Z życia drAbble, Krzysztof T. Dąbrowski

 "Czuł, że głowa mu puchnie od nadmiaru myślenia..."*


        W wywiadzie w ramach Kulis Polskiego Horroru określiłam Krzysztofa Dąbrowskiego "horrorowym psotnikiem" (tu możecie przeczytać cały wywiad). Nie ma w polskim horrorze drugiej tak odjechanej, a przy tym literacko wszechstronnej i niezwykle utalentowanej osoby, jak Krzysiek właśnie. Dowody? Poza twórczością tzw. konwencjonalną (która konwencjonalna w stylu i fabule wcale nie jest), Dąbrowski realizuje się w wielu innych dziedzinach sztuki. Jest członkiem projektu "Lisołaki", kabaretowej grupy zrzeszającej bizarryczną część światka polskiej grozy. Pisze scenariusze. Jeden z jego drabbli posłużył jako kanwa pod scenariusz krótkometrażowego filmu "Anioł", w którym wystąpiła Anna Mucha. Serio. Człowiek orkiestra. Osobiście z wielkim entuzjazmem sięgam po dzieła Krzyśka, gdyż jedno jest pewne - jego historie przekraczają granice. Wszelakie granice. Ludzkiego pojmowania, natury, dobrego smaku, tabu. A przekrój przez te wszystkie aspekty humorystycznego i horrorowego (jak widać da się to połączyć) podejścia do świata sztuki jest widoczny właśnie w omawianym zbiorku.

Jeden z moich ulubionych drabbli ze zbiorku

        "Z życia DrAbble" to zbiór... drabbli. Są to krótkie opowieści, zawierające ni mniej, ni więcej, a 100 słów. Powiem Wam, że to nie jest takie proste stworzyć tak króciuteńką opowiastkę w sposób ciekawy, zajmujący, błyskotliwy i... spuentowany. Naprawdę nie jest to takie proste. Ale są ludzie, którzy - jak Krzysztof T. Dąbrowski - są zbudowani z zupełnie innej gliny i postrzegają świat przez okulary zniekształcające rzeczywistość. A może te okulary po prostu pozwalają dostrzec świat dokładnie taki, jak jest? Umiejętności takiego groteskowego i absurdalnego pisania nie da się nauczyć. To cecha osobowości. Właśnie taką osobą, horrorowym chochlikiem, jest Krzychu. I mam nadzieję, że już zawsze będzie odnajdywał powody do śmiechu w każdej dziedzinie życia, nie tylko na papierze.

Dodatek do zbiorku

Wybaczcie dygresję i przydługawy wstęp, co to ja miałam... Ach! "Z życia DrAbble"! Cóż mogę powiedzieć o samym zbiorze? Trudno konwencjonalnie opisać niekonwencjonalne dziełko. Zrobię to w takim razie... drabblem. W 100 słowach.

„Z życia DrAbble" opowiada o życiu, śmierci, kupie, seksie. Naśmiewa się z rzeczywistości i ogłupiających mediów; nabija się ze wszystkiego, z czego można się nabijać. Nie ma sacrum, jest tylko profanum, groteska i absurd mieszają się z niepoprawnością polityczną i totalnym przekraczaniem wszystkich granic, w tym literackich. Poza odjechanymi drabelkami mamy tu scenariusze, a całość wywołuje nie tylko uśmiech, ale i prychnięcie bądź pierdnięcie - z rozpaczy, z rozradowania, z rozwałkowania emocjonalnego i intelektualnego. Krzysiek Was rozbawi, czasami przerazi, i zrobi to na pewno - jak nie stylem, jak nie pomysłem, to rozczulającym wydaniem. To trzeba mieć w swojej biblioteczce!

         Tekst powyżej ma dokładnie sto słów. I wbrew pozorom wcale nie było to takie proste. Ale z tym Was zostawię. Dla odprężenia, uśmiechu, spokoju ducha i bliższego poznania tego przystojniaka z dołeczkami w policzkach - zdecydowanie warto. 

*lepiej zrelaksować się przy drabblach i oczyścić umysł, nim myśli przestaną się mieścić w głowie... ;)

 Krzysztof T. Dąbrowski
Z życia DrAbble
Agharta, Kraków 2013


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz