Niechciani, Yrsa Sigurdardottir

"W głębi ducha Ódinn czuł się tak, jakby schodził po stromym zboczu, nie mając zupełnie pojęcia, co czeka go u stóp góry, jakby wiedział tylko tyle, że tempo będzie narastać, że za chwilę będzie musiał pędzić i nie zdoła się już zatrzymać przed potwornym końcem"


Znamy wielu sztandarowych bohaterów kryminalnych, którzy występują w co drugiej powieści. Zwykle są to przedstawiciele policji, ale bywają także reprezentanci wymiaru sprawiedliwości czy medycyny sądowej. Bywają też wścibscy dziennikarze czy prywatni detektywi. Kiedy myślimy o zbrodni, to właśnie oni przychodzą nam na myśl, gdyż to właśnie oni znajdują się zwykle najbliżej sprawy. Najłatwiej zatem głównym bohaterem thrillera mianować osobę, która ma największy wgląd w szczegóły, odpowiednie znajomości i predyspozycje do tego, by za jej pośrednictwem móc przekazać czytelnikom fabułę.

Yrsa Sigurðardóttir w swojej najnowszej powieści, "Niechciani", głównym bohaterem uczyniła dość nudnego faceta o odrobinę tylko ciekawszej historii. 
Ódinn jest pracownikiem państwowego urzędu kontroli (nuda), którego głównym zajęciem jest grzebanie w papierkach (nuda do potęgi) i prowadzenie dochodzeń w sprawach m.in. opieki społecznej (można zasnąć). I sam Ódinn uważa swoją robotę za nudną, ale życie sprawiło, że nie ma wyjścia. Odkąd z "tatusia weekendowego" awansował do roli "tatusia pełnoetatowego" za sprawą śmierci byłej żony, musiał porzucić nieregularny tryb pracy na budowie w firmie brata i znaleźć robotę stabilną, bezpieczną i dającą pewną kasę na koniec miesiąca. Na dodatek samotny ojciec boryka się z problemami z córką, która od śmierci matki stała się kłębkiem nieszczęścia. Odinn stara się, jak może, choć sam zbyt szczęśliwy nie jest. Prowadzi córkę na terapię psychologiczną, która pozwoli Run przypomnieć sobie wydarzenia feralnego poranka, kiedy jej matka wypadła z okna, i może to przyniesie jej spokój ducha. 
A w nowej pracy, jak to w nowej pracy - masa obowiązków i niedomkniętych spraw. Jedną z nich jest sprawa domu wychowawczego w Krókur, zamkniętej i izolowanej placówki dla trudnych chłopców, w której dawno temu doszło do śmierci dwóch wychowanków. Chłopcy udusili się spalinami w samochodzie. Czy to był wypadek, nieszczęśliwe zrządzenie losu, czy może celowe działanie? Ódinn przejmuje sprawę po zmarłej koleżance z pracy, nie do końca wierząc, że uda się ustalić wydarzenia, które miały miejsce 40 lat temu...
"Gdy dochodzi do przestępstwa, zawsze ktoś ponosi karę, tylko zwykle nie ten, kto zawinił"
Yrsa Sigurðardóttir jest poczytną, islandzką autorką, która sławę zawdzięcza głównie cyklowi o prawniczce Thorze. Jej "Statek śmierci" zmiótł mnie doszczętnie, i od tamtej pory spoglądam na książki autorki dość łapczywie. "Niechciani" brzmiało świetnie - mroźna, nieprzyjazna atmosfera mrocznej Islandii, niewyjaśniona tajemnica, ukryty na odludziu dom wychowawczy to niezłe punkty wyjścia do stworzenia mrożącej krew w żyłach opowieści. Niestety, tylko w teorii, gdyż "Niechciani" to książka przyzwoita, nic więcej. Dobrze poprowadzona fabuła, nieco naciągane rozwiązanie zagadki, całkowicie niepotrzebny wątek paranormalny, nieudolny suspens i brak dynamizmu - tak można ocenić tę książkę, o której za jakiś czas całkowicie zapomnę. A szkoda, gdyż tematyka bombowa, a pomysł mający niesamowity potencjał. Autorka utalentowana, ciesząca się już pewną renomą, tym razem nie postarała się zbytnio. A może ja mam zbyt wysokie wymagania?  Sama konstrukcja książki niejako dzieli moją ocenę na pół - fabuła prowadzona jest dwutorowo, naprzemiennie. Jeden tor poświęcony jest Ódinnowi, jego śledztwie i problemom rodzinnym, natomiast drugi zabiera nas do wydarzeń w Krókur w 1974 roku. I to ten drugi tor jest najlepiej poprowadzony - Aldis, młoda pomocnica w domu wychowawczym, nienawidzi swojej pracy, ale marzy o wielkim świecie. Odkłada każdą zaoszczędzoną koronę, by móc uciec z tego miejsca i zamieszkać w Reykjaviku. Jej praca polega na monotonnym sprzątaniu po chłopcach i szefostwie z piekła rodem. Ogromne poczucie niesprawiedliwości i smutek, połączony z naiwnością, wyzierają z tej części powieści, kładąc cień na drugiej nici fabularnej, którą ma się ochotę omijać, by czytać tylko o wydarzeniach w Krókur. Bo sprawy teraźniejsze niewiele wnoszą, choć to one niosą palmę pierwszeństwa w fabule. I tak, jak wątek samotnego ojcostwa został przedstawiony w sposób porządny, tak pozostałe wątki wydają się nieco niedopracowane. Yrsa Sigurðardóttir momentami wręcz popłynęła w odmęty fantastyki, wprowadzając do historii niewyjaśnione szepty i niewidzialne duchy, które nie miały absolutnie żadnego usprawiedliwienia w fabule i zostały ostatecznie bezceremonialnie zignorowane przez samą autorkę, która nie raczyła ich w końcu wyjaśnić. A nie zapominajmy, że "Niechciani" to powieść kryminalna, nie grozy. I te elementy horroru zamiast wzmacniać napięcie wypadły sztucznie, a momentami wręcz śmiesznie - w końcu cichy śmiech z opustoszałego zsypu na odpady może straszyć, pod warunkiem, że czytamy opowieść o duchach, a nie racjonalną, opartą na poszukiwaniu faktów historię detektywistyczną. I choć wiem, że Yrsa właśnie tym się wsławiła - umiejętnością dodania niewytłumaczalnego napięcia z tytułu lekkich wstawek horrorowych - to tutaj było to wyjątkowo nieudolne. Choć w "Statku śmierci" elementy strachu były dla mnie fenomenalne, tak tutaj nieco mnie rozczarowały. Nie czułam ani lęku, ani grozy, raczej irytację i lekkie rozbawienie. 
Pomimo tych kilku wad muszę jednak oddać autorce sprawiedliwość - poruszyła ważny temat społeczny - wykluczenie. Ukazała, że umiejscowienie ośrodka dla trudnych chłopców na odludziu jest również metaforycznym nawiązaniem do miejsca tych dzieciaków w społeczeństwie; społeczeństwie, które odwraca wzrok. Niezbyt chlubne praktyki właścicieli ośrodka, brak podstawowej edukacji, zmuszanie do pracy i pozbawienie dzieciaków rodzinnego ciepła nie interesowały nikogo z zewnątrz. Ośrodek wychowawczy mógł istnieć i funkcjonować dokładnie tak, jak chcieli tego wyprani z uczuć właściciele. I tylko tragedia, która nastąpiła i którą bada Ódinn raptem 40 lat później, pozwoli na to, by wszelkie grzeszki wyszły na jaw. Aspekt psychologiczny jest zatem najmocniejszą stroną tej powieści, jak i samej autorki, która potrafi wydobyć z człowieka to, co w nim najgorsze. 
Reasumując, nowa powieść Yrsy nieco ostudziła mój zapał, choć nie mogę powiedzieć, że "Niechciani" to książka zła. Absolutnie nie. To książka przeciętna. Ani dobra, ani zła, dość nijaka, ale na coraz chłodniejsze, jesienne wieczory może być strzałem w dziesiątkę. Yrsa potrafi pisać, potrafi wzruszyć, z jej opowieści wyziera spora wrażliwość, choć przedstawiana zostaje w rzeczowy, pozbawiony przesady sposób. Tym razem jednak mnie nie porwała, a jedynie uprzyjemniła mi czas bezrefleksyjną rozrywką. Mam jednak cichą nadzieję, że pozostałym jej powieściom bliżej do genialnego "Statku śmierci", niż przeciętnych "Niechcianych". 

Niechciani [Yrsa Sigurdardóttir]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz