Łowcy głów, Robert Ziółkowski


"Policjant musi być trochę psychologiem, trochę szarlatanem. Wirtuozem szarpiącym wrażliwe strony ludzkiego ego"

Trzy historie, które łączy nie tak znowu wiele. Osoba Sebastiana Zimnego, pseudonim Kosa, którego bliżej poznałam przy okazji "Wściekłego psa". I przestępstwo. Cliche?
Są kryminały różne, okrągłe i podłużne... Są rozmemłane historyjki, w których wszystko jest ckliwie jednoznaczne, trywialne, schematyczne. Znacie to? Wzór: trup + zagadka = kryminał. 

Robert Ziółkowski
Ale w życiu niczego nie można podpiąć pod schemat. Prawdziwe zbrodnie, prawdziwe przestępstwa, prawdziwe śledztwa i prawdziwe rozwiązania zwykle stanowią spore odchylenie od normy powieściowej. Można je zbyć machnięciem ręki, wsadzić wszystkie do worka z napisem "proza życia", prychnąć i wzruszyć ramionami, bo przecież nas nie dotyczą. Oglądamy wiadomości, czytamy portale. Widzimy zło, ale go nie doświadczamy. Po to czytamy kryminały, horrory i thrillery. Dla wzrostu adrenaliny, dla gęsiej skórki. Dla wrażeń, od których stronimy w realu, ale których poszukujemy wśród bezpiecznie zaklętych w książce opowieści.

Robert Ziółkowski był gliniarzem. W sumie wie chyba, o czym mówi.

Oczywiście zdaję sobie sprawę, że żadna z historii "Łowców głów" nie jest z życia wzięta. Jednak biorąc pod uwagę osobę autora można przyjąć, że jednak więcej tu prawdy, niż może nam się wydawać. Nikt lepiej nie opisze zasady działania samochodu, niż jego konstruktor. Nikt lepiej nie opisze pracy policji, niż policjant. Proste.

"Robak zawiści toczy mózg. Bezskrzydła biała larwa wyżera w nim korytarze fikcji. Degradacja postępuje powoli, w miarę posuwania się larwy. Jej małe chitynowe żuwaczki zżerają marzenia, poczucie własnej wartości i racjonalizm"
"Wściekłość" opowiada o tym, jak długo przeżuwane poczucie zdrady i klęski w ciasnym umyśle może przerodzić się w agresję tak ogromną i tak ostateczną, że przekroczenie cienkiej granicy do zadania śmierci jest tylko kwestią czasu. Naszła mnie refleksja nad tym, jak trujące może stać się rozpamiętywanie przeszłości, gdy człowiek sam nakręca swoją psychozę i wmawia sobie, że jest panem życia i śmierci. I jak błędne jest to rozumowanie, jak fatalne w skutkach. 
Zbyszek to facet, który jest zły na cały świat, a zwłaszcza na szwagierkę i jej męża. Bo przecież to, co dzieje się za drzwiami jego mieszkania z żoną, nie jest ich sprawą. Jego żona, prawda? To sobie ją może bić i gwałcić, ile mu się żywnie podoba, co nie? 
Więc jest zły, bo Kaśka i ten jej frajer wtrącili się w jego małżeństwo, podjudzając Jolkę do złożenia skargi. Teraz zwiał z przepustki i trzyma rękę na broni. Jest zdeterminowany, wściekły i pewny siebie. On jeszcze im wszystkim pokaże!
I tu, już na starcie, autor tak wcielił się w rolę paranoika z kompleksem boga, że uwierzyłam - a to, wbrew pozorom, nie jest takie łatwe. Opisał bezsensowną zbrodnię w stylu tych, o których wciąż słyszymy - i opisał ją niejako od drugiej strony. Zza kulis. Nie sprawi to, że czytelnik nagle zrozumie każdego faceta, który w napadzie szału zabija żonę, ale pozwoli przynajmniej na wstrząśnienie podczas lektury z towarzyszącym przekonaniem, że Takie Rzeczy Się Zdarzają.

"Najczęstszą przyczyną denuncjacji czy współpracy z policją była zazdrość. Nic tak nie jednoczy polskiego narodu jak zazdrość. Wystarczyło nakręcić klienta, sąsiada, byłego współmałżonka czy kolegę z pracy, że ten drugi ma lepiej, ma pieniądze, samochody, i to wszystko umożliwia mu lepsze, łatwiejsze życie. Wtedy potencjalny informator czy, specjalistycznie nazywając: tajny współpracownik, pałał chęcią zniszczenia lub zaszkodzenia bliźniemu"
"Bracia" to najdłuższa historia, która pretendowała do tronu. Doskonale poprowadzona akcja, żywi bohaterowie, cudownie zaplątana akcja i zbieg kilku okoliczności, który sprawił, że jedna zła decyzja zdeterminowała życie dwóch braci, złamała je, wykręciła, roztrzaskała i na koniec polała wrzątkiem. Rodzeństwo zostaje rozdzielone przez jedno morderstwo, o które bracia się nawzajem podejrzewają. Rozdzieleni, jeden para się ucieczką, drugi - wchodzi na drogę przestępczą. Cudownie mi się to czytało. Wstawki o Legii Cudzoziemskiej, brutalne, rozdzierające serce opisy niesprawiedliwości, błąkanie się po omacku, strach. Wiarygodna, nieźle zapętlona opowieść, w której jest wszystko - przestępstwo, śledztwo, miłość, wojna, rodzina, sprawiedliwość. Drobne nieporozumienie, niedogadanie, i bach. Całe życie spieprzone. A wszystko przez dwa z siedmiu grzechów głównych: chciwość i zazdrość. Takie to ludzkie, takie typowe. Takie brzemienne w skutkach.
A dlaczego ta historia na tronie jednak nie zasiadła? Przez zakończenie. Zbyt hollywoodzkie. Nie kupuję tego. Jak dla mnie za dużo było tu ślepych trafów, fartów, szczęśliwych zbiegów okoliczności. Ziółkowski mógł dać się ponieść i "Braci" przerobić na pełnowymiarową, indywidualną powieść. Potencjał ogromny, świetny pomysł, świetna kreacja bohaterów, świetna fabuła. Z drobnymi zmianami zakończenia, które było jednak zbyt proste, zbyt prędkie - opowieść byłaby idealna.


"Można nas zranić tylko przez to, co kochamy"
"Szaleństwo" to najbardziej zróżnicowana opowieść. Można powiedzieć, że przekrojowo przedstawia pracę policji - ciągle coś się dzieje, ciągle trwa jakieś śledztwo. I czasami wyniknie po prostu coś ważniejszego.
Tutaj rozmowy z przesłuchiwanym bandytą przerywa zgłoszenie o zaginięciu ośmioletniego chłopca. Do poszukiwań zaangażowany jest Zespół Poszukiwań Celowych - Chudy, Młody, Gruby i Zimny na czele. Gdzie się podziało dziecko i czy za jego zniknięciem stoją pedofile? 
Wnikliwe ukazanie tej całkiem ludzkiej twarzy gliniarza, który - jak chyba każdy, normalny człowiek - na samą myśl o zboczeńcach krzywdzących dzieci zaciska dłonie w pięści i poprzysięga wendetę. Żyjemy oczywiście w państwie prawa i samosąd nie jest wyjściem w żadnej sytuacji, ale... Potrafimy zrozumieć wściekłość Chudego.

W kontekście tej historii przypomniał mi się film "Symetria", i to skojarzenie wywołało pewną refleksję. Jako ludzie jesteśmy zjednoczeni w wielu kwestiach - potępiamy morderstwa, rozboje, napady, handel narkotykami, przemyt ludzi i wszystkie inne przestępstwa, które ostatecznie rozlicza sąd. Wierzymy w resocjalizację, w odkupienie win, ewentualnie zgadzamy się, by zwyrodnialec gnił w więzieniu po kres swoich dni. Ale jeśli chodzi o krzywdzę wyrządzoną dzieciom... Tutaj nie ma litości. Ma w tym jakiś udział na pewno kwestia ewolucyjna i populacyjna - żadne zwierzę, w tym człowiek, nie pozwoli, by jego potomkom działa się krzywda. 
I Ziółkowski tutaj poradził sobie doskonale, idealnie komponując bohaterów, ich reakcje i przemyślenia. Odtworzył najbardziej atawistyczne, podstawowe emocje i obdzielił nimi swoje postaci, dzięki czemu bez zastanowienia możemy się z nimi identyfikować. "Szaleństwo" to najbardziej poruszająca część książki, która poza wartością stricte rozrywkową (w kontekście, oczywiście, literackim) stanowi także element uświadamiający. Że pedofile w Polsce są. I że policja ma ich na celowniku.
"Łowcy głów" to niezły kąsek, z bliska ukazujący mroczne zakamarki ludzkiej psychiki i grupę przedstawicieli władzy, którzy wciąż, nawet na łamach literackiej fikcji, pozostają ludźmi. Nie są herosami, nie są Bondami. Bywają zmęczeni i mają własne sprawy, własne życie. Ale to życie - domowe, rodzinne, osobiste - w momencie przypięcia blachy, w momencie uzyskania szmaty, złożyli na ołtarzu służby. Ta praca wysysa wszystko - energię, optymizm, beztroskę. Codzienna, nagminna obserwacja zła wymaga niezwykłej siły woli, by nie dać się temu złu pożreć. 

Reasumując, pomimo kilku kwestii (całkowicie, zresztą, subiektywnych), po raz kolejny jestem zauroczona pisaniną Roberta Ziółkowskiego. Widać, że "Łowcy głów" to debiut, nie udało się uniknąć kilku powtórzeń, wpadek stylistycznych ("Wyciągnął z plecaka pistolet, chleb i butelkę wody, zaczął jeść."), błędów logicznych, niemniej znając kolejną powieść autora jestem wobec niego wyjątkowo pobłażliwa. Bo już w następnej książce widać rozwój, widać poprawę warsztatu, a prawdę mówiąc mało kto może poszczycić się tak dobrym debiutem.
Uważam, że pod względem czysto literackim "Wściekły pies" jest lepszy. Jednak nie śmiem powiedzieć, że opisywany tu debiut jest kiepski. Bynajmniej, to taka przepyszna przystawka, która zaostrza apetyt na autora. Mam głęboką nadzieję, że napisze jeszcze co najmniej sto takich książek. I każdą z nich przeczytam.
Polecam umiłowanym w kryminale, wielbicielom polskiej literatury, mocnych powieści policyjnych i, po prostu, lubującym się w dobrej prozie. Nie będziecie zawiedzeni. 


wydawnictwo: Zysk i S-ka
data wydania: 15 listopada 2011
ISBN: 978-83-7506-918-1
liczba stron: 334


Łowcy głów [Robert Ziółkowski]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz