Noc ślepowrona, Adam Brookes


"Proszę przekazać również... (...) Proszę powiedzieć, że ślepowron znów się wyprawił na nocne łowy"

Więzień 5995 ucieka ze świetnie chronionego obozu karnego. Udaje mu się to, gdyż ma niezwykłe umiejętności - Fistaszek, bo taki nosi pseudonim Li Huasheng, dwie dekady temu był szpiegiem. Teraz, gdy uda mu się przedostać do Pekinu, będzie musiał skontaktować się na powrót z brytyjskim wywiadem, a pomóc mu w tym może jeden człowiek - Philip Mangan, reporter śledczy, od środka badający rzeczywistość współczesnych Chin. Fistaszek jest w posiadaniu tajnych informacji, które pomogą mu wydostać się z kraju, ale które jednocześnie mogą ich obu skazać na bezimienną, straszną śmierć.


Pekin - miasto kontrastów, pozorów i... inwigilacji

             "Noc ślepowrona" to powieść szpiegowsko-sensacyjna z wartką akcją i zawierająca dużą dawkę wiedzy na temat sytuacji w Chinach. Mocno zapętlona fabuła, łącząca w sobie zarówno kwestie społeczno-polityczne, tyranię, ludobójstwo i parę innych odważnych tematów stanowi równocześnie miejsce zetknięcia się kilku spośród największych i najbardziej enigmatycznych - przynajmniej z punktu widzenia laika - służb specjalnych świata. W jednej powieści spotyka się CIA, SIS i chiński wywiad, jak również inne tajne i groźne organizacje. Sporo tego, jak na jedną książkę, ale tematyka dość mocno odstaje od znanych nam motywów, bowiem chińskie służby specjalne nie bywają zwykle tak silnie eksploatowane w literaturze, jak choćby CIA czy MI6. Ten poniekąd innowacyjny wątek dodaje powieści atrakcyjności i intryguje, toteż fani historii szpiegowskich, a zwłaszcza Gabriela Allona, powinni się tą pozycją zainteresować. Nie bez powodu przytaczam tutaj nazwisko asa izraelskiego wywiadu, gdyż podobnie jak u Silvy występuje tutaj kwestia bezpieczeństwa narodowego - czy nawet światowego - o naprawdę ogromnym kalibrze, a choć bohaterowie nie mają w sobie wiele z Allona, to samo dążenie do prawdy, nagromadzenie spisków i ujawnienie niewyobrażalnych i niedostępnych dla szarego obywatela tajemnic mogą przywodzić na myśl tamte pokręcone i arcyodważne fabuły. Do końca właściwie nie wiadomo, kto kogo śledzi, komu na czym zależy i jakie grozi bohaterom niebezpieczeństwo, ani również skąd Fistaszek zdobył informacje, które posiada i komu na nich zależy.

                W kwestii kreacji bohaterów niewiele można powiedzieć poza tym, iż są przyzwoite. Sam Fistaszek jest słabo opracowany, przypomina ducha, jednak wbrew pozorom bynajmniej nie jest to atutem, gdyż w tym wypadku lakoniczny opis bohatera nie wynika z enigmatyczności fabuły i próby wprowadzenia tajemniczości do i tak tajemniczej opowieści szpiegowskiej, ale wydaje się być po prostu niedopatrzeniem. Miałam wrażenie, że autor, położywszy największy nacisk na przebieg wydarzeń i poplątaną aferę, kreację postaci odwalił po łebkach. I owszem, przy tego rodzaju historiach bohater często bywa drugorzędny, wypierany przez zawrotną akcję, a jednak mimo wszystko trzeba chociażby te kontury zarysować na tyle porządnie, by czytelnik wiedział, skąd bohater się wziął i o co mu właściwie chodzi. Przeszłość Fistaszka, choć niekiedy przypomina tragiczne losy Oldboya z południowokoreańskiego filmu zemsty, nie fascynuje, nie poraża; czytelnik szybko traci współczucie i jakąkolwiek więź z tym bohaterem. Ostatecznie jego działania zdają się nielogiczne, a przynajmniej słabo umotywowane. Czegoś tu zdecydowanie zabrakło.
Philip Mangan jest opracowany nieco dokładniej, acz i tak zdaje się wciąż papierowy, niedoskonały, momentami sztampowy; ot, dziennikarz goniący za sensacją, który znajduje się w bardzo kiepskim położeniu. I właściwie niewiele więcej można o nim napisać. Jest postacią mającą do wykonania pewne zadanie i niewiele poza tym. Brakuje tu nacisku na rozterki moralne czy przemyślenia egzystencjalne, bo - choć oczywiście są, to zostały podane mało wiarygodnie. Zbagatelizowano ogromny potencjał kryjący się w tej postaci, nie wykorzystano w pełni możliwości, które pozwoliłyby na stworzenie mocnej warstwy dramatycznej czy psychologicznej, dylematu, pozwalającego czytelnikowi utożsamić się z Philipem i poczuć jego strach, niepewność, dezorientację. Mangan, odważny, wręcz śmiały reporter, narażający swoje życie dla dobrego artykułu, mógłby wnieść do tej historii znacznie więcej.

            Szantaże, skomplikowane układy, sieci wysoko postawionych agentów, kody, szyfry i wszystko to, co zawiera w sobie każdy szanujący się film o Bondzie, plus zgraja chińskich dziwek i typów spod ciemnej gwiazdy dają w efekcie książkę nietuzinkową, aczkolwiek niedoskonałą. Brakowało mi kilku elementów, bez których ani rusz przy rozkochaniu czytelnika - lepszej kreacji postaci i nieco klarowniejszego finału. "Noc ślepowrona" kończy się bowiem niejasno, zdaje się, że zbytnie nagromadzenie złych ludzi i jeszcze gorszych ludzi należących nie wiadomo do jakiej formacji i pojawiających się w powieści jak za pośrednictwem magicznej różdżki - bez jasnej genezy i wprowadzenia - wywołują chaos i wrażenie przytłoczenia. To zakończenie było zdecydowanie zbyt pospieszne i dlatego straciło na wartości, nie poruszyło, nie wprawiło w osłupienie. Pomimo tych niedociągnięć powieść ma swoje momenty, kilka elementów dopracowanych, wartych uznania. Podobały mi się liczne odniesienia do historii Chin i wplątanie elementów obecnej polityki tego kraju, obnażenie bolesnych i trudnych aspektów związanych z chińską rzeczywistością. Jednocześnie autorowi udało się uchwycić tę nieco egzotyczną atmosferę Chin, która dla Europejczyka wydaje się wręcz kuriozalna, momentami odpychająca, czasem pociągająca - ale nigdy nie pozostawia go obojętnym. Ja osobiście nie jestem jakąś wielką entuzjastką Dalekiego Wschodu, ale lubię powieści sensacyjne - i jak dotąd w tych "klimatach" poznałam ledwie kilka książek (w tym "Kamienną małpę" Deavera). Opisana w "Nocy ślepowrona" rzeczywistość była dla mnie jednak na tyle oryginalna i obca, że nie do końca "poczułam" tę historię, autor nie wprowadził mnie w fabułę tak dobrze, bym poczuła się w niej swobodnie. Mogę zatem uznać, że pod względem przebiegu akcji 2/3 powieści stoi na wysokim poziomie, natomiast 1/3 - a dokładnie zakończenie - oraz warstwa psychologiczna głównych bohaterów leży i kwiczy. Szkoda, bo przez to ostatecznie książka plasuje się jako bardzo przeciętna, choć miała predyspozycje do świetnego dzieła. Zasadniczo "Noc ślepowrona" dobrze się czyta, ale... Mogło być lepiej.

Adam Brookes nie do końca wykorzystał potencjał tej historii, chciwe nagromadzenie wątków i zbytnia nadgorliwość w połączeniu z nieudolnym zawiązaniem fabuły świadczą o tym, że autor powinien był albo rozpisać, albo skrócić swoją opowieść. Wiele zalet zostało niejako wyrównanych wadami, przez co w rezultacie mamy opowieść środka. Co jednak - jak na debiut - jest godne uznania. Generalnie uważam, że Brookes, podobnie jak jego debiutancka historia, skrywają w sobie ogromny potencjał. "Noc ślepowrona" ten potencjał już zaprzepaściła, ale autor może swój jeszcze wykorzystać. Dobry warsztat wespół z ułańską fantazją i dobrym researchem to niezłe karty, dzięki którym - na początku - można sporo ugrać. Liczę na to, że autor pozwoli sobie samemu na rozwój. Z chęcią dam mu się zaskoczyć w kolejnych powieściach i mam nadzieję, że mnie ponownie nie zawiedzie.



  "Noc ślepowrona"
Adam Brookes
wyd. Muza S.A. 2015


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz