Witam z Pobierowa!

Dorwałam fifirifi i oto jestem. Nie tylko ja zresztą ;)

Uczciwie muszę przyznać, że nie przeczytałam ani jednej (!) książki, odkąd wyjechałam. Brak czasu, energii, skupienia... ;) Zaczęłam czytać "Przy blasku księżyca" Koontza - zapowiada się mega fajnie, dokończę w domu. Ponadto podczytuję "Zombiefilię" i... mnóstwo karteczek z zamówieniami, które pisze dla mnie Ola, znana Wam bliżej jako Armalkolit ;) Tak, mamy wspaniałą kelnereczkę, która nie dość, że pracuje non stop z uśmiechem na swojej ślicznej buzi, to jeszcze solidaryzuje się z klientami próbując ich wynalazków (jak choćby placki ziemniaczane z ketchupem i dżemem; Ola twierdzi, że z dżemem lepsze).
A zatem tak sobie tu pracujemy, dwie blogerki, szefowa, szef i tabun innych ludzi - i tych miejscowych, i tych przyjezdnych ;) Bywa ciężko, ale wesoło.

A ja do Was wracam we wrześniu. To powiedzcie teraz, tak szczerze: tęsknicie? ;)

Bo ja tak!!!!

Macie tu takie nasze ładne barowe zdjątko na pocieszenie ;) 


Buziaki wielkie i do przeczytania za paręnaście dni!