej prozy, obok której nie można przejść obojętnie. Można stwierdzić, że książka do niczego się nie nadaje lub ją pokochać, ale z pewnością nie wywoła obojętnego wzruszenia ramionami. Ja osobiście jestem pełna podziwu i wciąż nie wiem, czy wszystko dobrze zrozumiałam. Oto i potęga "Ymaru". 
I nie jestem w mojej opinii osamotniona - wybranie "Ymar" horrorem roku 2010 przez serwis Grabarz.net oraz uznanie jej za najlepszą książkę na lato 2011 przez portal granice.pl mówią same za siebie. Serdecznie polecam. 


 wydawnictwo: FOX Publishing
ISBN: 978-83-930452-0-4
liczba stron: 248

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz