Kobiety na plaży, Tove Alsterdal


"Paliło się, pomyślałam, czując, jak strach ściska mi pierś. Paliło się tamtej nocy. Patrick krzyczał coś po francusku do słuchawki, później wyprowadził się do hotelu. To tu się paliło, a on już nie wrócił"

Poznałam Tove Alsterdal za pośrednictwem antologii szwedzkich mistrzów kryminału "Ciemna strona". Spodobał mi się jej styl i taka charakterystyczna, przezierająca przez treść wrażliwość. Tym chętniej sięgnęłam po "Kobiety na plaży", debiut powieściowy autorki, głośno zresztą reklamowany w sieci. 

Tak generalnie nie przepadam za babskimi kryminałami - kilka znanych autorek takichże czytadeł "spróbowałam" i podziękowałam. Camilla Lackberg zbyt chętnie przenika w sferę ckliwej romantyczności, a Sophie Hannah za bardzo skupia się na mało wiarygodnej otoczce obyczajowej. Doceniam za to wyważone historie pisane przez kobiety, które do garnka pełnego kryminału dodają jedynie szczyptę "babskości". I proszę mnie tu od seksistek nie wyzywać - ja po prostu preferuję literaturę mocną, obrazową i rzeczową, a taką literaturę najczęściej uprawiają panowie. Niemniej, kiedy trafię na dobrą książkę z taką właśnie wyważoną fabułą, w której warstwa obyczajowo-romantyczna nie przeszkadza opowieści, a ją jedynie wzmacnia i spaja - to przepadam bez echa. Bo choć nie lubię ckliwości, to jestem kobietą i ta specyficzna, babska wizja świata, jaką przedstawiła Alsterdal, totalnie mnie pochłonęła. 

Patrick, odważny (momentami wręcz brawurowy) reporter przepada bez wieści. Jako, iż mężczyzna był wolnym strzelcem, nikt poza żoną nie zauważa jego nieobecności. Alena, pełna złych przeczuć, postanawia odtworzyć kroki małżonka i go odnaleźć - w tym celu jedzie do Paryża, ostatniego znanego miejsca pobytu reportera. Kobieta nie ma za bardzo czego się chwycić - Patrick był bardzo tajemniczy i nie wyjawił jej zbyt wielu faktów dotyczących historii, nad którą pracował. Ally zaczyna żmudne śledztwo, które doprowadzi ją do gigantycznej afery i postawi ją na drodze zorganizowanej przestępczości. 


"Kobiety na plaży" to specyficzna powieść. Nie jest to typowy kryminał - choć pojawia się śledztwo i tajemnica, a także kilka trupów, to jednak ciężko zaliczyć tę książkę do literatury stricte kryminalnej. Autorka porusza bardzo ważny i trudny problem, jakim jest współczesne niewolnictwo, a także zgrabnie porusza się po pokrewnych tematach społecznych. Analizuje kwestię przemytnictwa, nielegalnego przekraczania granic, znieczulicy społecznej i kontrastów obyczajowych. Przeciwstawia sobie wolną Europę, pełną blichtru, kłamstw i korupcji, oraz kraje tzw. Trzeciego Świata, pełne ludzi, marzących o lepszym życiu. Ci ludzie, którzy niejednokrotnie stawiają absolutnie wszystko na jedną kartę, pozwalają sobą pomiatać osobom uważającym się za lepszych od nich tylko dlatego, iż urodzili się w "lepszym" miejscu. Jednocześnie autorka ukazuje brudny, wcale nie romantyczny i wcale nie sympatyczny Paryż, a także inne - równie "egzotyczne" - miejsca. Akcja opiera się głównie na historii Ally, ale równolegle - choć w mniejszym stopniu - przedstawiane są historie innych kobiet, pozornie ze sobą nie związanych, a tak naprawdę - w niesamowity sposób połączonych. Przy tym czytelnik nie ma szans na dopasowanie elementów układanki, gdyż autorka pozostawia go w niewiedzy niemal do samego końca, zgrabnie żonglując fabułą, wprowadzając sporo suspensu i podsycając napięcie. Warstwa społeczno-obyczajowa przenika wątek główny - poszukiwania zaginionego męża - w nierozerwalny i uzupełniający sposób, czyniąc tę powieść wielowymiarową i niesamowicie interesującą. Sama Ally Cornwall, zagubiona, ale i zdeterminowana kobieta, nie ustająca w poszukiwaniach, to fantastyczna postać. Nie jest Jamesem Bondem, nie jest także Sherlockiem Holmesem. Co znamienne, to fakt, iż jest tak bardzo ludzka.  Nie ma tutaj przesady, wywołującej niekontrolowane przewracanie oczami i głośne wzdychanie - tam, gdzie pojawia się element psychologiczny, autentycznie można poczuć to, co czuje bohaterka (i zarazem narratorka). Alsterdal tak skonstruowała tę historię, że te przeżycia, te emocje i ten cały wachlarz rozterek jawią się autentyczne, niewydumane, usprawiedliwione. Wiarygodność tej bohaterki wpływa na wiarygodność całej historii - smutnej, gorzkiej, niekiedy przerażającej.

Muszę zatem przyznać, że "Kobiety na plaży" to jedna z lepszych powieści, które miałam okazję czytać w tym roku. Zawiera w sobie zarówno rozrywkę, wynikającą z wątku detektywistycznego, jak i naukę - nie wiem, na ile przytoczone gdzieniegdzie statystyki opisujące proceder handlu niewolnikami są autentyczne, ale i tak robią wrażenie. 
"Na świecie istnieje więcej niewolników niż kiedykolwiek wcześniej, mimo że we wszystkich krajach niewolnictwo jest prawnie zabronione. Faktem jest, że cena za niewolnika nigdy nie była tak niska jak obecnie, przeciętnie dziewięćdziesiąt dolarów. (...) W latach osiemdziesiątych XIX wieku niewolnik transportowany przez Atlantyk do Ameryki kosztował tysiąc dolarów, co w przeliczeniu na dzisiejsze pieniądze daje trzydzieści osiem tysięcy. A to znaczy, że obecnie można kupić cztery tysiące niewolników za cenę jednego, obowiązującą w czasach, które powszechnie uważa się za najmroczniejsze w dziejach ludzkości"
Dodatkowym plusem jest to, że cała opowieść ma klimat, przesycona jest atmosferą niepewności i lęku. Zagadka wciąga i intryguje, szwedzka autorka w wyważony sposób oddziałuje na emocje i doskonale prowadzi historię, to zwalniając, to przyspieszając - nie pozwalając tym samym czytelnikowi na znudzenie. Sądzę, że książka spodoba się osobom, które oczekują od książki czegoś więcej, niż tylko szablonową rozrywkę. Ja jestem zauroczona. Bardzo gorąco polecam.


Kvinnorna på stranden, przekł. Beata Walczak-Larsson
wydawnictwo Akurat 2014


Kobiety na plaży [Tove Alsterdal]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz