Rycerz Siedmiu Królestw, George R. R. Martin


„-Mości książę, czy to po rycersku?
- Bogowie odpowiedzą nam na to pytanie”

Ach, jak ja bym chciała żyć w takich czasach! Czasach, kiedy już przy urodzeniu twoje życie staje się całkowicie zdeterminowane. Kiedy to, kim są twoi rodzice warunkowało to, jaki los ci przypadł w udziale. Wiem, to może dość kontrowersyjna teoria, ale czasami wolność wyboru i szerokie spektrum możliwości jest przytłaczające i sprawia, że ludzie są nieszczęśliwi. Bo mają jedno, a chcieliby drugie. Zabijają się niemal dosłownie w pogoni za czymś, co tylko nieliczni mogą nazwać realnym. Liczą przychody, zadręczają się hipotekami, niedoszłe księżniczki płaczą po nocach, analizując swoje wybory i dochodząc do wniosku, że ta alternatywna  wymarzona rzeczywistość z pewnością byłaby lepsza od tej, która jest.
Jeśli nie masz innej opcji, wyciskasz z tego, co masz, jak najwięcej. Podobno lepszy wróbel w garści, niż gołąb na dachu, prawda?
Choć ja, tak prawdę mówiąc, jeśli już miałabym żyć w średniowieczu czy w fikcyjnym Westeros, zdecydowanie wolałabym wywodzić się ze szlachetnego rodu, niż z biedoty… ;) Ale czyż nie każda dziewczynka marzyła o byciu księżniczką? Czyż nie każda marzyła o rycerzu w lśniącej zbroi, na karym rumaku z piękną grzywą? Rycerzu, który ze wstążką z włosów wybranej pani przystępuje do turnieju, by walczyć o jej rękę, jej honor, jej cześć?
„Słowa to wiatr, Jajo. Pozwól, by przepływały obok ciebie.”  
Dunk z tarczą namalowaną przez Tanselle
źr. http://unspoiledpodcasts.com
Dunk to właśnie taki gość, który pozwala sobie marzyć. Jest taki… współczesny. Urodzony przez nieznaną matkę, z nieznanego ojca, tułający się gówniarz po spelunach Zapchlonego Tyłka, miał już całe życie określone. Los, fatum. Poprzez to niskie pochodzenie, poprzez chłopską krew, miał na zawsze pozostać w rynsztoku. Pewnie skończyłby jako żebrak albo rabuś, jak wielu jemu podobnych, mając za towarzystwo jedynie tanie kurwy i brudnych rzezimieszków. Ale Dunk prawie dosłownie złapał Siedmiu Bogów za nogi, kiedy ser Arlan przyjął go jako swojego giermka i tuż przed śmiercią mianował rycerzem.
I tak Dunk, porzucone dziecię biedoty, stał się ser Duncanem Wysokim, mającym głowę w chmurach i to niemal dosłownie, gdyż najwyższy był pewnie ze wszystkich mieszkańców Siedmiu Królestw. Siedem stóp bez jednego cala. Czyli, na nasze, ponad 210 cm wzrostu. Duży bydlak, co?
I ten duży, tępy jak buzdygan wędrowny rycerz, na widok którego księcia i prawdziwi rycerze uśmiechali się pobłażliwie albo krzywili się z pogardą, zapragnął zwyciężyć w turnieju.
Postawił wszystko na jedną kartę.
Ale, jak to w życiu bywa  zarówno dzisiaj, jak i wtedy, za czasów istnienia Siedmiu Królestw - nie zawsze dostajemy to, czego chcemy. Dunk, choć rycerz lojalny swej przysiędze i honorowy, gorzko zapłakał nad złożonymi ślubami, gdy stanął u progu perspektywy utraty nogi i ręki za podniesienie ich na księcia – choć zrobił to w słusznej sprawie. Tylko próba siedmiu pozwoli mu zachować zarówno członki, jak i życie… nie tylko swoje, ale sześciu pozostałych rycerzy, którzy staną u jego boku.
O tym opowiada pierwsza minipowieść „Wędrowny rycerz”. Kolejna, „Zaprzysiężony miecz”, w której to ser Duncan Wysoki wraz ze swoim giermkiem, Jajem, służy u ser Eustace’go, starego rycerza stacjonującego w rycerskim dworze. Jest susza i umierają plony. Wieśniacy nie mają czym wykarmić swoich kur i owiec, słońce do szczętu wysuszyło ziemię na proch. Strumień, przepływający przez dwór, wysechł. To tama, postawiona kilka mil w górę strumienia przez ludzi Czerwonej Wdowy, zabiera mieszkańcom Reach niezbędną do życia wodę. Ale walka o strumień może być początkiem wojny, która zbierze żniwo znacznie większe i cenniejsze, niż suche melony i zbrązowiała pszenica.
Ostatnia minipowieść, „Tajemniczy Rycerz”, dotyczy pewnego wesela i pewnego... przekrętu. Dunk i Jajo zmierzają na Północ, na Mur, ale po drodze zatrzymują się na poczęstunku u lorda Ambrose'a Butterwella z Białych Murów, by celebrować wraz z ogromną grupą innych lordów i rycerzy jego ślub. To jak u dona Corleone - w dzień ślubu pan młody nie może nikomu odmówić gościny, odmowa przynosi pecha. Po hucznym weselu przychodzi czas na mały turniej, w którym można wygrać smocze jajo. Oczywiście Dunk stanie w szrankach. Jednak nikt nie spodziewa się takiego obrotu spraw...
W tej opowieści bardzo podobały mi się opisy zwyczajów weselnych. Podobne do naszych (tylko zamiast wódki u nich królowało wino), choć nieco bardziej... frywolne i zawiadiackie. Ale to nie o wesele tu chodzi, tylko o sprytnie przygotowaną, polityczną grę.

Nie znam jeszcze Pieśni Lodu i Ognia, ale „Rycerz Siedmiu Królestw”, umiejscowiony w uniwersum najsłynniejszej sagi George’a Martina, to doskonała przystawka. Dzieje ser Duncana i jego wiernego giermka, Jajo, królewskiego dziedzica z krwią smoka, mają miejsce wiele lat przed wydarzeniami z sagi. Pozwalają na wdrożenie w skomplikowany świat Westeros bez natłoku nazw, krain, lordów, królów, książąt i całego tego mega złożonego dzieła. I, co najważniejsze, wzbudzają apetyt na więcej…

Co mi się szczególnie podobało, to feeria emocji, zaklętych w tych trzech opowieściach. Patowe sytuacje, w których znalazł się duet ser Duncan Wysoki i Jajo, przyszły Aegon V Targaryen, książę Westeros, król i obrońca królestwa, wywołały przyspieszone bicie serca i rumieńce zaaferowania. Dawno nie czytałam książki, w której niemal obgryzałabym paznokcie z nerwów. Lubię takie przygodowe, pełne napięcia historie, i lubię taki język  przepiękny, barwny, wręcz kwiecisty. Sporo też humoru, takiego rubasznego (wyobrażam sobie George'a Martina z trzęsącym się ze śmiechu brzuchem). Styl dostosowany do czasów opowiadanej historii, magiczny. Nawet makabryczne i krwiste opisy mają swój nietuzinkowy, wysublimowany kształt:

„Nad bramą widniała głowa zdrajcy, nadziana na żelazny palik. Sądząc z wyglądu, świeża. Nadal była bardziej różowa niż zielona, ale wrony już się do niej dobrały. Ptaki rozszarpały wargi i policzki trupa, jego oczy były dwiema brązowymi dziurami płaczącymi powolnymi, czerwonymi łzami, a krople deszczu mieszały się z zakrzepłą krwią. Usta były szeroko rozdziawione, jakby głowa chciała prawić kazania przejeżdżającym dołem wędrowcom”

George R. R. Martin (HBO)
Ukazanie spisków, intryg, niesprawiedliwości i układów pozwala skonstatować, że świat Martina nie jest tak całkiem odmienny od tego, którego znamy. Specyficzna etykieta, wyróżniająca kasty, wzorce zachowań i elementy opisów poszczególnych bohaterów to potęga prozy autora  ma doskonały zmysł obserwacji ludzi, co przekłada na swoje postaci z ogromną dbałością o detale. I to może dla niektórych być wadą - dłużyzny i zbytnia drobiazgowość, czasami opis każdej najmniejszej czynności, każdego mijanego kamienia, drzewa i człowieka, szczegółowa relacja pojedynku nieznanych mi rycerzy bywały nieco nużące. Jednak w ostatecznym rozrachunku można to nawet uznać za plus, jako iż jest to po prostu specyfika prozy Martina. Nie ma tutaj tak obszernych opisów przyrody, jak u Tolkiena, choć światy przedstawione nieco się zazębiają swoją formą (oba stworzone z takim samym rozmachem i skrupulatnością). Świat Martina jest jednak bardziej dynamiczny i… przyziemny, niż pełne patosu i różnorakich ras Śródziemie, które  jak wiecie  ogromnie uwielbiam. I niesamowicie fajnie było znowu przeniknąć do takiego fantastycznego świata. Pamiętam, kiedy jako nastoletnie dziewczę po raz pierwszy czytałam "Władcę Pierścieni" - ach, emocje sięgały zenitu, spocone ręce przerzucały niecierpliwie strony, a ja byłam tam - w Śródziemiu; w Shire, w Rivendell, wiernie towarzysząc Frodowi w podróży do Mordoru. Wspaniała przygoda! Sądzę, iż będę mogła oba uniwersa porównać lepiej, gdy wreszcie poznam epicką sagę Pieśni Lodu i Ognia, i powiem Wam szczerze, że już się na to spotkanie cieszę.
„Ten, kto tańczy ze smokami, musi się liczyć z tym, że spłonie.”
Rycerza Siedmiu Królestw” mogę polecić osobom, które z Pieśniami Lodu i Ognia nie miały jeszcze styczności, a chcieliby to zmienić  tak jak ja. Myślę, że to doskonałe preludium do sagi, pozwalające spróbować prozy autora i wysunięcia wniosku, czy warto inwestować w „Grę o Tron”. Można to nazwać próbką, samplem  z pewnością  „produkt główny” George’a R.R. Martina jest znacznie bardziej skomplikowany i rozbudowany, dlatego uszczknięcie kawałka tego świata jest dobrym pomysłem. A osoby, które znają i kochają Pieśni Lodu i Ognia być może mogą poczuć się zawiedzone… prostotą „Rycerza Siedmiu Królestw”, ale myślę, że prawdziwi wielbiciele powinni cieszyć się z każdej opowieści, która ma miejsce w tym rozległym uniwersum. Tak czy inaczej  polecam Wam serdecznie. 


"Rycerz Siedmiu Królestw", tłum. Michał Jakuszewski, Wydawnictwo Zysk i S-ka 2014; 
ISBN: 9788377853238, stron: 356

Rycerz Siedmiu Królestw [George R.R.Martin]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE
______

"Rycerz Siedmiu Królestw" to zbiór trzech opowieści, zwanych w oryginale "Tales of Dunk & Egg" i wydanych osobno jako: "Hedge Knight" (1999), "The Sworn Sword" (2004) oraz "The Mystery Knight" (2010). 




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz