Twardzielka, Mariusz Zielke


"Krew w newsach ma barwę drukarskiej farby. Pachnie tylko atramentem, nie powoduje omdleń i wymiotów, a jedynie pusty śmiech i radość tłumu. Przyciąga, prowokuje, ciekawi"


Jaki kraj, taki show-bussiness, można powiedzieć. Polskim elitom politycznym daleko do Waszyngtonu, finansistom daleko do Wall Street, naszym pięknym dziewczętom daleko do modelek Victoria Secret. Czy na pewno? Dla zwykłego, szarego człowieczka te drzwi do luksusów, blichtru, ciemnych interesów, obłudy i zepsucia są zamknięte na amen. Nawet dziurkę od klucza zaspawano, a to, co serwują nam brukowce, to jedynie ochłapy, rzucane od niechcenia tylko po to, by utrzymać nasze wrodzone podglądactwo przy życiu. Nie mamy wglądu w ten świat, to media i wyższe sfery manipulują tymi bezwartościowymi informacjami, którymi zarzucają nas telewizja, kiepskie gazety i portale internetowe. Mariusz Zielke spróbował nam uchylić rąbka tej zasłony, za którą ukrywają się ci, co tym wszystkim kierują - zajrzał do stolicy wyimaginowanego przez prosty lud piękna i wydobył z niej brud. Nawet, jeśli to, co nam zaserwował w "Twardzielce", to pic na wodę, to nie można mu odmówić odwagi i brutalnej, bezkompromisowej pomysłowości.

"Łzy często zamieniają się w perły, a grymasy w uśmiechy. Wystarczy odpowiednia suma na koncie" 

Sześć zaginięć, pięć trupów. Śliczne dziewczęta zmieniły się w worki zapuchniętego, zakrwawionego mięsa. Nadkomisarz Rodzki nieśmiało wysnuwa tezę, że oto w Polsce grasuje seryjny morderca. Mało prawdopodobne? To nie USA, panie Rodzki. To też nie serial policyjny. To smutna, ponura i szara polska rzeczywistość. Zbieg okoliczności nie wystarczy, byś się pan mógł poczuć niczym Will Graham.
Taki stosunek do tego wszystkiego ma porucznik Lisicki. No, mniej więcej. W końcu ABW nie chce smrodu. A taka afera zasmrodziłaby całą śmietankę towarzyską, łącznie z prominentnym politykiem, którego syn jest zamieszany w śmierć jednej z dziewcząt. Po co się narażać opinii publicznej, jeśli wszystko można zataić? Lepiej wyciągnąć z psychiatryka pewną niebezpieczną kobietę, ładnie ją ubrać i wysłać pod przykrywką do agencji spełniającej marzenia każdego faceta. Kobieta jest twardzielką, poradzi sobie...
Twardzielka ma za zadanie wejść w środowisko zepsutych, absurdalnie bogatych i wpływowych ludzi. Ma być luksusową dziwką. Ma inwigilować środowisko i odnaleźć zabójcę kobiet. Bułka z masłem. Marchewką na kiju zostaje Olga, ukochana przyjaciółka Mariki, szósta zaginiona. Twardzielka musi sobie poradzić, przecież nie takie rzeczy już przechodziła - o molestowaniu seksualnym i przemocy wobec kobiet wie przecież sporo. Mając długie, mroczne cienie we własnej przeszłości z pozorną łatwością wejdzie w skórę kogoś innego po to, by uratować jedyną osobę, którą kiedykolwiek kochała. O ile nie jest jeszcze za późno.

"Cały polityczno-finansowo-show-biznesowy syf w jednym miejscu, ale to ja jestem tutaj kurwą"

Zielke popłynął. Zaserwował nam z pozoru prostą, wydumaną historyjkę, nie bojąc się absolutnie niczego. W zawoalowany sposób dorzucił do swojej powieści znanych z prawdziwego życia celebrytów - jeśli czytasz Pudelka, z pewnością się połapiesz, kto jest kim - ot tak, by dodać nieco pikanterii do i tak mocno pikantnej powieści. Seks, pieniądze, wyższe sfery - to wszystko po to, by udowodnić coś, co i tak wiadomo. To pieniądz daje władzę, to pieniądz rządzi tym światem.

Mariusz Zielke
"Twardzielka" to powieść na jedno popołudnie. Góra dwa. Nie ma tu miejsca na czczą gadaninę i na podziwianie widoków. Zielke konsekwentnie trzyma się założonej linii fabularnej i krok po kroku prowadzi nas do rozwiązania, kilkakrotnie myląc tropy, by nie było zbyt nudno. Psychologia postaci, choć momentami kuleje, pozwala nam dobrze poznać naszych bohaterów. Niektóre czyny zdają się mało logiczne, ale hej, nie każdy ma doświadczenie w przenikaniu do tak hermetycznego środowiska, jakim jest świecznik polskiego show-bizu. Język powieści, dostosowany do opisywanych realiów, bywa mocny i dosadny - pospolita "kurwa" pojawia się wyjątkowo często. Zielke nie owija w bawełnę, nie stosuje ckliwych eufemizmów - nazywając rzeczy po imieniu popełnia męską, bezlitosną prozę, która może odrzucić wielbicieli udelikaconych frazesów i elokwencji rodem z audycji profesora Miodka. Niemniej język - choć kolokwialny - doskonale współgra z fabułą, czyniąc tę nędzną, podłą literacką rzeczywistość znacznie bardziej wiarygodną.

"Twardzielka" to bezkompromisowa opowieść łącząca w sobie cechy zarówno powieści detektywistycznej, jak i sensacyjnej. Czyta się ekspresowo, pomimo tego, że autor dotyka trudnych tematów - widocznie Zielke posiada umiejętność przyjemnego gawędzenia o makabrze, co nie jest znowu takie rzadkie. Całość spięta jest trudną do rozwikłania zagadką, a czyny, których dopuszczają się premierzy i inni wysoko postawieni Polacy - wywołują pewien rodzaj refleksji.
Jeśli tak wygląda polski show-biznes, to cieszę się, że nie biorę w nim udziału. Wystarczy mi trochę Karoliny Korwin-Piotrowskiej od czasu do czasu (tej prawdziwej, nie zakamuflowanej w powieści) i "Twardzielka". Może nie jest to powieść, którą mogłabym zaliczyć do literatury wysokiej, ale zdecydowanie jest to rzecz warta uwagi. Powinna się spodobać osobom poszukującym brudu w książkach, lubującym się w interesujących zagadkach kryminalnych podanych w ciekawym, soczyście męskim sosie pełnym brawurowych zwrotów akcji i podwórkowej łaciny. Dobra, męska proza.

Nie polecam: czytelnikom wrażliwym na estetykę językową, poszukującym poetyckości i poprawności politycznej 
Polecam: wielbicielom mrocznych kryminałów z dystansem 

Twardzielka
Mariusz Zielke
Wyd. Akurat 2014

Twardzielka [Mariusz Zielke]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz