Skinner, Charlie Huston



„To dar Skinnera, umiejętność sprawiania, że jest postrzegany tylko tak, jak on chce. Umiejętność doskonalona przez długie dzieciństwo spędzone za szybą, pod obserwacją oczu, które nigdy nie dostrzegły, że wychowują mordercę. Albo że wychowują na mordercę”

           Są takie książki, które wzbudzają wyjątkowo ambiwalentne uczucia. Z jednej strony czytelnik potrafi docenić kunszt autora, zgrabne sformułowania, kwiecisty język i skomplikowaną intrygę, ale z drugiej trudno mu się przekonać do czytania, nie może się wciągnąć, aż wreszcie czytanie książki niemal stanowi karę czy niezbyt lubiany obowiązek. Tak było ze mną i „Skinnerem” i, doprawdy, nie wiem dlaczego. Wszystko w tej książce jest w porządku. A jednak… coś zgrzyta.

            Skinner to nazwisko zabójcy, który przez całe dzieciństwo był trzymany przez swoich zwariowanych rodziców w zamknięciu. W teorii brak mu empatii, co pozwala mu być najcenniejszą, śmiertelną bronią w arsenale CIA (jak czytamy w blurbie). A jednak niedawno ktoś z firmy chciał go zabić. I choć ledwie udało mu się ujść z życiem, ponownie angażuje się w niebezpieczne zadanie – tym razem w ochronę nowego obiektu, inteligentnej Jae, twórcy skomplikowanych robotów szpiegowskich. Wygląda na to, że dla Skinnera to sprawa osobista, choć przecież zaprogramowano go, by takich spraw nie miał… To zadanie okaże się ostatnią szansą Skinnera na dokonanie zemsty na systemie, który go stworzył i na ludziach, którzy wpłynęli na to, kim się stał.

           Pomysł na takiego bohatera – zimnego, wyrachowanego, wyzbytego z uczuć wyższych najemnika, świetnie wyszkolonego agenta wywiadu, maszyny do zabijania – nie jest innowacyjny, a jednak mamy tutaj pewną oryginalność. Skinner w założeniu autora najwyraźniej ma być postacią intrygującą, trudną do rozszyfrowania, bezlitosną, wręcz brutalną. Jego pobudki są mgliste, a poświęcenie – godne podziwu. Wykonując zadanie zlecone mu przez mężczyznę, który mógł stać za zamachem na jego życie i który najprawdopodobniej nie żyje, z poczucia obowiązku, ukazuje swoją szlachetność, może nawet wspaniałomyślność. Ta kwestia w największym stopniu ukazuje postać Skinnera, bezwzględnego zabójcy, oddanego sprawie. Niemniej wielokrotnie brak mu konsekwencji; choć przedstawiany jako pozbawiona uczuć skorupa człowieka, narzędzie, bywa momentami melancholijny, wręcz emocjonalny. Jego stosunek do Obiektu był do przewidzenia, znamy już takie historie choćby z filmu „Bodyguard” – ale tutaj ten aspekt nie okazał się wiarygodny. Zdaje się, że taki cel przyświecał autorowi, wariacja stara jak świat – ukazanie ludzkiej twarzy zwyrodnialca, przemiana, swoista metamorfoza, miłość przenosząca góry, dodająca sił. Banał, prawdę mówiąc, choć na szczęście nie jest to jedyna linia fabularna, bynajmniej, te sprawy dzieją się gdzieś obok, niejako przy okazji, nie dominują. Postać żeńska, Jae, Disaster Robot Lady, która odnajduje to, co zgubione, to z kolei odrobinę zmarnowany potencjał; bohaterka jest znacznie ciekawsza od postaci tytułowej, a jednak pozostaje w cieniu. Genialna kobieta, żołnierz, najlepiej odnajdująca się w strefie wojny, poza nią uzależniona od leków i narkotyków, z poplątaną psychiką i fascynującym umysłem – taka postać mogłaby udźwignąć niejedną powieść. Wątek indyjski, poświęcony bosemu chłopcu mieszkającemu w biednej dzielnicy Indii, obserwującemu działania ojca-inżyniera, dodaje całej historii głębi i zagadkowości i całkiem fajnie splata się ostatecznie z główną osią fabularną. Natomiast podstawowy problem, poruszany w powieści, dotyczący cyberprzemocy i cyberterroryzmu, jest bardzo na czasie, co również wpływa na plus.

„Bezsensowna śmierć wybiera cele przypadkowo – Skinner nie”

             Powieść porównywana jest do powieści Johna Le Carre, a jej stylistyka do literatury noir – mnie odrobinę skojarzyła się z powieściami Daniela Silvy, gdyby ten spotkał się z Jamesem Ellroyem, choć jest to dalekie skojarzenie, gdyż zarówno Silva, jak i Ellroy, są w swoich gatunkach świetni, i raczej stanowią tu jedynie reprezentację danego stylu. Huston jest wyrywny, brak mu płynności, jego proza nie wciąga; technicznie rzecz biorąc wszystkie niezbędne elementy są na miejscu i są poprawne, ale wspólnie nie tworzą arcydzieła. To tak jak z ciastem – czasami pomimo skwapliwego i drobiazgowego śledzenia przepisu i tak wyjdzie nam zakalec. Hustonowi, niestety, nie wyszło; swoją drogą nazwisko autora jest tak niefortunne, że aż mam ochotę złośliwie dopowiedzieć "Huston, mamy problem", aczkolwiek ostatecznie i na domiar złego naprawdę ciężko wskazać, gdzie autor popełnił błąd. Może Charlie po prostu powinien wypracować własny styl, miast naśladować innych? 
Nie kłamiąc, czytałam „Skinnera” dwa miesiące, po kilka stron na raz, i męczyłam się okrutnie. Może to wina zmian czasów, z teraźniejszego na przeszły i przyszły, czasami bez jakiegoś logicznego powodu, może krótkie zdania, mające nadać książce dynamikę, przeplatane mocno poetyckimi frazesami, ocierającymi się o grafomanię? Nie wiem również, czy zawinił tutaj tłumacz i po prostu brak mu lekkości pióra, czy autor postawił na taką właśnie stylistykę, toporną i niekonsekwentną. A jednak nie potrafię określić konkretnych wad książki, mogę jedynie pozostawić tę kwestię niedopowiedzianą, gdyż w tym wypadku brak zachwytu nad opowieścią jest sprawą wybitnie subiektywną. Osobiście nie polecam, choć nie wątpię, że Huston znajdzie swoich czytelników.  


Skinner [Charlie Huston]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Skinner
Charlie Huston
Akurat 2015

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz