Opowieści miłosne, śmiertelne i tajemnicze, Edgar Allan Poe


"W sercu ludzi najbardziej nieczułych są struny, które lada dotyk porusza"
Edgar Allan Poe urodził się w Bostonie w 1809 roku, a zmarł 40 lat później w Baltimore. Jego twórczość zdominowana była przez fantastykę i grozę, choć pisał również teksty satyryczne, makabreski i teksty poetyckie. Zapoczątkował także gatunek noweli kryminalnej i stworzył pierwszego w historii literatury detektywa – C. Auguste Dupina, o którym wspomniał Arthur Conan Doyle w pierwszej opowieści o przygodach Sherlocka Homes’a („Studium w szkarłacie”).

Życie Poego odcisnęło wyraźne piętno na jego twórczości. Stosując jego własne słowa:
"Uchodziłem za szaleńca, ale nikt jeszcze nie rozstrzygnął, czy obłęd jest, czy nie jest najwznioślejszą inteligencją i czy wiele z tego, co stanowi o wielkości i sławie, nie wynika z rozprzężenia myśli, z majaczeń umysłu, wyszczytnionego z uszczerbkiem pospolitego intelektu". 
Szybko osierocony, dostał się pod skrzydła rodziny zastępczej – Allanów, którzy jednak nie potrafili wyprowadzić krnąbrnego chłopaka na prostą. Rzucił studia, gdy nie mógł się na nich utrzymać – wpadł w szpony hazardu i zadłużył się tak bardzo, że wstąpił do armii, aby zdobyć trochę pieniędzy. W międzyczasie publikował to tu, to tam, jednak bez większego odzewu. Zmarł młodo, w wieku 40 lat, pozostawiając za sobą niemałą literacką spuściznę i mnóstwo drogowskazów dla swoich następców. 
"Śmierć moja bliska, a wyprzedzające ją cienie słaniają się kojąco nad moją duszą"
Obecnie Edgara Allana Poe należy uznać za prekursora literatury grozy i, jednocześnie, literatury kryminalnej, a także przedstawiciela czarnego romantyzmu. Stosował w swoich dziełach swoistą psychoanalizę, choć ten termin nie został jeszcze stworzony, a jego dzieła były pełne mroku, makabry i śmierci - pisał w konwencji gotyckiej. Sporo rozmyślał o trudach życia – żalu, rozpaczy, lęku i żałobie – i to właśnie w swojej twórczości odnajdywał ujście dla bólu istnienia. Dzisiaj Poe uważany jest za pioniera dekadentyzmu, ekspresjonizmu, symbolizmu i szeroko rozumianej fantastyki, która inspirowała kolejne pokolenia pisarzy – łącznie z Dostojewskim, Lovecraftem i Stefanem Grabińskim. Uznanie jego twórczości za klasykę to zbyt mało – Edgar Allan Poe wyznaczył ścieżkę dla wielu późniejszych adeptów grozy i jego geniusz wciąż pozostaje nieuchwytny.
Nakładem wydawnictwa Vesper ukazał się zbiór najważniejszych opowiadań autora, tłumaczonych przez wybitnych literatów, jak chociażby Stanisław Wyrzykowski czy Bolesław Leśmian. To absolutna uczta dla zmysłów! W jednym, grubaśnym tomie zgromadzono najważniejsze opowieści autora, które zostały podzielone tematycznie - upięto razem opowieści miłosne, kryminalne, podróżnicze i horrory, a każde opowiadanie ozdobione jest rysunkiem Harry'ego Clarke'a. Pozwólcie, że Was poprowadzę przez tę niesamowitą podróż.



Opowieści miłosne
Tetralogia miłosna, czyli cztery opowiadania z imionami kobiet w tytułach, to niezłe wprowadzenie do zbioru. Raz – są to opowieści raczej lekkie, krótkie i dość jasne – a dwa, dlatego, że ukazują prawdziwe lęki autora. Śmierć kuzynki Poego, Virginii Clemm, która była jego żoną, mocno zainspirowała jego prozę. Kobieta zmarła w 1947 roku po pięciu latach walki z gruźlicą, w czasie których Poe pił i pisał. Gdy pochował żonę, związał się jeszcze z dwiema kobietami. Nim sam zmarł, zdążył zaręczyć się z Sarah Elmirą Royster.
Wstrząs, jakiego doznał po śmierci Virginii, którą poślubił gdy ta miała ledwie 13 lat, pozostawił go niestabilnym już do końca życia. Ból po stracie wpłynął na częsty motyw jego powieści – śmierć pięknych kobiet. „Berenice” to najbardziej makabryczna z tych opowieści, w której Poe ustami głównego bohatera, Egaeusa, pyta: „Jakim sposobem godło piękna mogłem przedzierzgnąć w symbol brzydoty?”. Rozprawia tutaj o śmierci kuzynki, do której mógł przyłożyć rękę… Niezwykle dramatyczna i pełna niepokoju opowieść, w której pojawia się wiele symboli, powtarzających się w kolejnych opowieściach (zęby, pogrzebanie żywcem, psychoza), a jednocześnie jedna z nielicznych opowieści, w których narrator posiada imię. „Morella” natomiast to symboliczna opowieść, w której to zmarła kobieta, parająca się przed śmiercią czarną magią, powraca do życia w ciele córki. To wampiryczne odrodzenie Morelli, która ukazuje się w momencie, kiedy narrator nadaje dziecku imię matki, może być rozumiane jako akt zemsty zza grobu. „Ligeja” to z kolei opowieść o bezgranicznej tęsknocie za zmarłą ukochaną. Duch nawiedza komnatę, w której spoczywa umierająca następczyni Ligei, a upojony opium narrator pozostawia czytelnika bez wiedzy o tym, czy istotnie zmarła ukochana wcieliła się w ciało następnej kochanki. „Eleonora” zaś to jedyna opowieść, którą kończy się – stosunkowo – szczęśliwie. Przypuszczalnie jest to opowieść autobiograficzna, której geneza sięga śmierci Virginii. Wszystko opowieści miłosne łączy jedno – śmierć. To niezwykle mroczne i refleksyjne historie, w których można odnaleźć odbicie smutku samego autora, a także przez pryzmat których powinno się analizować kolejne opowieści.

"Zjawiska rzeczywistości potrącały o mnie jak sny, tylko jako sny, podczas gdy szaleńcze pomysły krainy snów stały się w zamian nie tylko strawą mego codziennego istnienia, lecz stanowczo jedynym i całkowitym istnieniem samym w sobie"

Opowieści śmiertelne i tajemnicze
Zbiór wydano z ogromną dbałością o szczegóły
Kolejne opowiadania są znacznie bardziej zróżnicowane, niż te zgromadzone w pierwszym rozdziale. Poe rozstrzyga tutaj kwestie zła, morderstwa, zemsty. Wydobywa trywializmy, które nie zwykły wychodzić głośno z niczyich ust - "Chodziło mi o to, by nie tylko ukarać, lecz także ukarać bezkarnie". Wendeta jest przeprowadzona dobrze tylko wtedy, gdy nikt poza samą ofiarą nie wie, kto i dlaczego ją ściga. Poe bierze pod lupę życie po śmierci, zaświaty, możliwości przenikania się rzeczywistości z marą, prawdy z ułudą. "Nawet w grobie nie wszystko zanika. Gdyby było inaczej, nie byłby człowiek nieśmiertelny", a on jest o tym przekonany, w końcu sam widział, sam wie, sam doświadczył... I sam pozostał nieśmiertelny.
Pojawiają się tu najsłynniejsze opowiadania autora – jak choćby „Czarny Kot”, „Zagłada Domu Usherów”, „Żabi skoczek”, „Sfinks”, „Rękopis znaleziony w butli”, a także te historie, które zostały uznane za pionierskie w kwestii powstania opowieści detektywistycznej. Mówię tu zarówno o „zwykłych” kryminałach, ale także – a może przede wszystkim - o śledztwach pierwszego w literaturze detektywa, który posługiwał się dedukcją w rozwiązywaniu niewyjaśnionych zagadek, Chevaliera C. Augusta Dupina – „Zabójstwo przy rue Morgue”, „Tajemnica Marii Roget”, „Skradziony list”. Podaje też przepis na kryminał:
"Zauważyłem, iż rozum w poszukiwaniu prawdy winien torować sobie drogę tylko szczytami, co wznoszą się ponad poziom zwyczajności, i że w podobnych wypadkach nie tyle właściwe jest pytanie: co się stało?, ile pytanie: co się stało takiego, czego przedtem nigdy jeszcze nie było?"
Te opowieści kryminalne bardzo przypominają współczesne pod pewnymi względami. Tak, pewnie myślicie sobie: jak to możliwe, skoro gość pisał 150 lat temu? Ano, fakt, iż wówczas metody śledcze były znacznie mniej dokładne poprzez brak wyższej technologii, ale pewne elementy się nie zmieniły. Roztrząsanie faktu, jak długo ciało może leżeć w wodzie, nim rozkład wywoła jego wypłynięcie, to tylko przykład na to, że niewiele się zmieniło w kwestii poznania ewentualnych zależności, potrzebnych w kryminalistyce (Dr Bass, założyciel "Trupiej Farmy", z pewnością dałby Dupinowi wiele odpowiedzi, których ten szukał... Choć w sumie niewiele ich było, Dupin naprawdę sporo sam wydedukował). A Poe był cwany. Skwapliwie korzystał z ludzkiej niewiedzy i braku edukacji, by fantazjować. Sporo w jego opowieściach naginania rzeczywistości, wymyślania, słowem: ściemniania (zwłaszcza w opowieściach quasi-podróżniczych). Teraz, gdy wiedza ogólna jest znacznie bardziej rozwinięta i powszechna, pewne naciągane elementy można wyłapać, niemniej dzisiaj stanowią one rozkoszną wisienkę na torcie, a nie wadę. Choć, podejrzewam, gdyby współczesny autor tak dawał się ponieść wyobraźni, recenzenci z pewnością wytknęliby mu kiepski research... ;) Nie brakuje tu także humoru czy satyry, głównie obejmującej kwestie związane ze środowiskiem autorskim. Poe był jak Van Gogh, zdecydowanie niedoceniony za życia, za to po śmierci odrodził się, by pozostać już nieśmiertelnym. Chociaż nie wiem, czy to nie marna pociecha dla samego zainteresowanego...
Ogromnie trudno jest opisać poszczególne opowieści, ale traktując zbiór jako jedną całość, dowodzącą niezwykłemu talentowi Poego, trzeba się świadomie pozbawić możliwości wnikania w szczegóły każdej jego części, gdyż całość... to po prostu studnia bez dna.
"Tak to bywa, gdy ktoś chce być za głęboki. Prawda nie zawsze znajduje się w studni"


Posłowie Macieja Płazy, który jest odpowiedzialny za wybór i opracowanie tekstów Poego, to doskonałe uwieńczenie tej wędrówki. Płaza wyjaśnia sporo nieścisłości, na które może się natknąć czytelnik w czasie lektury, i uzupełnia zbiór cennymi uwagami. Przeprowadza także wnikliwą interpretację dzieł autora, co pozwala czytelnikowi zrozumieć "co autor miał na myśli". Jest to przydatne, gdyż musicie wiedzieć, iż teksty te są dość archaiczne, mnóstwo w nich staropolszczyzny (tłumaczyli je w końcu wybitni literaci, dzięki którym te przekłady są bardzo wierne oryginałowi), a konstrukcja zdań przysparza trudności w zrozumieniu. Pamiętając jednak o tym, że i Mickiewicz pisał w podobnych czasach, nieco łatwiej jest przeniknąć do epoki. Zresztą dla mnie styl pisania Poego jest kolejnym atutem - wszakże po to sięgamy po klasykę, czyż nie?

Reasumując, "Opowieści miłosne, śmiertelne i tajemnicze" to zbiór wybitny pod kilkoma względami. Poe w sposób zawoalowany, mistyczny, oniryczny przedstawia złożoność tego świata, rozszczepia zło i dobro na atomy, analizuje smutek, żal i strach. Pomimo twierdzenia, iż "Nieprzeparta (...) dążność do czynienia zła dla samego zła nie pozwala na rozważania i roztrząsania następstw", on rozważa i on roztrząsa. Gdyba. Fantazjuje i wspomina. Nie da się jednoznacznie ocenić geniuszu autora, który - choć pisał półtora wieku temu - wciąż jest cholernie aktualny. 
Jest to absolutne must-have dla każdego wielbiciela literatury grozy, bo... parafrazując słowa E. A. Poe: "opowieści owe pełne są grozy, grozy tym straszliwszej, że nieokreślonej, przerażeń tym straszliwszych, że mglistych. Są jak krwawa karta w kronice jego istnienia, zapisana od końca do końca wspomnieniami ciemnymi, potwornymi i niepojętymi". Pamiętając o ogromnej spuściźnie Edgara, o implikacjach popkulturowych, o inspiracjach i wpływie jego dzieł na literaturę, nie można odmówić mu wielkości. I dla tej wielkości trzeba go poznać. Ja znałam tylko część z tych opowieści, a i to po łebkach - teraz poznałam większość z całego dorobku autora i wiem, że jeszcze nie raz sięgnę po ten zbiór - by przeczytać jakieś opowiadanie raz jeszcze, albo aby przejrzeć zaznaczone cytaty. To nie jest lekka lektura, raczej wymagająca - zważywszy na wspomnianą wcześniej archaiczność i przepaść dzielącą epoki - ale jedno opowiadanie daje więcej, niż długa, współczesna powieść. Jestem zafascynowana, po prostu. Polecam gorąco


wydawnictwo: Vesper 2010
ISBN: 9788361524540
liczba stron: 792

Opowieści miłosne, śmiertelne i tajemnicze [Edgar Allan Poe]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz