Zaginiona dziewczyna, Gillian Flynn


"Co sobie myślisz, Amy? Jak się czujesz? Kim jesteś? Co sobie wzajemnie zrobiliśmy? Co zrobimy?"

Bywają takie książki, o których chce się powiedzieć "wspaniała", bez dodatkowych wyjaśnień. Z jednej strony dlatego, że napisać cokolwiek więcej o fabule, niż pojawiło się w blurbie na okładce, przypomina pijany slalom na bosaka po Kilimandżaro, po którym ktoś rozsypał klocki lego. Jeden nieuważny krok, jedno nieuważne słowo, i bach - spoiler, nienawiść wszystkich potencjalnych czytelników, specjalny kocioł w piekle przygotowany dla tych, co zdradzają fabułę. Przygotowany dla mnie. No, tak. Będę uważać. Będę bardzo, bardzo uważać.  
Z drugiej strony - każde słowo wydaje się... nijakie. Małe. Malutkie. Bo jak opisać książkę, która porywa, całkowicie włada czytelnikiem, zmusza go do trwania przy tekście, pomimo wzywających obowiązków, burczenia w brzuchu czy nastającego świtu, zwiastującego czas wyjścia do pracy? Jak opisać intrygę, która jest zaplątana jak kłębek wełny po spotkaniu z półrocznym kotkiem? Jak opisać porywający styl, który sprawia, że kolejne strony książki przewracają się same, a po przeczytaniu całości człowiek czuje, że ma zakwasy gałek ocznych?

Tak, ten żartobliwy ton to reakcja obronna. Mówisz sobie: zrecenzuję "Zaginioną dziewczynę" i niemal natychmiast, z paniką w głosie kręcisz głową, krzycząc histerycznie "nie nie nie nie nie!". Bo nie umiem. Bo się boję. Bo Gillian Flynn tak mnie psychicznie sponiewierała, że mam ochotę zaszyć się w łóżku, zapomnieć o tej książce i spod kołdry nie wychodzić. Już nigdy. 

"Miłość bezwarunkowa to miłość niezdyscyplinowana (...), niezdyscyplinowana miłość jest katastrofalna" 

Fabuła "Zaginionej dziewczyny" jest pozornie prosta i w zasadzie zawiera się w samym tytule. Zaginęła dziewczyna. Amy. Zwyczajna, uśmiechnięta, śliczna dziewczyna. Ot tak, pewnego dnia, wyparowała. Pozostały po niej: przewrócony stolik, ślady walki w kuchni, krnąbrny kot i ukochany mąż. Mąż, który niemal natychmiast nieoficjalnie staje się podejrzanym - tak, znamy te historie, przecież to zawsze jest mąż. Nick, choć sam skrywa sporo brzydkich sekretów, w tym wypadku wydaje się niewinny. Ale z drugiej strony - przecież wszystko w tej sprawie się wydaje. Wydaje się, że odbyła się walka, wydaje się, że stało się najgorsze, wydaje się, wydaje, wydaje. A z trzeciej strony - nie ma ciała, nie ma zbrodni; nie ma żądania okupu, nie ma porwania. Co się zatem stało z Niezwykłą Amy? Co się stanie z Nickiem? Co się, do jasnej cholery, wydarzyło i, co gorsza - co się jeszcze wydarzy?

Spróbuję metody od ogółu do szczegółu. Zacznę od przepięknego wydania, ojej, to jest naprawdę przepiękne wydanie. Twarda oprawa, grubaśna książka - "Zaginiona dziewczyna" noszona w torebce mogłaby stanowić niezłą broń, lepszą nawet od gazu pieprzowego czy paralizatora. Okładka - filmowa, z Benem Affleckiem, nie lubię okładek filmowych, ale ta jest w porządku, lubię Bena Afflecka, jest przystojny, a film podobał mi się ogromnie, prawie tak, jak książka. Zatem ostatecznie uznaję, że okładka jest świetna. Całe wydanie – świetne. O filmie też napiszę za kilka akapitów.
Teraz wnętrze - pachnące, wypełnione treścią. Z początku banalna historia zmienia się w porywający, przerażający thriller, wywołujący skrajne emocje. Główni bohaterowie są dokładnie tacy, jak cała intryga - enigmatyczni, poplątani, skomplikowani, niezwykle złożeni. Nick zmaga się z nieumiejętnością odnajdywania się w trudnej sytuacji, mającej związek z jego łobuzerską aparycją; ponadto sam ma wiele tajemnic, które ukrywa nawet przed Margo, swoją siostrą bliźniaczką. Zaginiona Amy z kolei przez całe życie przeciwstawiana była Niezwykłej Amy, bohaterce serii książek dla dzieci, dzięki której jej rodzice niesamowicie się wzbogacili. Kobieta jest jednak znacznie bardziej skomplikowana, niż jakakolwiek postać z bajki... Kolejni bohaterowie, poboczni, pojawiają się w fabule głównie po to, by w niej namieszać. I to mieszają sporo! U Gillian Flynn wszystkie strzelby w końcu wypalają, to pewne. Nikt i nic nie pojawia się w tej powieści przypadkowo.
Konstrukcja postaci sprawia, że z niedowierzaniem zmieniamy opinię o naszych bohaterach aż trzykrotnie w ciągu czytania, i to ze skrajnej sympatii i zrozumienia do ekstremalnej nienawiści. I to jest chyba największą zaletą "Zaginionej dziewczyny" – poza, co logiczne, samą intrygą, reakcje czytelnika wywodzące się ze skąpego wydzielania psychologii postaci bywają doprawdy dość kuriozalne. Dowodzi to tylko temu, jak szybko wydajemy osąd o ludziach i temu, jak bardzo możemy się pomylić. Nasze nastawienie zmieni się tyle razy, że w końcu sami poczujemy się zagubieni i zdezorientowani - choć, prawdę powiedziawszy, wydaje mi się, że na końcu i tak wszyscy będziemy stali po tej dobrej stronie. Czego nie można powiedzieć o bohaterach…
Treść powieści biegnie dwutorowo - poszczególne dni następujące po zaginięciu Amy, przedstawione z perspektywy Nicka, przeplatają się z zapiskami z dziennika kobiety. Wpisy z pamiętnika niejako uzupełniają wersję męża, ukazując związek Dunne'ów od dnia ich poznania się aż do dni poprzedzających zaginięcie. Te retrospekcje, wespół z równoległym piekłem, które przeżywa teraz Nick, to tylko początek wspinaczki na tę fabularną górę - górę, z której czytelnik za moment spadnie na łeb, na szyję, bo wszystko, czego się dowiadujemy w części pierwszej i osąd, który wydajemy, w części drugiej zostają brutalnie skonfrontowane z nowymi, zaskakującymi faktami. Zaś w tak zwanym "międzyczasie" dostajemy całą gamę rozmaitych kwestii socjologicznych - Flynn doskonale odwzorowała reakcje społeczne, medialne manipulacje i ludzkie przywary, sprawiające, że w grupie zawsze jest na tyle raźno, że można bez zastanowienia, owczym pędem, wydawać osądy, pomawiać i obrzucać błotem ludzi będących akurat na językach. W "Zaginionej dziewczynie" mamy ukazaną stereotypową Amerykę - kraj, w którym ludzie wydają wyroki śmierci, siedząc przed telewizorem z piwem w ręku, a w którym - jednocześnie - dziesiątki ludzi bezinteresownie rusza na poszukiwania obcej im osoby. Osoby gloryfikowanej skądinąd tylko poprzez fakt, iż zaginęła. 

"Zaginiona dziewczyna" to mocno działający na wyobraźnię thriller psychologiczny, i to najlepszego sortu. To powieść, która psychicznie wykańcza, dając czytelnikowi niesamowitą satysfakcję. Takie książki lubię: psychothrillery naprawdę mocno i dobitnie działające na psychę. Powieści nie pozostawiające czytelnika obojętnym. Wbijające się kantem w podświadomość, przerażające, a jednocześnie chwiejące poczuciem bezpieczeństwa czytelnika i zadziwiające swoim geniuszem; zmieniające nasz stosunek do bohaterów i opowiadanej historii kilkakrotnie, przez co nieustannie zaskakują i stanowią rewelacyjną rozrywkę - zarówno intelektualną, jak i emocjonalną
Adaptacja filmowa jest stosunkowo wierna powieści, a nominacja do Oscara dla Rosamund Pike - odtwórczyni roli Amy - całkowicie uzasadniona. Jestem, tak generalnie, ogromną fanką Davida Finchera, więc i tym razem byłam ukontentowana jego dziełem. Osobiście jednak przestrzegam przed oglądaniem filmu nim przeczytacie książkę - nie psujcie sobie tej historii, najpierw łapcie za książkę. Film niech będzie jej uzupełnieniem, nie odwrotnie. 

Reasumując, "Zaginiona dziewczyna" to kawał dobrego thrillera. I świetny poradnik dla żon... Ku przestrodze, dla rozrywki, dla wzrostu ciśnienia – przeczytajcie.  



Zaginiona dziewczyna
Gillian Flynn
Burda 2014


Zaginiona dziewczyna [Gillian Flynn]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz