Pasażer 23, Sebastian Fitzek

"Czas jest krokiem ku prawdzie"

Martin Schwartz to zgorzkniały detektyw. Jego żona popełniła samobójstwo, skacząc z pokładu statku wycieczkowego, uprzednio wyrzucając za burtę synka. Obecnie Martin wegetuje, ryzykując życiem w czasie brawurowych akcji policyjnych i skomplikowanych działań inwigilujących światek przestępczy. Nie zależy mu na życiu, choć nie ma odwagi z sobą skończyć. Jednak gdy dostaje tajemniczą wiadomość, zwabiającą go na pokład tego samego statku, na którym kilka lat wcześniej jego najbliżsi odbyli swój ostatni rejs, wszystko się zmienia. Martin rozpaczliwie chwyta się nikłej nadziei, że za śmiercią Schwartzów stał ktoś trzeci. W tym samym czasie na pokładzie odnajduje się dziewczynka, uznana przed kilkoma tygodniami za martwą. Mała miała w ręce zabawkę, która należała do syna Martina. Powoli pojawiają się kolejne elementy układanki – więcej tajemniczych zgonów i jeszcze więcej tajemnic. A statek pełną parą wybywa z portu prosto w otwarte morze…

Nie wiem, jak Wam, ale mi rejs statkiem wycieczkowym zawsze kojarzył się dobrze. Wakacyjnie. Słonecznie. Szum oceanu, zgiełk na pokładzie, wieczorne dansingi i pobrzękująca wesoło orkiestra. Nie ukrywam, że moje wyobrażenie takiego statku w głównej mierze opiera się na niefortunnym „Titanicu”, który - pomijając tragiczny koniec – ugruntował w mojej świadomości obraz wycieczkowca. Nigdy nie brałam udziału w żadnym rejsie, ba, nie byłam nawet we wnętrzu statku, toteż wyobraźnia musi posiłkować się gdzieniegdzie dostrzeżonymi wizualizacjami. Trudne to zadanie dla autora, gdyż (teoretycznie) łatwo jest pisać o uniwersalnych miejscach akcji, a wir fabuły wrzucać w centrum miejskiego zgiełku czy spokoju wsi. Tym bardziej, że owo miejsce akcji determinuje klimat opowieści i znane, proste do wyobrażenia otoczenie zdecydowanie ułatwia sprawę, jeśli chodzi o prowadzenie narracji. Wybór scenerii nietypowej, oryginalnej – wnętrze statku kosmicznego, łódź podwodna, podziemny bunkier – podwyższają stopień trudności. Autor musi sprawić, że czytelnik, nie mający bladego pojęcia o stacjach badawczych na Antarktydzie, będzie mógł – za pośrednictwem książki – się w takiej odnaleźć. Swobodne poruszanie się po miejscu akcji sprawia, że nawet najbardziej wymyślna fabuła jest łatwiej przyswajalna, natomiast nieumiejętność porządnego zarysowania otoczenia wpływa na zniechęcenie czytelnika i, w efekcie, rzucenie przezeń książki w kąt. Nikt nie lubi poczucia zagubienia, a nawet gęsty las – gdy dobrze opisany – może być przyjazny.
No, dobra, może przesadziłam z tym lasem, bo przecież poczucie zagrożenia to podstawa każdej powieści grozy, ale wiadomo, o co chodzi. Wszyscy wiemy, jak wygląda ciemny, mroczny las. To może tym łatwiej nam wyobrazić sobie czające się w nim niebezpieczeństwo… ;)

Statek wycieczkowy to twór tak wymyślny, że samo opracowanie tła wydarzeń mogłoby przysporzyć kłopotów niejednemu pisarzowi. Ale nie Fitzkowi. Facet tak opisał bebechy pływającego olbrzyma, że ja – totalny ignorant w kwestii morskich wojaży – doskonale się odnalazłam w fabule książki. I choć z rejsów korzystają ludzie na całym świecie, a ich popularność stale rośnie, to temat ów jest słabo wyeksploatowany literacko. To jest pierwszy atut „Pasażera 23” – na starcie intryguje i zaciekawia, nie wywołuje ziewania i tak generalnie jara. Poza tym baza powieści – fakt, jak niewyobrażalna jest liczba samobójstw podczas rejsów – budzi zainteresowanie swoją oczywistością. No, tak – bo teraz, gdy o tym pomyślę, rozumiem, że rejs statkiem może być idealnym momentem na pożegnanie się z tym światem, ale nigdy wcześniej o tym nie pomyślałam. Oczywista oczywistość, choć nieuświadomiona – właśnie dlatego, że wielkie firmy turystyczne, zajmujące się obsługą rejsów, zatajają te fakty i nie są one powszechnie znane. Przecież nikt nie chce, by pamięć o fenomenalnym urlopie zatruła świadomość, że podczas gdy my graliśmy w karty w kasynie na dolnym pokładzie, ktoś inny rzucił się między fale, prawda? Czarny PR, moi drodzy. Toteż informacje o horrendalnie wysokiej liczbie samobójstw na morzu są po prostu – dla dobra sprzedaży biletów na rejsy – przemilczane…

Sebastian Fitzek wziął na warsztat te wszystkie, niezbyt przyjemne i dość niewygodne dla pewnych działów turystyki tematy. Poza liźnięciem wspomnianych problemów społecznych postawił także na to, z czego jest najlepiej znany – na kreacji diablo przerażającego psychopaty. Tutaj, po stworzeniu tła wydarzeń i porządnego opracowania miejsca akcji, pozostało już tylko pofolgowanie chorej fantazji. Stworzył sobie doskonały punkt wyjścia, bo gdy nie ma ciała, nie ma zbrodni, a nie ma lepszego miejsca na pozbycie się zwłok, jak bezdenne czeluści mrocznego oceanu…
Do tego mamy tu takie smaczki, jak aura tajemnicy, odnaleziona dziewczynka i zniszczony życiem policjant. To już wszystko klisza, ale jakże sympatyczna. Może nie ma co się spodziewać tutaj wielkiego, fabularnego „wow”, ale książka zdecydowanie spełnia swoje funkcje rozrywkowe. Niesamowicie wciąga, a obrazowe i baaardzo sugestywne opisy wywołują całą gamę emocji. A kto uważa, że morderstwa i makabry nie mogą stanowić dobrej rozrywki, niechże spojrzy na słowa samego Fitzka:
"Naomi uwielbiała thrillery (...). Czasem nie była pewna, kto ma większego bzika: autor, który wymyślił tę chorą bzdurę, czy ona, która wydała pieniądze, żeby towarzystwem morderców i psychopatów umilać sobie czas przy basenie, mając w zasięgu ręki seksownych kelnerów, którzy między jednym rozdziałem a drugim donosili jej, zależnie od pory dnia, kawę, softdrinki czy koktajle"

Nie wnikam, kto tu ma większego bzika, ale oddajmy beletrystyce sprawiedliwość - bawi to, że opowieść nas porusza, nie bawi zaś sam jej temat. To tak wtrącam dla jasności. 
Zagadka też jest w porządku. Może ktoś, kto „zjadł zęby” na Fitzku i poznał większość jego poprzednich książek, nie będzie zbyt zaskoczony intrygą, a ogólna ocena wyjdzie dość przeciętna, to ja jednak jestem kontent. Sama nie wiem, kiedy dotarłam do ostatniej strony, i świetnie się bawiłam. W „Pasażerze 23” jest mrok, akcja, element zaskoczenia i rozrywka, czyli wszystko to, co powinno się znaleźć w pochłaniającej lekturze. Osobiście gorąco polecam i solennie przyrzekam, że przynajmniej w ciągu najbliższych 5 lat nie wybiorę się w żaden rejs… ;)

Pasażer 23
Sebastian Fitzek
Amber 2016

Pasażer 23 [Sebastian Fitzek]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz