Poza sezonem, Jorn Lier Horst


"Miejsce zbrodni przypominało obraz. Każdy, nawet najmniejszy szczegół, od pierwszego pociągnięcia pędzla do gotowego dzieła, mówił coś na temat artysty, który go stworzył. Obraz zdradzał swego twórcę"


"Do trzech razy sztuka" - mówi znane przysłowie, i zwykle oznacza, że należy coś próbować trzykrotnie, nim się podda (albo, w wersji optymistycznej, że za trzecim razem się uda). W wypadku tej książki jest jeszcze bardziej optymistycznie, bowiem tutaj "do trzech razy sztuka" oznacza, że autor już dwa razy wcześniej mnie ujął, a tym trzecim razem po prostu upewnił mnie w przekonaniu, że jest świetny. Tak po prostu. Bo skoro jedna jaskółka wiosny nie czyni, to i autora można poznać dopiero po trzech książkach... czy jakoś tak. Wybaczcie te przysłowiowe dygresje. Uparcie próbuję zakotwiczyć swoje płynące swobodnie myśli. Tak to jest gdy się przeczyta dobrą książkę. Trudno wskazać, co mogłoby być zrobione lepiej, a i o wadach nie można zbyt wiele powiedzieć. Z całą pewnością nie można jednak nazwać tej książki przeciętną, choć do doskonałości jest daleko... A zatem czwórka z plusem, a ten plus to z sentymentu. Przy "Poza sezonem", podobnie jak przy dwóch innych książkach z cyklu, bawiłam się świetnie i wiem już z całą pewnością, że każdą kolejną książkę autorstwa Jorna Lier Horsta przeczytam. Może nie zwali mnie z nóg, ale zapewni rozrywkę, a w literaturze kryminalnej jest to atrybut. 
"Winę w sensie prawnym bardzo łatwo przypisać sprawcy przestępstwa, jednak wszyscy, którzy od lat walczą z przestępczością, wiedzą, że kwestia moralności jest dużo bardziej skomplikowana"
Kolejność wydawania serii o Wistingu jest całkiem pomylona. Dostaliśmy już "Jaskiniowca" i "Psy gończe", czyli ósmą i dziewiątą część cyklu, a teraz dostajemy siódmą. Nie ma to wielkiego znaczenia dla poszczególnych fabuł, gdyż każda intryga zaczyna się i kończy na łamach jednej powieści, choć niektóre elementy dotyczące życia prywatnego głównych bohaterów mogą nie zaskakiwać. Ale szczerze? Te kwestie są tak poboczne, że ledwie się na nie zwraca uwagę. Dopiero w połowie lektury skojarzyłam sobie, kim jest Suzanne (żona Wistinga), a osobiste perypetie Line (jego córki, dziennikarki śledczej) zupełnie mi umknęły. To ważna cecha charakteryzująca prozę Horsta - jego książki skupiają się stricte na śledztwach, zaś kwestie obyczajowe są traktowane nieco po macoszemu. Mi to odpowiada, gdyż osobiście nie przepadam za wątkami romantycznymi i obyczajowymi, wystarczy mi zarys historii bohaterów, ale jeśli ktoś lubi poznawać bohaterów w sposób dogłębny, to może poczuć się niezaspokojony. Niemniej jest to kwestia preferencji. Jak dla mnie sposób ukazania postaci jest wystarczający na tyle, by wiedzieć, kto jest kim i jaką pozycję zajmuje w fabularnej hierarchii, natomiast cała uwaga skupia się na samej intrydze kryminalnej i powolnemu, skwapliwie prowadzonemu śledztwu. I w tym przypadku jest bardzo w porządku. Zdaje się, że i Mankell pisze takie typowe, klasyczne policyjne kryminały... Ale, ale! Zapędziłam się w stronę opinii, a Wy nie wiecie nawet, o co chodzi...
Intryga "Poza sezonem" rozpoczyna się na osiedlu domków letniskowych nad jeziorem. Włamanie do domku należącego do znanego prezentera telewizyjnego może nie wzbudziłoby jakichś szczególnych emocji, gdyby nie fakt, że zaraz za progiem tegoż domku znaleziono zwłoki. Wstępne śledztwo wskazuje, że sprawców było więcej niż jeden, a w okolicy doszło do innych włamań. Czyżby seria? To dlaczego jeden trup? I to w kominiarce? Może to sprawca? Może coś poszło nie tak między kumplami, może... aj, hipotezy rosną jak grzyby po deszczu. Policja drepcze w miejscu - okolica miejsca zbrodni jest zalesiona, pada, a na domiar złego jest już poza sezonem i nikt niczego nie widział... No, poza zwariowanym ornitologiem i Line, która po rozstaniu z facetem wymknęła się do rodzinnego domku letniskowego, by napisać powieść (dodam tylko, że kryminał. Oczywiście).

Świat Horsta jest mroczny, mglisty, nieprzystępny i zimny. Pojawią się jeszcze jakieś trupy, pojawi się wątek międzynarodowy, pojawią się też narkotyki, przemyt i szemrane mafijne biznesy. Będą też ptaki spadające martwe z nieba... Pełno różnych nieprzyjemnych rzeczy i "wszystko się ze sobą łączy". To plus skąpe roztkliwienia emocjonalne bohaterów i brak rozmemłania obyczajowego fabuły dają w efekcie zwartą, trzymającą w napięciu kryminalną przekąskę, którą - dzięki lekkiemu stylowi - można "łyknąć" w dwa dni. Ja takie powieści nazywam męskimi. Dobra, mocna, męska rzecz. Dla wielbiciela takich klimatów - palce lizać.
"To było jak piekielny krąg. Ci, którzy już byli zamieszani w sprawę, wpadali w spiralę coraz poważniejszych przestępstw. Im dalej się posuwali, tym trudniej było policji ich powstrzymać" 
W krainie Wistinga jest jesień, więc (niestety - dopisek zmarźlucha) czytelnik może się z nim utożsamić (a przynajmniej u mnie pogoda pod psem...). Niemniej ucieczka do krainy zbrodni wraz z lubianym autorem może sprawić tylko i wyłącznie przyjemność. I ja tę przyjemność chciałabym Wam dać. Czytajcie Horsta. Polecam.


Jorn Lier Horst
"Poza sezonem"
Wyd. Smak Słowa 2015
tłum. Milena Skoczko


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz