BRAMA - numer pierwszy



Przekroczcie Bramę wyobraźni i weźcie głęboki wdech. Świat mrocznej fantastyki czeka na Was - Redaktor Naczelny, Paweł Kwiecień

I bach, jest już pierwszy numer nowego czasopisma poświęconego szeroko rozumianej grozie i fantastyce. Po numerze zerowym, który był niejako odcinkiem pilotażowym, nadszedł czas na produkt ostateczny, profesjonalny, zapięty na ostatni guzik. Teoretycznie. Bowiem jak tylko wyszedł numer zerowy, twórcy zwrócili się do czytelników z prośbą o ocenę i uwagi. I wierzcie mi, to nie było takie pitu-pitu, chwyt marketingowy, żeby pokazać, jak bardzo twórcy są otwarci na sugestie, a tak serio to spier...cie, bo my wiemy lepiej i zrobimy po swojemu. Plusem ogromnym jest to właśnie, iż panowie - Seba Sokołowski i Paweł Kwiecień - przyjęli do wiadomości wszystkie uwagi malkontentów, złośliwców i cwaniaczków i nastawili drugi policzek, po czym bez dyskusji zabrali się do roboty. Numer pierwszy ostatecznie wypadł o niebo lepiej, niż zerówka, i choć nie brak tu niedociągnięć czy błędów, to i tak jest to mega pozytywna odmiana i zdecydowany krok naprzód. 

Wrażenia z lektury pierwszego numeru BRAMY są ogólnie pozytywne. Oto i moje spostrzeżenia:

Wygląd & kwestie techniczne

W porównaniu do numeru zerowego - wow! Pod względem wizualnym jest - po raz kolejny zresztą - wręcz orgazmicznie, bowiem już na starcie dostajemy prze-cu-do-wną!!! okładkę. Tym razem autorem jest Peter Stanimirov, a grafika okładkowa może być znajoma wielbicielom Stephena Kinga (to motyw z jednego z wydań 'Miasteczka Salem'). Taka oprawa to zwiastun wysokiego poziomu wnętrza, obietnica doskonałości, czyż nie? No, to się jeszcze okaże. Niesłychanie podobają mi się zmiany pierwszej strony, stopka redakcyjna, spis treści i słówko od Naczelnego wyglądają zdecydowanie bardziej profesjonalnie. Tło opowiadań jest reader-friendly, więc oczy nie krwawią po przeczytaniu dwóch stron, zaś obrazki znacznie ładniejsze, o większej rozdzielczości. Generalnie całokształt przedstawia się mniamuśnie. Wyłapałam kilka drobiazgów, o których nie warto nawet wspominać - wszelkie byki z pewnością będą eliminowane w toku tworzenia kolejnych numerów, zaś póki co te niedociągnięcia zbliżają BRAMĘ wciąż bardziej do fanzina, niż profesjonalnego czasopisma.  

Z lewej - pierwsza strona numeru zerowego
Z prawej - pierwsza strona numeru pierwszego

Treść

Tematem numeru, jak nietrudno się domyślić, są wampiry. I, na szczęście, to wampiry klasyczne, nie lśniące brokatem nastolatki. Krwiopijcy nie pojawiają się jednak w każdym tekście, jedynie w kilku - co z kolei przywodzi na myśl wielkie pisma, które kupujemy w kiosku. Pamiętać należy, że BRAMA nie jest antologią, jest czasopismem - nie liczcie więc na to, że dostaniecie 100% wampira w wampirze, tfu! w tekście. Za to te artykuły, które zostały poświęcone tym uroczym istotom, są naprawdę na wysokim poziomie zarówno merytorycznym, jak i literackim. Mamy tu nazwiska, które pojawiły się już w numerze zerowym - a konkretnie Annę Dymną ("Wampir klasyczny" - najlepszy tekst analityczny numeru) i Jana Gruszkę ("Drakula - narodziny legendy"). O wampirach napisała też Alicja Rivard ("Krwawe opowieści"). Tyle o krwiopijcach w kontekście literaturo- i kulturoznawczym. I wystarczy. Temat z pewnością nie został wyczerpany - brakowało mi chociażby wampira filmowego i wampira w kontekście kryminalnym - ale można się tematem nasycić. 


Obok tekstów dokumentalnych mamy opowieści fabularne i tu, podobnie jak w numerze zerowym, jest różnie. Nie będę opisywała każdego opowiadania - powiem tylko, że najlepsze teksty należą do autorów wymienionych na okładce. Piotr Kulpa popełnił świetną opowieść o nawiedzonej... szafie, niezwykle klimatyczną; Wojtek Gunia - historię najlepszą pod względem warsztatowym; Agnieszka Kwiatkowska - fajną, klasyczną opowieść kojarzącą (mi) się z prozą Poego, a Jarek Turowski - historię z przewrotną, dość zabawną (acz makabryczną) końcówką. Reszty tekstów mogłoby spokojnie nie być. 


Poza tym mamy jeszcze tekst Pauliny Rzeszutek o wampiryzmie w Magic the Gathering, opis gry "Pokój 25" autorstwa Agnieszki Pileckiej krótki komentarz Ryszarda Brzezińskiego na temat ostatnich hitów kinowych i felieton Pawła Metei. Odnośnie tekstów mojej imienniczki oraz Agi Pileckiej nie mam zdania, gdyż nie grywam w gry; Brzeziński podobał mi się bardziej w numerze zerowym, gdy komentował "Hobbita", a tekst Pawła Matei jest... błyskotliwy i na zakończenie pasuje idealnie. 

Ocena ogólna: 4/6



Reasumując, BRAMA nr 1 jest znacznie lepiej przygotowana pod względem wizualnym. To ładne, zgrabne czasopismo, wydrukowane na porządnym papierze. Boskie grafiki Stanimirova to mistrzostwo świata i warto je mieć pod ręką. BRAMA jest pozycją wartą swojej ceny. Natomiast odbiór treści we wnętrzu to już przecież kwestia subiektywna, prawda? 
Sądzę, że każdy znajdzie tu coś dla siebie. Osobiście winszuję i życzę BRAMIE powodzenia - oby z każdym kolejnym numerem było lepiej, zarówno pod względem jakości opowiadań, jak i jakości czasopisma ogółem. Gołym okiem widać różnicę, widać poprawę - zacieram rączki na drugi (trzeci?) numer i mam nadzieję, że z czasem publikacja tekstu w BRAMIE będzie prawdziwym wyróżnieniem - co wyjdzie jej jakości na plus i z czasem gazetka ze Szczecinka określana będzie jako prestiżowy magazyn specjalistyczny, krytyczno-literacki, informacyjny i rozrywkowy. Wydaje mi się, że wszystko zmierza w dobrym kierunku. Osobiście polecam.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz