Łabędzi śpiew, Księga I, Robert McCammon

„Miał wrażenie, że orkan potężnym głosem wymawia jego imię i niesie je ponad spustoszoną ziemią niczym obietnicę potęgi. Czekając na jej spełnienie, rozciągnął w uśmiechu usta splamione krwią zastrzelonego człowieka”

A Ty? Kim byś się stał w obliczu zagłady świata, gdyby udało Ci się przeżyć wybuchy bomb atomowych, następujące po nich trzęsienia ziemi, skażenie radioaktywnym pyłem, dotkliwy mróz i taki głód, że wilcze wnętrzności gotowane we krwi jawiłyby Ci się przysmakiem godnym królewskiej uczty?
A może gdyby Twoje ciało podźwignęło wszystko powyższe, to Twoja psychika pękłaby niczym drewniana różdżka, a świadomość roztrysnęłaby się na tysiące kawałków jak śnieżna kula, rzucona o ścianę?
Kim byś się stał?
Tym, który łaknie ciepła drugiego człowieka, kto woli podzielić się ostatnią puszką psiej karmy z napotkanym po drodze towarzyszem, niż znosić apokalipsę w samotności? Tym, który widzi piękno w otaczających go ludziach, pomimo szpecących twarze blizn i pęcherzy? Tym, który podąża przed siebie, niosąc ze sobą resztkę światła, tę mikroskopijną, nędzną resztkę człowieczeństwa?
A może stałbyś się wojownikiem, który pragnąłby odbudować ten świat na fundamentach zła i przemocy? Ukazałbyś swoją prawdziwą, nikczemną twarz, dbając tylko o własny dobrobyt, kradłbyś, zabijał i gwałcił, aby zapewnić sobie strawę i odrobinę przyjemności u schyłku cywilizacji?


Prezydent Stanów Zjednoczonych podejmuje najważniejszą i najbardziej druzgocącą w skutkach decyzję. Decyzja prezydenta zaowocuje stosunkowo krótką wymianą bomb nuklearnych pomiędzy USA a Rosją. Nowy Jork zmieni się w kupę czarnych gruzów, Kansas stanie w płomieniach, Idaho zniknie niemalże z powierzchni Ziemi. Całe Stany Zjednoczone staną się czarne jak śmierć i jak ona… nomen omen, śmiertelne.

Zginęły miliony. Świat przestał być przyjaznym miejscem. Pyły, ulatujące do atmosfery, zatkały ją szczelnie niczym kurkiem i Słońce przestało docierać do Ziemi. Mróz, czarny deszcz, pojawiające się wszędzie anomalia pogodowe, błyskawice i orkany, sprawiają, że ci, którzy przeżyli liczne ataki, zapragną umrzeć i wkrótce, za sprawą promieniowania, ich pragnienie się ziści. Po wyczołganiu się z piwnic, odkopaniu się z ruin i otrzepaniu się z kurzu ludzie zginą na choroby popromienne w strasznych męczarniach. Ich skażone ciała staną się zbyt ułomne, zbyt niedoskonałe, by zaadaptować się do nowego porządku świata. Niektórzy zamarzną, a ich ciała zostaną rozwleczone przez ostre zęby wygłodniałych padlinożerców. Inni zostaną zabici z zimną krwią i odarci ze wszystkiego, co posiadają – a posiadają naprawdę niewiele, choć w nowym świecie paczka zapałek może przesądzić o życiu i śmierci.
Tylko kilkoro z nich ma szansę na przeżycie.
Ogromny Murzyn, były zapaśnik, będzie szedł skażoną Ameryką wraz z małą dziewczynką, która rozumie mowę roślin.
Bezręki pułkownik zawierzy nastolatkowi, który odegra w tej grze rolę Mrocznego Rycerza.
Bezdomna Siostra poprowadzi grupkę ludzi na Zachód, dzierżąc w dłoni magiczny pierścień.
Ich tropem będzie podążało wcielone Zło o tysiącu twarzy.

„Bastion” Stephena Kinga należy do moich ulubionych powieści Mistrza. Pamiętam nerwy, które czułam w czasie czytania, przewracane drżącą ręką strony, by tylko dowiedzieć się, co dalej i kto zwycięży – dobrzy czy źli.
O „Łabędzim śpiewie” słyszałam, że, utrzymana w klimacie „Bastionu”, perełka literatury postapokaliptycznej to dzieło na miarę Doskonałości.
Wiele podobieństw do „Bastionu” tłumaczy fakt, że istotnie tak może wyglądać koniec tego świata. Zło, nazywane jakkolwiek – Randalem Flaggiem, Szatanem czy Diabłem – będzie niszczyło pozostałości tego, co kiedyś było piękne. Zniszczona Ziemia nie pozwoli na zaspokojenie pragnienia, lipcowy mróz zbierze obfite żniwo, a nadzieja zda się płonna i tak naiwna, jak wiara w Boga.

To nie jest dobry świat.

Robert McCammon
Robert McCammon stworzył przepiękny, przerażający, niesamowicie poruszający obraz postapokaliptycznej Ameryki. To opowieść drogi trzech grup ludzi, którzy, choć się nigdy nie poznali, zmierzają w tym samym kierunku. Ci ludzie pokazują swoje prawdziwe oblicze, wszak, gdy cywilizacja nie narzuca twarzom masek, a gra toczy się o życie, nie ma miejsca na udawanie. Albo się przystosujesz, albo… au revoir.

Podczas czytania miałam ochotę przyczepić się do kiepskiej redakcji, ale nie zrobię tego. Tak obszerna i wielowątkowa powieść rekompensuje bolesne błędy ortograficzne. Styl McCammona mnie porwał, zachwycił, kompletnie zauroczył, a fabuła książki wciągnęła mnie bez reszty.

To książka, którą naprawdę warto poznać, o świecie, którego nigdy, przenigdy nie chcielibyśmy oglądać. I która każe nam odpowiedzieć na pytanie: a ja? Kim bym był, gdybym przeżył? Kompanem Siostry, zapatrzonym w piękno zaklęte w kawałku szkła? Wariatem w supermarkecie, ucinającym głowy? A może żołnierzem pułkownika, którego życiową maksymą jest dyscyplina i opanowanie?
Ja myślę, że wolałabym jednak zginąć tuż po wybuchu pierwszej bomby. A Ty?

Swan Song, tłumaczenie: Maria Grabska-Ryńska; Papierowy Księżyc 2013
ISBN: 9788361386346500 stron




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz