Elita, Dominik W. Rettinger

„Urodziłam się w Konstancinie, to moje centrum świata. Bezpieczne, najspokojniejsze miejsce pod słońcem. Kilka dni temu zostałam obudzona z tego złudzenia, i to brutalnie. Przypadkiem stałam się świadkiem czegoś, czego nie mogłam sobie przypomnieć. Ten ktoś próbował mnie przestraszyć, powstrzymać przed drążeniem prawdy. Nazywam się Potulska i jestem dość potulną osobą, ale zaczęło mnie to poważnie irytować.”

Ewa Potulska to samotna matka spełniająca się w malarstwie. Obraca się w tzw. towarzystwie, ale jest być może jedyną w nim osobą twardo stąpającą po ziemi. Jest także świetnym jeźdźcem – to właśnie miłość do koni sprawiła, że Ewa obraca się wśród elity warszawskich dorobkiewiczów. Pewnego wieczoru po intensywnej wyprawie konnej po konstancińskich lasach przypadkowo staje się świadkiem przestępstwa. Gwałtowna ucieczka ze stadniny, w której do niego doszło sprawia, iż kobieta niebezpiecznie manewrując samochodem wjeżdża w drzewo i doznaje częściowego zaniku pamięci. Po przebudzeniu w szpitalu nie wie, co się właściwie stało po przejażdżce z Grafem. Dla jej własnego dobra może to i zresztą dobrze, że nie pamięta – a na tej niepamięci najbardziej zależy oczywiście osobom, których przyłapała. Zdezorientowana Ewa będzie musiała uciekać, ale nie będzie wiedziała, przed czym ani kim; będzie śledzona, podglądana, podsłuchiwana. Nim swoista, postraumatyczna amnezja jej minie, kilka razy sama znajdzie się w ogromnym niebezpieczeństwie. Tajemnicze morderstwo, którego Ewa jest świadkiem, to tylko jeden z „wypadków przy pracy” osób będących u władzy. A kiedy jedną z tych osób jest niesamowicie przystojny, bogaty i, co najważniejsze, wolny mężczyzna – mamy przepis na naprawdę niezłą aferę.

Dominik W. Rettinger to scenarzysta, odpowiedzialny m.in. za scenariusze filmowe do seriali „Ekipa” Agnieszki Holland czy „Układ warszawski” Kasi Adamik. I to czuć podczas czytania – „Elita” to powieść niesamowicie dynamiczna i pełna kinowych wręcz scen, które zdają się być gotowym przepisem na film. Autor umiejscawia akcję w Konstancinie, a dokładnie w jej najbardziej snobistycznej części, a główną bohaterkę rzuca na pożarcie tak zwanej elity. Blichtr światka bogatych karierowiczów i wielkomiejskich biznesmenów kręcących szemrane interesy o ogromne pieniądze przedstawiono tu z przymrużeniem oka i w pewien niezwykle zakamuflowany, ironiczny sposób, a liczne przytyki wyłapuje się z tekstu tak łatwo, jak zbiera się jagody z dorodnego krzaczka. Pomimo, iż powieść jest z natury opowieścią sensacyjną, to nie brakuje w niej czarnego humoru i lekkości, zarezerwowanej głównie dla tzw. kobiecej literatury. Mało tego, narrację pierwszoosobową prowadzi główna bohaterka, przez co można śmiało stwierdzić, iż autor doskonale się czuje w nieco sfeminizowanej roli. Wychodzi mu to nieźle, bowiem mężczyzna piszący jako kobieta może narazić się na śmieszność i brak wiarygodności, zaś w „Elicie” udało mu się tego uniknąć. Historia sama w sobie jest energiczna, stosunkowo prosta - momentami banalna - i niewymagająca – to książka relaksacyjna. Przerysowani bohaterowie, dynamiczne zwroty akcji i lekki niepokój o pozytywne postaci sprawiają wrażenie, iż czytamy gotowy scenariusz na film, a nie typową literaturę. Osobiście dobrze się bawiłam podczas lektury, ale nie mogę powiedzieć, by „Elita” była wybitna. To prędzej przyzwoite, typowe babskie czytadło, które poza wartością czysto rozrywkową raczej niczego nie oferuje. Należy raczej pobłażliwie podchodzić do książki, nie tylko przez wzgląd na nieco patetyczne, momentami zakrawające na grafomanię frazesy w niej występujące („Poczucie siły nagle wzbogaconych mężczyzn i próżność ich kobiet wydawały owoce zagubienia i samotności”), ale przez ogólną karykaturalność niektórych postaci i zdarzeń. Nie jestem pewna, czy będę pamiętała o tej książce za kilka miesięcy, czy tak jak Ewa doznam swoistego przypadku niepamięci, ale książka mnie nie zirytowała - raczej odmóżdżyła. Od czasu do czasu warto się zatracić w łatwej, lekkiej i przyjemnej historii pełnej ironii i dowcipu, tym bardziej, gdy jest to powieść polskiego autora. Ewa Potulska jest bohaterką z jajem, twardą babką, która niczego się nie boi – zamiast drżeć jak osika w zamkniętym domu, śmiało stawia czoło niebezpieczeństwu. No, może jej śmiałość wynika z tego, że nie pamięta, czego ma się bać, przez co czasami wydaje się nieco naiwna. Niestety, tak, jak Ewa jest w miarę przyzwoicie skomponowaną postacią posiadającą pewną osobowość, tak jej przyjaciółki to szalenie płytkie, bezbarwne bohaterki, których nijakość nawet momentami drażniła. Sploty akcji, choć dynamiczne, bywały mało wiarygodne i wkomponowane w fabułę nieco na siłę i bez powodu. I teraz może Was zaskoczę, ale... Z czystym sumieniem muszę przyznać, że czytywałam znacznie gorsze książki. Generalnie nie przepadam za babskimi kryminałami, o czym wielokrotnie pisałam, ale „Elita” mi się podobała – może dlatego, że tenże babski kryminał napisał mężczyzna. ;)

Reasumując, „Elita” to pospolite czytadło traktujące w mocno przerysowany sposób o tym skrawku świata, którego mi nigdy nie będzie dane poznać - a zatem również zweryfikować. Wcale mnie to jednak nie martwi – „warszawka” Rettingera to targowisko próżności, afer, hipokryzji i… głupoty, a także dziwnych zbiegów okoliczności i tajnych spisków towarzystwa z dłońmi w białych rękawiczkach. Dominik Rettinger nie napisał niczego odkrywczego, ale zaprezentował to, co uprawiał w telewizji – rozrywkę. I tak należy patrzeć na „Elitę”: jak na film telewizyjny... zawarty w książce.


Mira 2014

Elita [Dominik W. Rettinger]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz