Spirale grozy, Jeffery Deaver



"Ciało to tylko dusza rozgrzana do trzydziestu sześciu i sześciu dziesiątych stopnia" ["36,6"]
Jeffery Deaver to niezwykle płodny autor thrillerów, najbardziej znany ze swojej serii o Lincolnie Rhyme i Amelii Sachs oraz Kathryn Dance. Pisarz wydał też dwa zbiory opowiadań - "Spirale strachu" (2003) oraz "Spirale grozy" (2006). 

Nie znam Deavera zbyt dobrze, choć już mogę go z czystym sumieniem zaliczyć do grona moich ulubionych autorów. Charakteryzuje się niesamowitą fantazją i trudną do podrobienia umiejętnością gmatwania akcji. Jego thrillery psychologiczne są mocne, intrygi - zapętlone, a finały niejednokrotnie niemożliwe do przewidzenia. Z wielką przyjemnością sięgam po kolejne jego książki i nigdy się nie waham - Jeffery Deaver to pewniak. 

"Spirale grozy" to zbiór szesnastu opowiadań. Deaver we wstępie pisze:
"Opowiadanie przypomina pocisk wystrzelony przez snajpera. Szybki i porażający. W opowiadaniu mogę uczynić zło z dobra, ze zła jeszcze większe zło, największą przyjemność sprawia mi sytuacja, gdy coś naprawdę dobrego okazuje się naprawdę złe"
I czasami mu się to udaje. Sądzę, że krótkie formy prozatorskie są bardzo trudne do napisania, zwłaszcza dla faceta, który rozkochał się w długich, rozbudowanych powieściach i, co najważniejsze, przyzwyczaił do nich swoich czytelników. Krótka forma wymaga zwięzłości, konkretów i umiaru, choć wszystkie inne elementy są tak samo ważne, jak w przypadku powieści. Tło historii, bohaterowie, miejsce akcji, zaskakujące zakończenie - te składowe są niezbędne w każdej historii, niezależnie od tego, czy ma ona dwadzieścia stron, czy dwieście. Dlatego z wielkim szacunkiem podchodzę do autorów dobrych opowiadań - to wcale nie takie proste. 
Trudno to wszystko ugryźć, gdyż ciężko mi jednoznacznie ocenić ten zbiór. Przyznaję uczciwie, że bardzo dobre, wręcz doskonałe teksty przeplatają się z bardzo słabymi. Nawet opowiadanie "Zasada Locarda", w którym 'występuje' jeden z moich ulubionych detektywistycznych duetów - Amelia Sachs i Lincoln Rhyme - pozostawiło po sobie niedosyt (a może po prostu ta para geniuszy powinna zawsze występować na minimum 400 stronach?;)). Twory najlepsze - jak chociażby "Przesłuchanie" czy "Podwójne oskarżenie" tylko wzmagają apetyt, zaś słabizny po prostu obrzydzają dalsze czytanie. Niektóre opowiadania śmieszą (np. tekst z Sherlockiem Holmesem pt. "Westfalski pierścień"), niektóre wciągają, inne zaskakują, ale żadne nie straszą. Za to niektóre śmiertelnie nudzą... 

Wybaczam panu Deaverowi te uchybienia, ponieważ:
a) generalnie jest świetnym pisarzem i basta,
b) napomknął w kilku opowiadaniach o geniuszu Kinga i Koontza,
c) kupił mnie całkowicie Posłowiem.

Zaś "Lęk" - historia, która niejako definiuje grozę samą w sobie (i do której punkt c) się odnosi), to istna perełka! 


Cóż... Macie tak czasem? Że lubicie kogoś tak bardzo, że głupio Wam zwrócić mu na coś uwagę, ochrzanić go, powiedzieć mu coś niemiłego? Bo ja mam tak właśnie w tej chwili. Jeffery, lubię cię, ale - kurczę! Mogłeś się nieco bardziej postarać. Jestem jednak przyzwyczajona do geniuszu i tego też oczekuję. 
Z pewnością zerknę na pierwszy zbiór opowiadań Deavera, "Spirale strachu", ale już bez takich wymagań. Jeffery Deaver jest znacznie lepszy w rozbudowanych, pokręconych powieściach. Chociaż muszę przyznać, że te opowiadania i tak są znacznie lepiej napisane, niż nawet najlepsze twory niektórych mniej znanych pisarzy... Może dlatego tak słaba ocena, że Deaver sam sobie ustawił bardzo wysoką poprzeczkę? 


More Twisted: Collected Stories, Vol. II2006
wydawnictwo: Prószyński i S-ka,  2008 
ISBN: 9788374698856
liczba stron: 366

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz