Toystories


"Już dobrze, chłopczyku - mruknął uspokajająco miś. - Przytul mnie i śpij. Ja cię będę bronił przed koszmarami. Zawsze"
[M. Krajewska, "Śpij, chłopczyku"]
Każdy człowiek, w pewnym okresie życia, bawi się zabawkami. To czas dzieciństwa, choć niektórzy mogliby powiedzieć, że ten nigdy się nie kończy - to tylko zabawki się zmieniają, miś przybiera postać wyścigowego samochodu, lalka zmienia się w torebki i buty. Zmieniają się potrzeby. Dziecko nie potrzebuje wiele - o jego ubranie, żywienie i zdrowie zadba ktoś inny, zatem jedynym zmartwieniem staje się to, czy pod choinkę dostanie nową figurkę superbohatera, czy tato kupi samochód dla Barbie i czy da się dokleić wygryzione przez niesfornego psa oko pluszaka. Ale jeśli idziemy już tym torem, to pamiętajmy też o innej stronie dzieciństwa, którą jest brak doświadczenia, a co za tym idzie - niewielka wiedza o otaczającym świecie i ogromna naiwność, cechująca niewinność. Latka lecą, doświadczenie rośnie, naiwność przemienia się w cynizm lub zgorzknienie, ale tak naprawdę trzon tego wszystkiego - skutek - pozostaje, zmieniają się tylko powody. Tak jak zabawa ołowianymi żołnierzykami może zmienić się w faktyczny udział w boju w pełnym umundurowaniu, a udawana herbatka pita z mikroskopijnych filiżanek zmienia się w zagwozdkę typu "co też jutro ugotować na obiad?", tak lęki i strachy pozostają, choć przybierają różną postać.
Lęki. Dzieci boją się potworów, ukrytych w szafie i pod łóżkiem. Mama się śmieje po cichu z takiego dziecka, nazywając go "głuptaskiem", podczas gdy ojciec - wzór do naśladowania - przeczesuje każdy kąt potencjalnie zagrożonej bytnością potworów szafy. Dziecko nie do końca wierzy w zapewnienia, że Nic Tam Nie Ma, i że Potwory NIE Istnieją; ono wie swoje (potwory istnieją, ale ukazują się tylko dzieciom).
Po takim zapewnieniu i wyrozumiałym uśmiechu, wysłanemu tacie przez mamę, światła zostają zgaszone (z wyjątkiem jednego, zostawionego w razie "wu"), a drzwi przymknięte, po czym mama rozdziera się na całe gardło pod prysznicem na widok pająka. Pająka, którego wcześniej tego dnia jej mały, przerażony obecnością potworów syn trzymał w rączkach i któremu nadał imię.
Widzicie? Wszystko pozostaje, tylko przyjmuje inne oblicza. 

Treść

Co my tu mamy? Zaczarowane zabawki za dychę i nieco odwrócony efekt motyla przywodzące na myśl słowa Nietzschego, "Gdy spoglądasz w otchłań, ona również patrzy na ciebie" (M. Zychla, "Ostatnia sipka węgla"); symboliczną baśń nawiązująca do kwestii wpływu konsumpcjonizmu na aspekty typowe dla Homo sapiens
Przewrotną opowieść o ryczałcie za utracone zaufanie, o podatku od wyrzutów sumienia, wywołującą refleksję brzmiącą "Karma is a bitch" (J. Wojciechowicz, "Ostatni prezent").
Ciekawą wariację na temat życia po nieżyciu i buntu na pokładzie piekła, w którym znajdują się zabawki rządzone przez surowego dyktatora (A. Froń, "I zaszło słońce Mattela"). 
Zeus deus kosmateus i majowie baks - co chciałaby się zaintonować po prześmiewczej historii nawiązującej do irracjonalnych przesądów, po której dowiemy się, iż chociaż "Bóg w kości nie gra" (A. Einstein), to gra w szachy (S. Błach, "Bogowie w szachy grają"). 
Są tu też opowieści, których morał bywa dobrze znany, jak choćby "nie rób drugiemu, co tobie niemiłe" (M. Stonawski, "Lalka"), ale są też takie, których przesłanie jest dość smutne. W końcu święty nie powinien być nieuśmiechnięty (K.T.Dąbrowski, "W tym roku świąt nie będzie"). Jest opowieść kojarząca się ze "Sklepikiem z marzeniami" S. Kinga, opisująca fantastyczną, powojenną i smutną rzeczywistość oraz kwestię zemsty, czyli tego, co nas napędza (M. Rusnak "Sklepik z zabawkami"). Niektórzy autorzy pytają "czy wiesz, co robią twoje zabawki?", dając nam raczej mało uspokajającą, wojenną odpowiedź (K. Kotulak, "Full plastic jacket", B. Żarnowski, "Zabawy w wojnę"). Jest też tekst kojarzący się ze space operą (K. Mikołajczyk, "Zabawki z Galatei") i wariacja na temat kolejnego ogniwa ewolucji człowieka (J. Maszczyszyn, "Zabaweczka")...
Jest tu też fantastyczna historia o pewnym artefakcie, pewnych jaszczurach i pewnym labiryncie (G.Gajek, "Arte factum"), pojawia się też misiu zwany Misiem, który odnajduje swoje powołanie (J. Bargłowski, "Miś"), a także Misiu, który poświęca się w imię miłości (M.Rojek, "Słodkich snów") i... Misiu, zwanym Dżekim  (M. Krajewska, "Śpij, chłopczyku"). Pojawia się także i... wampiro-miś o imieniu Helsing ;) (S. Fiklińska, "Zbrodnia"). Jak widać, przekrój tematyczny jest dość szeroki, a zatem każdy czytelnik znajdzie tu coś dla siebie.

Piętnastu autorów zaczerpnęło z ogromnego gara dzieciństwa, wydobyło z niego różne, zakurzone i zapomniane przedmioty, i tchnęło w nie życie, a wraz z nim grozę. Opowiadania są zróżnicowane zarówno fabularnie, jak i konstrukcyjnie; jedne przypominają bajki i baśnie, inne poważne rozprawy. Plastikowe żołnierze walczą z wrogimi armiami, Myszka Miki żyje w puzzlach, a lalki odwdzięczają się pięknym za nadobne. Te opowiadania, choć rozrywkowe, zwracają uwagę na kilka spraw, o których - jako dorośli - zdążyliśmy już zapomnieć. Na nowo odkrywają przed nami specyficzny okres dzieciństwa, kiedy to chłonęliśmy świat pełną piersią, nie przebierając w tym, co może nam się przydać, a co nie. Cały świat był równie fascynujący, równie niepokojący i równie zagadkowy, a naśladowanie dorosłych największe rozmiary przybierało, kiedy zostawaliśmy sam na sam ze swoimi ukochanymi zabawkami. Tuż przed tym, kiedy wyrzuciliśmy je do kąta, zajęci czymś innym, po czym powoli zapomnieliśmy o tym, co kiedyś dawało nam radość i o tym, co kiedyś mogło sprawić, że nie mogliśmy zasnąć bez włączonej lampki. Przymioty dzieciństwa, tego niewinnego i podatnego na wpływy okresu, minęły bezpowrotnie, ale to one sprawiły, iż wyrośliśmy na takich, a nie innych ludzi. 

Prostota, swoista wyrozumiałość i bajecznie rozwinięta fantazja powracają z "Toystories". Jestem dumna mogąc patronować tak wyśmienitemu zbiorkowi. Autorzy - zarówno profesjonalni, jak i amatorscy - stanęli na wysokości zadania, ukazując różne oblicza tej samej istoty. Sprawili, że i moje dziecinne lęki ożyły, jednocześnie w zawoalowany sposób ukazali trywializmy, rządzące dorosłością. Jest tutaj zarówno naiwność, jak i makabra; jest złudne poczucie bezpieczeństwa i niewymówiona zgroza. Różny punkt widzenia sprawi, że inaczej spojrzycie na zdalnie sterowane helikoptery i mit o elfach, pomagających świętemu Mikołajowi.
Ubawiłam się ogromnie podczas lektury i mam nadzieję, że jeszcze nie raz będzie mi dane móc poznać tak ciekawe, oryginalne i niezwykle innowacyjne przedsięwzięcie. 
A póki co - dajcie się znowu przestraszyć, jak za starych, dobrych czasów. Może i teraz będziecie bali się zasnąć w całkowitej ciemności? 


Dajcie się ponieść opowieściom, w których odnajdziecie pierwiastek samych siebie. Przypomnijcie sobie, jaki był świat, kiedy mieliście po kilka lat, i poczujcie grozę, wynikającą z niebezpieczeństw fantazji. Rozejrzyjcie się po własnych mieszkaniach - a może te zabawki, które jeszcze gdzieś - z sentymentu - leżą, ożywają w momencie, gdy zamkniecie oczy? Serdecznie polecam. 


Toystories, zbiór opowiadań. Wydawnictwo Morpho 2014



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz