Lęk pierwotny, Jonathan Nasaw


„W takim razie mam dla ciebie radę – nie lekceważ tego gościa. Oryginalna nazwa psychopatii to manie sans delire, czyli ‘obłęd moralny’. Może być pieprznięty jak diabli, ale jego umysł jest co najmniej tak jasny i skupiony jak twój"

Pomyśl o tym, co cię przeraża najbardziej. Szczury? Karaluchy? Oślizgłe węże, pełzające z cichym sykiem, wysuwające rozdwojony na końcu jęzor i patrzące na ciebie tymi paskudnymi oczami pozbawionymi powiek? A może boisz się, że coś ci się może stać, że nagle oślepniesz albo ogłuchniesz? Stracisz władzę w rękach? Niezależnie od tego, co wywołuje w tobie paniczny lęk – przedmiot, zjawisko, zwierzę - wyobraź sobie, że obiekt twojego strachu zewsząd cię otacza. Oblegają cię szczury, chodzą po tobie karaluchy, słyszysz wrzask ptaków, nietoperze wplątują się w twoje włosy, a ty nie możesz się przed tym ukryć. To, czego bałeś się najbardziej w świecie, jest na wyciągnięcie ręki, a ty nie możesz uciec. Jak myślisz – jak długo będziesz się bał, nim szaleństwo przyniesie ci wreszcie ukojenie? Nim słodka śmierć wyrwie cię z łap grozy? Które omdlenie okaże się tym ostatnim?

Czy w ogóle można umrzeć ze strachu?

Jonathan Nasaw, twórca osławionego psychothrillera „Dziewczyny, których pożądał”, otwierającego serię z agentem Penderem w roli głównej, nie bawi się w delikatność. Dawno nie czytałam powieści o seryjnym mordercy, która by mogła dumnie nosić na okładce porównanie do książek Thomasa Harrisa. Hannibal Lecter jest (i będzie) jedyny w swoim rodzaju, ale psychol stworzony przez Nasawa jest naprawdę nieźle porąbany. Mało tego, jest w tym swoim obłędzie dość wiarygodny, i choć fabuła „Lęku pierwotnego” jest wyjątkowo pokręcona, to absolutnie spełnia wymogi gatunku, stanowiąc jednocześnie kawał świetnej rozrywki. Przy tak mocno oddziałujących na psychikę i wyobraźnię opowieściach kwestie prawdopodobieństwa odchodzą na bok, ale z drugiej strony w Stanach działy się znacznie bardziej dziwaczne rzeczy, czyż nie?


Lęk jest sprawą bardzo subiektywną. Boimy się różnych rzeczy i zjawisk, ale zazwyczaj strach ten jest na tyle umiarkowany, że nie przeszkadza w codziennym życiu. Bynajmniej, lęk bywa pomocny – bojąc się bólu, nie wkładamy ręki do tostera, bojąc się o kogoś – wykupujemy ubezpieczenie i tak dalej, strach stanowi motor do działania, chroniący przed niebezpieczeństwem, trzymający nas w ryzach i motywujący. Ale czasami lęk może przybrać znacznie większe rozmiary, niż zwykły strach przed dzikimi zwierzętami czy przed zakapturzonymi nieznajomymi wieczorową porą. Czasami lęk obezwładnia, przejmuje kontrolę, paraliżuje – i wówczas nazywamy go fobią.

To naprawdę zaskakujące, jak wiele jest różnych fobii.

A człowiek, ogarnięty fobią, w sytuacji, w której staje oko w oko z obiektem tejże fobii, może mdleć, krzyczeć, bać się tak strasznie, że nie jesteśmy sobie w stanie tego wyobrazić. Jako uczucie subiektywne, lęk przybiera różne formy, a lęk fobiczny przyjmuje formę najbardziej atawistyczną. Pierwotną. Niektórzy psychiatrzy twierdzą, że najlepszym remedium na wszelkie fobie jest zmierzenie się ze swoim lękiem. Człowiek z lękiem wysokości powinien skoczyć na bungee, człowiek bojący się piwnic powinien spędzić jedną noc pod ziemią. Nie jestem psychiatrą i nie wiem, czy taka terapia szokowa rzeczywiście coś daje, czy lepiej pokonywać lęki stopniowo, kroczek za kroczkiem, schodek za schodkiem.
Główny antagonista powieści Nasawa stosuje u swoich ofiar terapię szokową, jeśli tak można nazwać porwanie, przetrzymywanie i szczucie obiektem fobii. Ten wyjątkowo odrażający typek karmi się… strachem. I choć jak każdy typowy seryjny morderca miewa okresy działania i spoczynku, tak ostatnimi czasy następuje swoista eskalacja tego pierwszego. Głód psychopaty zdaje się nieskończony…

Ed Pender, (prawie) emerytowany agent FBI, otrzymuje od Dorie Bell list. Kobieta, cierpiąca na dziwaczną fobię (boi się masek) zauważyła, iż kilka osób poznanych na konferencji poświęconej fobiom popełniło samobójstwo w dość niespodziewany sposób. Jest przekonana, że to nie przypadek, a rzekome samobójstwa to dzieła seryjnego mordercy. Pender postanawia zlecić zbadanie tej sprawy nowej koleżance w Wydziale Łączności, Lindzie Abruzzi. Sprawa, która z początku wyda się jedynie zbiorem koincydencji, okaże się najważniejszą w karierze Abruzzi, gdyż morderca, którego tożsamość poznajemy w jednym z początkowych rozdziałów, to drapieżnik, karmiący się ludzkim strachem. Inteligentny, wyrafinowany, odrażający sadysta nie cofnie się przed niczym, by dostać to, czego pragnie. Obcięcie powiek? Nie ma sprawy. Obdzieranie ze skóry? Jasne! I, jak to zwykle bywa w thrillerach, rozpocznie się pełen napięcia dramatyczny wyścig z czasem.

Nasaw nie poskąpił swoim bohaterom głębi. Nasz antagonista to szpetny, makiaweliczny typ o niezwykle ciekawych zainteresowaniach. Tymi bezeceństwami nawet Lecter by się nie powstydził, choć Hannibal jest, oczywiście, o całą klasę wyżej. Pomimo tego i tak mamy tu do czynienia z niezłą bombą. Morderca Nasawa nie posiada wielkiej charyzmy, ale ma w sobie solidną cząstkę zła, perfidii i abominacji, czyniącą z niego imponujący szwarccharakter. Główny protagonista, agent specjalny Pender, to z kolei całkiem niezły śledczy, ale szczerze? Tutaj brakuje mu ikry, wydał mi się jakiś taki… rozmemłany. Znudzony. Mało skuteczny? Może. Trudno to określić. Wydaje mi się, że zabrakło mi jakiegoś małego, subiektywnego wrażenia, szczypty tego „czegoś”. Bywa i tak. Zdecydowanie bardziej spodobała mi się kreacja głównej żeńskiej postaci, Lindy Abruzzi, cierpiącej na stwardnienie rozsiane agentki FBI. Nasaw musi posiadać niezmierzone pokłady empatii, gdyż w tak obrazowy sposób opisuje zmagania Lindy z chorobą, że czytelnik czuje autentyczne współczucie. Generalnie jednak muszę przyznać, że żaden z bohaterów książki nie jest papierowy, jakkolwiek banalnie to brzmi, i choć Pender momentami rozczarowuje, to Dorie Bell, Linda Abruzzi, Simon Childs i kilka pobocznych postaci rekompensują słabe pierwsze skrzypce. Dobra kreacja bohaterów plus świetna warstwa psychologiczna to nie wszystko – akcja, prowadzona z kilku perspektyw, nie nudzi, suspens satysfakcjonuje, a całość można opisać słynnym powiedzonkiem Hitchcocka – „Lęk pierwotny” bowiem zaczyna się trzęsieniem ziemi, a potem napięcie wzrasta.

Reasumując, „Lęk pierwotny” to thriller psychologiczny dla ludzi o mocnych nerwach i fanów gatunku potrafiących docenić pokręcone fabuły. Sugestywne, obrazowe opisy i dosyć oryginalny pomysł wespół z przystępnym językiem gwarantują niezłą rozrywkę wielbicielom powieści Sebastiana Fitzka czy Thomasa Harrisa. Nie nużące opisy, ciekawe relacje pomiędzy bohaterami, napięcie, wymyślne tortury i błyskotliwy seryjny morderca – czego wymagać więcej od psychothrillera? Poza tym muszę przyznać, że byłam pod wrażeniem modus operandi mordercy – to lekki powiew świeżości, rekompensujący drobne wady, o których ostatecznie i tak nie pamiętam. Sądzę, że „Lęk pierwotny” wskoczy na listę najlepszych thrillerów 2015 roku – na mojej liście już jest. Nie mogę się doczekać „27 kości”, kolejnej części cyklu z agentem Penderem, a nie ma chyba lepszej rekomendacji dla serii, prawda?


„Lęk pierwotny”
[Fear Itself]
Jonathan Nasaw
FILIA 2015
Lęk pierwotny [Jonathan Nasaw]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz