Kulisy Polskiego Horroru. #24 Aleksandra Zielińska



Oj, długo trzeba było czekać na kolejną odsłonę cyklu, ale myślę, że dla Oli Zielińskiej było warto! To świetna dziewczyna, i choć z poniższego wywiadu mogłoby wynikać, że jest mało wylewna, to jednak w mniej oficjalnej rozmowie gęba się jej nie zamyka :) Zapraszam do lektury wywiadu jednej z tak niewielu reprezentantek polskiego horroru, zdominowanego przez płeć męską, i do poznania opowieści Aleksandry Zielińskiej. Wróżę niezłą, groźną karierę :) 


Paulina Król: Kim jest Aleksandra Zielińska?
Aleksandra Zielińska: Zawsze mam problem z tego typu pytaniami, bo - cóż - nie znam na nie odpowiedzi. I nawet nie wiem, czy bym chciała. W związku z faktem, że uderzyła we mnie proza życia i musiałam szukać pracy, usłyszałam je wiele razy podczas rozmów kwalifikacyjnych. Radziłam sobie przeróżnie, raczej pokrętnie. Zacznijmy od tego, że jestem blondyną w okularach, która lubi dziwne tshirty. Wolę wiśnie od czereśni, koty toleruję w każdej ilości, przedkładam krakowskie ruiny nad galerie handlowe. Reszta wyjdzie w praniu.
Paulina: A od kiedy ta blondyna pisze?
Ola: Prawdę powiedziawszy, nie pamiętam, więc pewnie od dawna. W moim domu zawsze kultywowało się literackie tradycje, a że bardzo dużo czytałam, pisanie było dla mnie czymś naturalnym, kolejnym etapem poznawania literatury. Debiutowałam w Fahrenheicie, mając lat czternaście, cztery lata później przyszła pierwsza antologia, zrobiona z Fabryką Słów. Z perspektywy czasu patrzę na te pierwsze teksty z przerażeniem, ale z drugiej strony cieszę się, że ktoś dał mi szansę tak wcześnie. Kto wie, jak potoczyłoby się moje życie w innych okolicznościach. Od jakiegoś roku próbuję bawić się w tłumaczenia, co również sprawia mi frajdę i daje dużo satysfakcji. Kiedyś chciałabym zajmować się literaturą zawodowo.

Paulina: Od początku zajmowałaś się grozą? Skąd taki wybór?
Ola: Nie ukrywam, że wychowałam się na Kingu, więc pewnie - jak już wspomniałam - była to naturalna kolej rzeczy. Zaczęło się od Miasteczka Salem, byłam akurat bardzo nieletnia i zamiast do działu z bajkami dla dzieci, trafiłam między półki dla dorosłych. A tam zobaczyłam okładkę, którą mną wstrząsnęła, w pozytywny sposób rzecz jasna – wykazywałam chyba wtedy lekko skrzywione poczucie estetyki – stare wydanie Miasteczka Salem, z takimi odblaskowymi głowami wampirów, nie wiem, czy kojarzysz. W każdym razie ja pamiętam do dzisiaj.
Zatem nie wiem, czy można nazwać to świadomym wyborem, po prostu to, co zaczęłam wydawać było klasyfikowane właśnie jako groza i tak już zostało. Sama staram się o tym nie myśleć i robić swoje, choć wszyscy moi znajomi potwierdzą, że mam skłonności do makabry. Zresztą, nie wiem, czy to, co teraz robię, można zaliczyć do czystej grozy. W sumie sama staram się nie dzielić literatury na gatunki, ale na dobrą lub złą.
Paulina: W czym poza pisaniem i czytaniem owa skłonność się objawia?
Ola: W czym? Mam bardzo specyficzne poczucie humoru.
Paulina: Piszesz sporo opowiadań. Czy któreś z nich wspominasz szczególnie miło?
Ola: Co do opowiadań, to taka forma wydawała mi się idealną na rozpoczęcie przygody z literaturą i wypracowanie warsztatu. Prawie nigdy nie wracam do swoich tekstów, jeśli jakiś szczególnie wspominam to na przykład z powodu radości, jaką dawała mi praca. Lub - w przypadku Nocnego gościa, przypomnianego teraz przez czeski magazyn Howard Horror - był to specyficzny okres w moim życiu, swego rodzaju rozliczenie z pewnymi sytuacjami. Bardzo lubię tekst przygotowany do antologii na temat nawiedzonego Krakowa, ale kiedy - i czy w ogóle - projekt ujrzy światło dzienne, to nie wiem. Wracając do opowiadań - na naszym rynku bardzo trudno debiutować zbiorem, dlatego w chwili obecnej skupiam się wyłącznie na długich formach. Z drugiej strony nie lubię wypowiadać się na temat swoich rzeczy, wychodzę z założenia, że w momencie wyjścia do czytelnika moimi być przestają.
Paulina: A planujesz napisanie czegoś dłuższego? Powieści?
Ola: Wydaje mi się, że to kolejny etap ewolucji w pracy. Zaczynałam od opowiadań i cieszę się, że tak się stało, bo dźwignięcie dłuższej formy wymaga samozaparcia i doświadczenia. Chociaż z drugiej strony doświadczenia może i nie, bo skąd je wziąć jeśli do tej pory grzebało się w krótkich tekstach. No ale whatever – mnie spodobało się to bardzo, aczkolwiek po drodze miałam wiele chwil zwątpienia. Na szczęście jakoś dałam sobie z tym radę i w chwili obecnej moja pierwsza powieść leży już u wydawcy i wchodzi w postprodukcję. Jest to dla mnie przeogromna radość.
Paulina: Super, gratuluję! Zdradzisz coś więcej, premierowo? Zarysik fabuły, tytuł, wydawcę? Kiedy się ukaże?
Ola: Dziękuję bardzo! Jeśli nic strasznego po drodze się nie wydarzy, to książka ukaże się jesienią tego roku nakładem wydawnictwa W.A.B.
Paulina: Skąd czerpiesz inspirację?
Ola: Inspiruje mnie wszystko - literatura, muzyka, film i prozaicznie życie, czyli każda sytuacja, która mi się przytrafia. Myślę, że po prostu trzeba być otwartym na to, co dzieje się wokół. Jestem bardzo wrażliwa na słowo. Kiedyś przygotowując się do pisania, myślałam obrazami, teraz w głowie układam gotowe zdania. Zajmuję się też trochę innymi dziedzinami sztuki, które dużo wnoszą do mojego życia. Lubię próbować nowych rzeczy i uważam, że każde wydarzenia – nawet z pozoru złe – tak naprawdę są potrzebne. Przynajmniej mi najłatwiej pisać o rzeczach, które znam lub sama doświadczyłam. Szczególnie widać to chyba w opisach miasta – staram się wiernie odtworzyć Kraków ze wszystkimi ulicami, knajpami, tak aby czytelnik czuł, że wiem, o czym mówię.
Paulina: A jak wygląda Twój proces pisania? Jakaś prozaiczna sprawa Cię zainspiruje, siadasz przed kompem i...?
Ola: Mój sposób pracy wygląda bardzo nudnie. Najpierw przygotowuję sobie całą historię na sucho, w głowie. W efekcie często bywam nieobecna duchem, pakuję się pod samochody na przejściach, zapominam, dokąd idę albo przypalam obiad – cud, że jeszcze od tej całej literatury nie umarłam :) Dopiero kiedy wiem już naprawdę wszystko, zasiadam do komputera i działam. Opowiadania wciąż piszę ręcznie, co stanowi problem przy późniejszym przepisywaniu, bo bazgrzę jak kura pazurem. Lubię mieć wszystko poukładane, nie wyobrażam sobie wchodzenia w tekst, jeśli nie wiem, o co będzie nim chodziło czy jak się skończy. I zwykle to właśnie zakończenia wymyślam na początku, jeśli wiem, do czego zmierzam, buduję dużo bardziej przekonującą fabułę.
Paulina: Piszesz na zamówienie, czy bywa, że masz w zanadrzu kilka opowiadań?
Ola: Różnie, nie przepadam za pisaniem za zamówienie, ale wynika to pewnie z lenistwa albo niechęci do podporządkowania się. I czasu, bo ze względu na przyzwyczajenia i założenia, jakich się trzymam, pracuję bardzo wolno. Zwykle trzymam jakieś teksty w zakamarkach twardego dysku, bo staram się cały czas być ‘w ruchu’, nie robić sobie zbyt dużych przerw, żeby nie stracić formy, ale w życiu bywa niestety różnie, bo mam kupę obowiązków. Prowadzę dziennik, co traktuję jak świetne ćwiczenie pióra.
Paulina: Co czytasz?
Ola: Czytam dużo i staram się sięgać po dobre i maksymalnie różnorodne rzeczy. Niestety, trochę wypadłam z horrorowego grajdoła i teraz tak naprawdę wybieram tylko teksty znajomych czy przyjaciół, jak Kazek Kyrcz, Dawid Kain czy Michał Gacek. Kurczę, ciężko mi wskazać ulubionych twórców - z polskiej literatury absolutne top trzy - Dukaj, Orbitowski, Szostak. Jakiś czas temu miałam fazę na Krzysztofa Vargę, teraz czytam Wiele demonów Pilcha, często wracam do Świetlickiego. Z zagranicznych przede wszystkim McCarthy, Vonnegut, Updike, Capote... I tak pewnie nie wymieniłam wszystkich:) Tak samo jest z muzyką.
Paulina: Trzy książki, najważniejsze dla Oli Zielińskiej, to...?
Ola: O rany, trochę mnie zastrzeliłaś tym pytaniem - jestem osobą raczej niezdecydowaną i trudno mi wybrać tylko trzy. Najgorsze jest to, że tak naprawdę wielu książek nie pamiętam, zostaje tylko wspomnienie pozytywnych albo negatywnych uczuć, jakie towarzyszyły mi w lekturze. Może zróbmy tak - dwie książki, które zawsze leżą mi koło łóżka obok budzika z Muminkami to Prezes i Kreska oraz Wiersze zebrane Świetlickiego. Trzecią książką niech będzie Mapa i terytorium Houellebecqa - po jej przeczytaniu z dnia na dzień wywróciłam swoje życie zawodowe.
Paulina: To opowiedz jeszcze o tej muzyce.
Ola: Muzyka to mój nałóg i wciąż mam nadzieję, że jeszcze zostanę gwiazdą rocka. Jeden z moich znajomych powiedział, że powinno się słuchać muzyki, nie gatunków. Tak też staram się postępować. Ostatnio jestem zafascynowana post-rockiem. Jacaszek i Ólafur Arnalds skutecznie mną pozamiatali. A jutro wybieram się posłuchać Świetlików.

Paulina: Też lubię ;) Chcesz zostać gwiazdą rocka - śpiewasz, grasz, czy tylko marzysz?
Ola: Oczywiście, że przede wszystkim marzę - jak tylko wyjdę bogato za mąż, to od razu kupuję wielkiego Gibsona Les Paula z jeszcze większym piecem, a wtedy świat stanie przede mną otworem! Bardzo podobają mi się gitary basowe i to, co można z nimi zrobić.
Paulina: A poza muzyką i literaturą - co Cię jeszcze kręci?
Ola: Do pełni szczęścia brakuje jeszcze filmu i teatru - obiema rzeczami chciałabym się zająć kiedyś na poważnie. Kino traktuję bardzo serio, lubię kameralne, europejskie rzeczy, ale oscarowych propozycji też nie odpuszczam. Poza tym coraz większą rolę w moim życiu zaczyna odgrywać sztuka – próbuję nadrobić stracony czas i odwiedzam galerie, staram się dużo czytać i słuchać na ten temat.
Paulina: Pogadamy jeszcze o pisaniu?
Ola: Dużo rozmawiamy o warsztacie, ale zastanawiam się, czy to jest aż takie istotne i rzeczywiście czytelnika interesuje. Sama myślę sobie, że tak naprawdę liczy się efekt. Na przykład jeśli ktoś lubi pisać w płetwach do nurkowania, pod łóżkiem i to tylko w pełni księżyca, to droga wolnaJ
Paulina: Okej. Wymieniłaś kilku polskich autorów, więc już z góry odpowiedziałaś na pytanie o to, czy obserwujesz rozwój polskiej grozy. Ale mówiąc tak bardziej ogólnie - orientujesz się w temacie?
Ola: Jak już mówiłam, średnio ogarniam co dzieje się w horrorowym grajdole, bo dzieje się dużo, niemniej jednak trzymam kciuki za całą ekipę i będę ją wspierać tak mocno, jak tylko zdołam. Stamtąd przecież wychodzę. Poza tym to świetni ludzie, w większości znamy się ze spotkań i konwentów. Na tych ostatnich bywam bardzo rzadko, ale czasem się udaje.
Paulina: Czy angażujesz się w jakieś dodatkowe (pozaliterackie) projekty związane z horrorem?
Ola: Prawdę powiedziawszy ja się rzadko w cokolwiek angażuję, taka moja aspołeczna natura. Rozumiem, że pijesz do Smakoszy? Otóż, był to projekt filmowy zrobiony wieki temu z Kaziem Kyrczem i Dawidem Kainem. Zagrałam tam małą rólkę scream queen, sama praca na planie spodobała się nam na tyle, że Smakosze 2 są na etapie montowania, przycinania i składania. Pierwsza część zajęła ósme miejsc w konkursie Horror w shortach. Jednak nie dostaliśmy Oscara! Ani Złotego Niedźwiedzia! Nawet jakiejkolwiek Palmy!
Paulina: Przeżyłaś kiedyś coś, co mogłoby posłużyć za temat opowiadania grozy?
Ola: Nie wiem. W sumie to boję się głównie kleszczy i kosmitów. Te pierwsze jeszcze mnie nie dopadły, drudzy nie porwali. Mam przynajmniej taką nadzieję
Paulina: To na wycieczkę po białowieskich lasach ze mną nie pójdziesz ;)
Ola: A są tam kleszcze czy UFO? Uwielbiam chodzić po górach i lasach, kontakt z naturą mnie uspokaja, więc zawsze jestem wyposażona w specjalistyczne odstraszacze robactwa. Na kosmitów niestety chyba takie bajery nie działają, co przyznam - bardzo intensywnie mnie martwi.
Paulina: Wypowiesz się na temat nagrody Grabińskiego?
Ola: Rzecz jasna kibicuję środowisku horroru, jak i całej literaturze zresztą. Mam nadzieję, że wszystko się uda, bo chłopcy włożyli w to dużo serca, że o załodze biblioteki z Magdą Szostak na czele nie wspomnę. Sama bardzo chciałabym ściągnąć na Galę wręczenia Nagrody krakowski projekt, który odświeża Micińskiego, innego nieco zapomnianego twórcę. No ale zobaczymy, jak to wyjdzie. Oby dobrze!
Paulina: Jak wyobrażasz sobie polską grozę za 10 lat?
Ola: Polska groza za dziesięć lat? W sumie można to odnieść do całej literatury - mam nadzieję, że Polacy będą czytać więcej, a i autorzy będą lepiej wynagradzani za pracę.
Paulina: Motto życiowe Zielińskiej to…?
Ola: Nie mam jakiegoś szczególnego motta w życiu, ale jeśli ktoś pyta, to od razu na myśl przychodzi mi cytat z książki, którą bardzo lubię - 'my nie marzniemy'. Może brzmi to nieco surrealistycznie, więc przy okazji przytoczę to, co powiedział mi kiedyś znajomy - no pain, no gain. I to prawda, piszmy dobre książki, a reszta sama się ułoży.
Paulina: Dzięki za rozmowę :)
Ola: To ja dziękuję za zaproszenie! :)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz