Ciemne sekrety, Michel Hjorth, Hans Rosenfeldt



"Tajemnice bardzo ciążą i trzeba je dźwigać samotnie"

         Policjanci z prowincjonalnych miasteczek zwykle nie mogą się pochwalić jakąś szczególną umiejętnością szybkiego rozwiązywania spraw, a przynajmniej tak właśnie są przedstawiani w filmach i książkach. Zresztą nic dziwnego. W miasteczkach, w których najpoważniejszym przestępstwem jest kradzież auta lub bójka pod barem, nikt nie ma przecież ambicji, by działać sprawniej, a jeśli ma - to szybko stamtąd ucieka. Ale w Vasteras gliniarze wykonują absolutne minimum i to wtedy, kiedy muszą. Takie lekkoduszne podejście sprawi, że podjęcie poszukiwań zaginionego chłopca zajmie komisarzom cały weekend. Trzy dni opóźnienia, w czasie których bardzo wiele mogło się zdarzyć.
I zdarzyło się. Zaginiony Roger znajduje się martwy. Ta sprawa, już z marszu totalnie skopana, może zostać spieprzona jeszcze bardziej - zatem szefowa miejscowej policji zapobiegawczo angażuje Krajową Policję Kryminalną. Ci spece, wespół z Sebastianem Bergmanem, policyjnym psychologiem kryminalnym i ekspertem od seryjnych morderców, są świetni w odkrywaniu tajemnic. I jeszcze lepsi w ukrywaniu ich...

         "Ciemne sekrety" to soczysty, wielowymiarowy, mroczny kryminał z solidnym tłem obyczajowym. Na pierwszy plan wysuwa się bowiem motyw relacji między bohaterami - a te relacje są, z grubsza mówiąc, niezbyt dobre - zaś śledztwo odkrywa sporo... ciemnych sekretów, po prostu. Owe sekrety nie dotyczą tylko mordercy - choć mamy tutaj zabójcę o wyjątkowo pokręconej moralności, kierującego się doprawdy dziwnymi przesłankami - ale również, a może przede wszystkim, śledczych. 
           Sebastian Bergman, gwiazda cyklu Hjortha i Rosenfeldta, to facet, którego trudno polubić. Rzadko się zdarza, by główny bohater, dźwigający na barkach trudną i skomplikowaną fabułę, był tak antypatyczny. Co jeszcze dziwniejsze, ów bohater inaczej będzie odbierany przez czytelnika w zależności od płci - kobiety mogą się poczuć uprzedmiotowione, wykorzystane, oburzone działaniem Bergmana będącego seksoholikiem, który nigdy nie dzwoni "po". Niby jest to w jakiś sposób wyjaśnione, niby są ku temu jakieś psychologiczno-dramatyczne powody, niby generalnie Sebastian to nieszczęśliwy facet, ale i tak może wkurzać. Środowiska feministyczne w każdym razie mogłyby się obruszyć. Mnie jednak nie to denerwowało - w literaturze kryminalnej sporo jest przecież kobieciarzy. Podboje Sebastiana, jego bezczelne i podstępne ars armandi, te sprawy mogą być nawet interesujące, nie bulwersujące - w końcu nikogo do niczego nie zmusza - ale od Bergmana odrzuca mnie jego wrodzona złośliwość i nadmierna pewność siebie, którą próbuje zatuszować... brak tejże. Trudno to wyjaśnić, co dowodzi tylko temu, jak dobrze skonstruowaną postacią jest Sebastian Bergman - niejednoznaczny, żywy, intrygujący, wywołujący całą gamę uczuć, łącznie z tymi negatywnymi. Świetna kreacja, naprawdę. Co zaś tyczy się pozostałych bohaterów - nie będę ich wymieniała, Sebastian całkowicie wykradł to show, i choć jego koledzy i koleżanki (choć to nadużycie) z policji to równie solidni bohaterowie, to jednak całkowicie przyćmiewa ich blask głównej postaci. Ostatecznie muszę przyznać, że bohaterów nakreślono grubą krechą, a to ważne przy historiach liczących sobie niemal 500 stron. 
             Intryga jest prosta, ale dociera się do niej powoli - to tak jakby wchodzić na bardzo wysoką górę. W linii prostej to tylko dzień marszu, ale ze względu na stromiznę trzeba iść naokoło przez dwa tygodnie. Taka jest intryga "Ciemnych sekretów". Do tego, jak już wspomniałam, mamy wybijającą się na pierwszy plan warstwę obyczajową, ale jeśli sądzicie, że tutaj jest podobnie ckliwie i romantycznie jak u Camili Lackberg, to się mylicie. Nie ma tu infantylnych, "babskich" problemów, nie ma subtelności. Książkę w końcu napisało dwóch facetów, to chyba logiczne... Zresztą nie da się tego ukryć, bowiem "Ciemne sekrety" to zdecydowanie męska proza. 


         Reasumując, doskonale rozumiem teraz zachwyt czytelników nad pisaniną Hjortha i Rosenfeldta i z pewnością sięgnę po kolejne części cyklu. "Ciemne sekrety" czytałam niesamowicie szybko i lekko, bo krótkie zdania i liczne dialogi zwiększyły dynamikę powieści i sprawiły, że wciągnęła niemal od pierwszych stron. A i również od pierwszych stron rosło napięcie. Stylistycznie jest prosto, lekko i przyjemnie, przez co nacisk nałożony jest głównie na fabułę, a nie na warstwę językową - mamy tu zatem książkę w stu procentach rozrywkową. Co powinno ostatecznie skusić wielbicieli gatunku to fakt, że mamy tu trupa, detektywa (no, psychologa) z własnymi problemami, śledztwo i ładne kobiety. Klasyczny wzorzec zachowany - do tego odrobina akcji, szczypta mocnych opisów i zakończenie tak zaskakujące, że zrzuca kapcie z nóg. Polecam.



Ciemne sekrety 
Michel Hjorth, Hans Rosenfeldt
Cykl: Sebastian Bergman, tom I
Czarna Owca 2011
przeł. A. Rosenau

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz