Głuchy telefon, Arne Dahl



"To opowieść bez początku, opowieść, w której wszystko trwa i nic nie może się zacząć bez wszystkich już istniejących elementów. To świat staczający się ruchem spiralnym w dół"

Arne Dahl jest szalenie płodnym i prominentnym szwedzkim pisarzem. Jest autorem cyklu powieści o Drużynie A, wysoko wyspecjalizowanej grupie najlepszych z najlepszych, walczącej z przestępczością. I choć Drużyna A już nie istnieje, Dahl ją wskrzesza w nieco innej, acz równie - a może nawet bardziej - wyspecjalizowanej formie. Super tajna i wciąż super niekonkretna jednostka operacyjna Europolu ma, w zamierzeniu, być takim europejskim FBI. Niemożliwe? Możliwe, ale strasznie, strasznie trudne.

Unia Europejska zajmuje bowiem 4 381 376 km², w jej skład wchodzi 28 państw - o różnych rządach, różnych sposobach rządzenia, różnych politykach i konstytucjach. Liczba ludności UE przekroczyła liczbę 505 milionów, co sprawiło, że Unia zajęła trzecie miejsce na świecie - po Chinach i Indiach - pod względem liczby ludności. Suma terytoriów państw członkowskich daje 7. miejsce pod względem powierzchni. 
Natomiast Stany Zjednoczone zajmują miejsce 4. z powierzchnią 9 373 967 km². Liczba ludności USA wynosi ponad 320 milionów ludzi. 
Wniosek? USA jest dwukrotnie większe powierzchniowo od Unii Europejskiej, ale zamieszkuje je prawie połowę mniej osób (no, półtora razy mniej). Federalne Biuro Śledcze, czyli FBI, zajmuje się prowadzeniem śledztw przekraczających granice stanów w ramach jednego państwa. A Arne Dahl stworzył jednostkę, która ma zajmować się śledztwami przekraczającymi granice 28 państw... Już samo to wydaje się tak niesamowicie ambitne, że aż nieprawdopodobne. Bo szczerze? Nie wyobrażam sobie istnienia - i powodzenia - takiej jednostki. W końcu, jak sam Dahl pisze, "nie tak łatwo sprawić, by wszystkie te dziwne kultury zaczęły myśleć w sposób, który wykracza ponad ich własne wąskie granice". Ale być może i ja mam zbyt wąski umysł, ograniczony. Być może żyjemy w naprawdę małej, globalnej wiosce.
"Jak mamy stawić czoła przestępczości, której żaden istotny czynnik nie zamyka się w granicach jednego państwa, jeśli sami nie staniemy się międzynarodowi?"

           W "Głuchym telefonie" strasznie dużo się dzieje. Jeden z członków elitarnej jednostki przypadkiem staje się świadkiem śmiertelnego potrącenia jakiegoś Chińczyka (no, Tybetańczyka) w trakcie przejazdu Baracka Obamy w limuzynie zmierzającej na szczyt G-20. Azjata przed śmiercią zdąży jeszcze wyszeptać agentowi kilka słów w swoim języku. Języku, którego Arto Soderstedt nie zna, ale ma za to dobrą pamięć... To zdarzenie, mające miejsce podczas zakrojonych na szeroką skalę akcji protestacyjnych grup ideologicznych, walczących z kapitalizmem, okaże się kluczowe dla wielu innych działań Opcopu. Członkowie jednostki operacyjnej Europolu są bowiem na tropie zorganizowanej grupy mafijnej... Tenże syndykat przestępczy zajmuje się przerzutami broni i narkotyków przez granice państw UE i Azji, ale jest nieuchwytny, ale oto zdaje się, że niejasne powiązania właściciela firmy meblarskiej z mafią (i pedofilią...) doprowadzą grupę do schwytania najbardziej enigmatycznego Ojca Chrzestnego XXI wieku. W międzyczasie znalezione zostaną starannie upozowane zwłoki kobiety przyklejone do drzewa w parku, będącym rajem dla ornitologów. Wygląda na to, że za pośrednictwem starannie ułożonego trupa zabójca przesyła komunikat, zrozumiały tylko dla konkretnej osoby. I to tylko część wypadków, jakie następują w książce...
Ogromną zaletą powieści jest to, że tu wszystko się ze wszystkim łączy. Nawet najbardziej niesamowite i niepasujące do siebie (pozornie) zdarzenia doprowadzają do odkrycia ogromnych rzeczy. Trzeba pamiętać, że "wielkie przestępstwa w logiczny sposób rodzą te drobne, zaś te drobne są odzwierciedleniem wielkich". Ponadto liczne nawiązania do sztuki, ekoterroryzmu, światowego kryzysu, terroryzmu i kapitalizmu to tylko część tematów poruszanych w powieści. Mamy tu atak na World Trade Center, zbrodnie na środowisku naturalnym, operacje finansowe przyprawiające o zawrót głowy i... wiele więcej. Arne Dahl czerpie z globalizmu jak wygłodniały niedźwiedź grzebiący w opuszczonym ulu. Nie ma tu miejsca na bezsensowne, nieprowadzące do niczego wycieczki emocjonalne, rozterki egzystencjalne czy lanie wody; w powieści Dahla działa schemat: akcja - reakcja - akcja - reakcja. Dynamika "Głuchego telefonu" sprawia, że książka czyta się sama, choć bywają momenty irytujące. Zwróciłam uwagę na kilka absurdów; bohaterowie, choć stanowią starannie wyselekcjonowaną i elitarną jednostkę, nieraz zachowują się nielogicznie, co by nie powiedzieć - głupio i naiwnie. Zdarzyło im się przegapić ślad wielkości słonia, co nie przystoi tak wykwalifikowanym agentom. Momentami miałam wrażenie, że autor ma mnie - czytelnika - za idiotę, który łyknie wszystko. Nie nie, mój drogi Dahlu, czytelnik miewa przebłyski mądrości. I litości! Jedyny raz, kiedy było widać rozgwieżdżone niebo nad Queens, był w sierpniu 2003 roku podczas blackoutu, kiedy to wskutek awarii elektrowni nad Niagarą wysiadł prąd w całym Nowym Jorku na ponad dobę. Pomijając jednak te drobne niedociągnięcia wynikające zapewne z faktu, iż autor wziął sobie na barki naprawdę mocno rozbudowaną i skomplikowaną historię, to jednak jest bardzo dobrze. Wspomniane niedoróbki uniemożliwiają powieści stanie się arcydziełem, aczkolwiek ma ku temu warunki. Odrobinę przypomina serial "24 godziny" właśnie poprzez ten wspomniany rozmach i tę globalną histerię, mamy tu bowiem historię kryminalną wykraczającą poza jedno państwo, choć struktura powieści jest podobna. Zupełnie, jakby intrygi kryminalne mogły rosnąć jak ciąg geometryczny. Wielowątkowość powieści ostatecznie zwycięża i to jest jej największy atut. Nie można tego jednak powiedzieć o bohaterach, bowiem warstwa postaci jest potraktowana po macoszemu, żaden z bohaterów się nie wybija i mimo wszystko żaden nie zasługuje na miano "głównego". Prawdę mówiąc zapamiętałam może trzy nazwiska spośród kilkunastu, a i tak żaden z tych bohaterów nie wydał mi się wyjątkowy i jedyny w swoim rodzaju, bynajmniej, postaci są do siebie tak podobne, że zlewają się w jedno. I być może takie było założenie autora, by stworzyć bohatera zbiorowego, mającego zobrazować potęgę i wartość całego organizmu, jakim jest takowa jednostka operacyjna. Indywidualizm w takiej grupie jest nie tyle zbędny, co wręcz szkodliwy; poszczególni agenci uzupełniają się na tyle, że wspólnie tworzą organizację nie-do-pokonania. Może tak miało być, może specjalnie Opcop ma przypominać stado czy kolonię bakterii, a nie miszmasz i ludzki koktajl, ale ja osobiście lubię się do bohaterów przywiązywać i brakowało mi tutaj skupienia na jednym czy głębszej psychologii postaci. Mamy za to sporo miejsc akcji - Kraków, Nowy Jork, Sztokholm, Haga, Ryga, Londyn... i kilka innych. Być może powoduje to leciutki przerost formy nad treścią, a być może to kolejny dowód na to, że żyjemy w globalnej wiosce. A być może Arne Dahl po prostu "zwyczajną" powieść kryminalną podniósł do potęgi drugiej. Czy trzeciej.
"Walczymy z duchami, z cieniami. Z czymś równie niekonkretnym jak nasza epoka"
          Z lektury powieści Arne Dahla wysnuć można dość pesymistyczny wniosek, a mianowicie: żyjemy w naprawdę malutkim świecie. Pomimo, że mamy granice, wydaje się, że przestępczość tych granic nie ma. Zło zawsze znajdzie sobie drogę i za nic ma nasze linie brzegowe czy słupki graniczne. I, co najgorsze, wszystko jest ze wszystkim powiązane. Podobnie jak w efekcie motyla, wystarczy wyszeptać tajemnicę w Warszawie, by ktoś wykrzyczał ją w Nowym Jorku. Właśnie o tym jest "Głuchy telefon". Wielbicielom literatury sensacyjnej serdecznie polecam.

"Głuchy telefon"
Arne Dahl
przełożył Robert Kędzierski
Cykl: Jednostka OPCOP #1
Czarna Owca 2015


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz