Tej nocy umrzesz, Viveca Sten

"To nie muzyka jest najważniejsza, liczą się te tony, których nie słyszysz" (Count Basie)
"Czarna Seria" Wydawnictwa Czarna Owca to chyba najbardziej znana seria kryminałów na rynku. Obserwowałam powstawanie innych tego typu cykli, ale żaden z nich nie zyskał takiej renomy, dzięki której każdy choć trochę zorientowany w temacie czytelnik wie, z czym może mieć do czynienia gdy tylko rzuci okiem na okładkę. Wielokrotnie też spotkałam się z opiniami, że "Czarna Seria" już się "wypaliła", że nie wypuściła nic dobrego od czasów trylogii Millenium Stiega Larssona, że teraz to tylko przeciąganie agonii. Był czas, kiedy i ja tak myślałam. Doszłam jednak do wniosku, że powinno się na ten temat patrzeć szerzej i przychylniej, a przynajmniej z większym zrozumieniem.
Trylogia "Millenium" to był fenomen. Niezależnie od tego, które wydawnictwo by je wydało, sukces wpisano w nazwisko Larssona. Czarna Owca skorzystała z okazji i dzięki temu Czarna Seria, wydająca głównie kryminał skandynawski (choć nie tylko, od jakiegoś czasu w serii pojawiają się nawet tytuły polskich autorów), zdobyła prestiż. I w tej materii nic się nie zmieniło. Nadal bowiem wydają kryminały, nadal celują w typowego, przeciętnego czytelnika lubiącego dreszczyk emocji. Trudno pobić sukces Millenium, ale pod wieloma względami nic w Czarnej Serii się nie zmieniło - to może kryminał skandynawski spowszedniał albo czytelnik stał się bardziej wymagający. Może Skandynawowie, po zachłyśnięciu się niesamowitym splendorem, jaki zyskali kilka lat temu, sami nie potrafią pobić własnych rekordów?

           Mam ogromny sentyment do tej serii, choć jestem raczej zahartowana i potrzebuję nieco mocniejszych bodźców. To jak z narkomanem - zaczyna od lekkich rzeczy, by skończyć jako heroinista w kiblu dla ciężarówek gdzieś na autostradzie. Wybaczcie to fatalistyczne porównanie, ale tak to jest z gustem i wrażliwością - gdy człowiek dużo czyta o zbrodni, to poszukuje wciąż nowych doznań, ergo - coraz bardziej wyrafinowanych scenariuszy (niekoniecznie mroczniejszych czy bardziej makabrycznych, po prostu lepiej napisanych). Może nie każdy tak ma. Może to tylko ja. Wiem tylko, że choć potrafię docenić sławę Camili Lackberg, to jednak nie jestem jej fanką z prostej przyczyny - za dużo romansu w zbrodni, za dużo obyczajowości w kryminale. I bardzo często można spotkać książki celujące albo w jedną, albo w drugą stronę - albo w skomplikowane intrygi Stiega Larssona, albo w (momentami) infantylne i lekkie romanso-kryminałki Camili Lackberg. A to, co się komu podoba... to naprawdę kwesta gustu.

Jeśli o mnie chodzi, to w kryminale skandynawskim podoba mi się klimat, mrok, chłód, nie podoba mi się zaś częste skupienie na romansach. Wychodzę z założenia, że historia kryminalna ma być przede wszystkim... historią kryminalną, a wszelkie dodatkowe wymiary - romans, dramat, kwestie społeczne czy polityczne - mają być jedynie dodatkami. Niestety, coraz częściej spotykam się z tym, że kosztem dobrej historii kryminalnej prym zaczynają wieść wątki, które zrazu miały stanowić jedynie tło obyczajowe, a przekształciły się w wątek główny. 

Tak jest w przypadku "Tej nocy umrzesz". Choć powieść ma ogromny potencjał i wiele wątków jest fascynujących, to zabrakło tutaj odpowiedniej przeciwwagi dla - paradoksalnie - zachowania niezbędnej równowagi fabularnej. Mamy tu samobójstwo, które samobójstwem nie jest i wątek sprzed lat z enigmatycznej bazy wojskowej, w której - niemal dosłownie - tworzeni są żołnierze idealni. Moim faworytem jest właśnie ten drugi wątek, opisany za pośrednictwem dziennika nieznanego żołnierza. Doskonały punkt wyjścia historii został jednak przysypany mnóstwem luźnych końców i niezbyt istotnych detali, które ostatecznie niczego do powieści nie wnoszą. Potencjał kryjący się w tych dwóch, splatających się ostatecznie motywach nie został wykorzystany, wręcz został spłycony i zbagatelizowany, i to jest moim największym zastrzeżeniem względem książki. 
Książka idealnie komponuje się z resztą czytadeł rodem ze Skandynawii. Lekka, napisana plastycznym językiem, niesamowicie wciągająca i niezobowiązująca intelektualnie - dla niezaawansowanego czytelnika, który pragnie się przy książce maksymalnie odprężyć, może to być strzał w dziesiątkę. Trudno jednak odnaleźć w fabule choćby cień geniuszu Larssona czy Nesbo. Rozwleczona fabuła wespół z prostymi, urywanymi wręcz zdaniami pozbawionymi literackiego szlifu dają w rezultacie książkę, która potrafi zmęczyć. Mnóstwo dialogów sprawia, że książkę się czyta błyskawicznie, ale brak tu jakiejś emocjonalnej czy psychologicznej głębi - wbrew temu, że sporo uwagi poświęcono życiu prywatnemu bohaterów (co typowe dla serii, niestety). Wiem jednak, że "Tej nocy umrzesz" to lekkie, babskie czytadło, które może się podobać konkretnej grupie docelowej. Ma bowiem swój urok (o ile to jest dokładnie to, czego szukasz). Jednak ja bynajmniej nie jestem zachwycona, miałam wrażenie, że autorka porusza się wciąż po powierzchni, nie wchodzi głębiej, powieść jest jednowymiarowa i... po prostu płaska. Te wszystkie paradoksy wespół stworzyły miszmasz, który trudno było mi strawić. Prostota nie zawsze bywa przyjacielem czytelnika, zwłaszcza nieprzemyślana czy napisana od niechcenia.

         Viveca Sten pisze bestsellery. "Tej nocy umrzesz" to czwarty tom serii o Thomasie Andreassonie i Norze Linde - być może moim błędem było to, że nie poznałam wcześniejszych tomów. Ale po lekturze czwartego wcale nie mam ochoty tego nadrabiać. Żałuję, ale tym razem "Czarna Seria" dała ciała - nie w wydaniu, a w wyborze. Nie spisuję jednak skandynawskiego kryminału na straty i wciąż poszukuję tych wrażeń, które mi niejednokrotnie zapewnił. 

"Tej nocy umrzesz"
Viveca Sten
Czarna Owca 2015

Tej nocy umrzesz [Viveca Sten]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz