Szkieletowa załoga, Stephen King

"H i s t o r i a   t o   n i e   t e n,   c o   j ą   o p o w i a d a"

Krótkie formy prozatorskie mają tylu samo zwolenników, co przeciwników. Ja należę do tych pierwszych, co oczywiście nie oznacza, że przedkładam opowiadania ponad obszerne powieści. Książki, zwłaszcza Stephena Kinga, im grubsze, tym lepsze. Ale mam słabość do opowiadań, a poszczególne zbiory czytam miesiącami - po jednym, dwóch opowiadaniach na tydzień, ot, dla relaksu w przerwie między grubszymi książkami. Ten post powstawał jakieś dwa miesiące - na bieżąco dopisywałam uwagi z nowo przeczytanego opowiadania, przez co i recenzja jest nierówna. Mam nadzieję, że przekonam Was do sięgnięcia po "Szkieletową załogę" - to naprawdę świetny zbiór, który w moim prywatnym rankingu wskoczył na miejsce trzecie, wyprzedzając "Nocną zmianę", "Wszystko jest względne" i "Czwartą po północy". 

"Lektura powieści pod wieloma względami przypomina długi satysfakcjonujący romans [...]. Z opowiadaniem sprawy mają się zupełnie inaczej; opowiadanie przypomina ukradkowy pocałunek w ciemności z nieznajomym. To oczywiście nie to samo co romans lub małżeństwo, ale pocałunki też są bardzo miłe, ich efemeryczność zaś sama w sobie stanowi nie lada atrakcję"
[ze wstępu autora]


"Szkieletowa załoga" jest zbiorem dwudziestu dwóch opowiadań, opatrzonych wspaniałym wstępem (mówiłam już, że uwielbiam wstępy Kinga?) i krótkim posłowiem. Zbiór, jak to zwykle u Kinga, jest dość nierówny; genialne opowiadania (zaznaczone na czerwono) mieszają się z tymi mniej genialnymi, ale w ogólnym rozrachunku to bardzo dobry zbiór. Nie będę opisywała każdego opowiadania z osobna - wyróżnię tylko bardzo dobre i bardzo słabe. 


"Mgła"
Zacznę od narzekania. Dlaczego Stephen King nie rozciągnął swojego najdłuższego opowiadania z tego zbioru na całkiem odrębną powieść?! "Mgła" - najdłuższe (139 stron) opowiadanie ze zbioru, jest - jak dla mnie - idealne. Co my tu mamy? Grupę ludzi uwięzionych w supermarkecie, który spowija gęsta mgła. Dlaczego są uwięzieni? Cóż, kilku śmiałków nie dało się zamknąć, wyszli ze sklepu i... została z nich zakrwawiona plama. Coś się czai w tej mgle... stwór (stwory) z mackami, latający, zjadający ludzi. Rewelacja! "Mgła" nie jest jedynie opowiadaniem o potworkach, ale jest też ciekawą rozprawą psychologiczną. Ukazuje zmienne nastroje ludzi zamkniętych w pomieszczeniu, którzy - pod wpływem stresu - ukazują swoje prawdziwe oblicze. Dotyka kwestii zbiorowej histerii, zbiorowej waleczności, a także - kwestii manipulacji. Jak bardzo podatni na sugestie są ludzie w stanie podwyższonego ryzyka! Myślę, że gdyby rozwinąć "Mgłę" do rozmiarów kingowych grubasów, mielibyśmy całkiem ciekawą, odmienną wersję "Pod kopułą". Strasznie, ale to strasznie żałuję, że "Mgła" ma tylko niecałe 140 stron. 
"Gdy racjonalne myślenie zawodzi, może nastąpić przeciążenie niektórych obwodów w mózgu. Aksony nadmiernie się rozgrzewają, zanika różnica między halucynacjami i rzeczywistością: kropelka rtęci drżąca w miejscu, gdzie za sprawą perspektywy spotykają się dwie równoległe linie, pojawia się naprawdę, martwi wstają z grobów, a kwiaty zaczynają śpiewać"
Troszkę (a wręcz odrobinkę) poprawia mi humor fakt, że opowiadanie zostało zekranizowane w 2007 roku (swoją drogą, najlepszy film pt. "Mgła", jaki widziałam, dostał ode mnie aż 8 gwiazdek). Nie wierzcie hejterom z filmwebu (średnia 5,8 - to zbyt dobrze o filmie nie świadczy, prawda?:)).  - wierzcie mi! ;) Jest to rewelacyjna ekranizacja! Kto nie oglądał, proszę obejrzeć i zwrócić uwagę, że w tym filmie nastrój grozy rodzi się sam. Wszak jakakolwiek muzyka pojawia się dopiero na samym końcu filmu, w momencie kulminacyjnym. Ciekawy zabieg, zważywszy na to, że w horrorach to zwykle muzyka odgrywa główną, klimatotwórczą rolę. 


"The Mist", 2007, scenariusz & reżyseria Frank Darabont



*** Pozostałe warte uwagi ***
  • "Nona" - wciągająca historia o toksycznej miłości czy też obłędnym zauroczeniu. Opowiadanie skojarzyło mi się z filmem "Urodzeni mordercy", a zakończenie bardzo zaskoczyło. Zdecydowanie jedno z najlepszych ze zbioru i na dodatek z nawiązaniem do Castle Rock i Ace'a Merrilla. 
  • "Edytor tekstu" - sam autor określa to opowiadanie jako "całkiem przyzwoite", mnie się również bardzo podobało. Uważam, że spokojnie można by z krótkiego opowiadanka zrobić dłuższą powieść i z nieco bardziej dramatycznym zakończeniem. Nie byłoby fajnie posiadać maszynę, na której można pisać "Mam 20 tys. długu" a później, przy użyciu klawisza DELETE, skasować ten dług - jakby nigdy nie istniał? Albo napisać przy użyciu klawisza INSERT "W moim łóżku leży nagi Johnny Depp"? 
Zdecydowanie - "Edytor tekstu" to ogromny potencjał. Szkoda, że miast mieć z nim romans, King pokusił się jedynie na króciutki pocałunek. I, gwoli ciekawostki - to opowiadanie przypomniało mi utwór "Wszystko jest względne" ze zbiorku o tym samym tytule. 

Spośród najkrótszych opowiadań zbioru najbardziej spodobał mi się "Bunt Kaina", który niebezpiecznie kojarzy się z "Rage", oraz "Wizerunek Kosiarza" - napisany, gdy King miał ledwie 18 lat i dostał za nie 40 dolców. "Wizerunek Kosiarza" to taka esencja Kinga. Mroczne lustro, ukazujące coś strasznego, przez które ludzie znikają... Classic King. 

Ponadto:
  • "Poranne dostawy" (aka "Mleczarz 1") - dość niepokojące, króciutkie, ledwie wtrącenie - ale ogromnie pobudzające wyobraźnię. Historia mleczarza, który zostawia pod drzwiami domów nie tylko mleko...
  • "Człowiek, który nie podawał ręki" - o pewnej grze w pokera i o pewnej klątwie. Całkiem niezłe. Z tego opowiadania pochodzi cytat pod okładką powyżej.
  • "Szkoła przetrwania" - "Cast away: Poza światem" w wersji extreme hardcore. Kojarzy mi się z tekstem kawałka Kazika "Nie mam nogi", a konkretniej z ostatnią zwrotką. Karma to jednak nie mit.
  • "Ciężarówka wuja Otto" - Tak, znów jedna z tych samochodowych opowieści. Była Christine, był Buick, jest i ciężarówka. Opowiadanie całkiem przyzwoite, choć jak dla mnie za mało grozy. Zdaje się, że napisane od niechcenia.  
Jest i kilka zupełnie bezsensownych, jak np. "Zjawi się tygrys"(b. krótkie), albo wręcz męczących, jak "Małpa" (która ma niezwykły potencjał, ale nie tak, nie tak!).


Są tutaj też dwa dziwne opowiadania. Dlaczego dziwne? Bo napisane... poetycko? Noszą tytuły "Lament paranoika" i "Dla Owena". Przypominają wiersze nie tylko budową, ale i mam wrażenie, że to mogą być luźne notatki, z których mogło się narodzić coś większego, jednak pozostały zlepkiem słów. Nie mogę powiedzieć, że mi się nie podobały, wręcz przeciwnie; dość kuriozalny zabieg, niemniej dość interesujący.


"Szkieletowa załoga" to świetna rozrywka, ale trzeba umiejętnie oddzielić ziarno od plew. Niektóre opowiadania są wybitne, z niektórych King powinien był wycisnąć więcej. A wiem, że byłby w stanie to zrobić. Niestety, jest też kilka koszmarków, które nie wnoszą do zbioru zupełnie nic oprócz irytacji. Te tworki-potworki to jednak wciąż King i, znając jego fanów, wiem, że to, co w moim mniemaniu jest gniotem, innych może zachwycić. Za to kochajmy Mistrza.


tytuł oryginału: Skeleton Crew, 1985
tłumaczenie: Arkadiusz Nakoniecznik, Dorota Malinowska, Paulina Braiter, Rafał Wilkoński, Danuta Górska, Maciejka Mazan, Jan Pyka, Krzysztof Sokołowski
wydawnictwo: Prószyński i S-ka, 2000
ISBN: 83-7337-182-6
liczba stron: 584

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz