Czego najbardziej żałują umierający, Bronnie Ware

"We współczesnym zachodnim świecie człowiek nie ma styczności z umierającymi. W innych kulturach ludzka śmierć to część codziennego życia. My usunęliśmy ją w cień, jakbyśmy chcieli zaprzeczyć jej istnieniu. A to sprawia, że zarówno umierający, jak i ich krewni i przyjaciele są zupełnie nieprzygotowani na nieuniknione. Wszyscy kiedyś umrzemy. Ale zamiast się pogodzić ze śmiercią, staramy się ją ukrywać"

Generalnie nie czytam poradników, przewodników duchowych, książek, które mają za zadanie poprawić mi samopoczucie poprzez wielokrotne powtarzanie pewnych sekwencji. Jestem sceptykiem, chociaż rozumiem mechanizmy, dzięki którym owe książki odnoszą taką popularność. Afirmacja rzeczywistości, miłość, optymistyczne spojrzenie na świat, przyciąganie dobra – bla, bla, bla, wszyscy to znamy. Jednym to pomaga, innych irytuje. Ponadto poradniki wszelkiego rodzaju nie są literaturą wysoką, bynajmniej, to raczej kołowrót tych samych haseł powtarzanych przez dwieście stron, po przeczytaniu których człowiek ma wrażenie, że odmieni swoje życie. Bo tak działa powtarzanie. Takie książki mają nas zmusić do tego, by zamiast powtarzać sobie "jestem beznadziejny", mówić "jestem super". I co do tego nie mam wątpliwości. To działa. Wszystko zależy od nastawienia. Jeśli otworzymy się na takie ckliwe slogany, to zapewne poprawią nam samopoczucie i sprawią, że z nieco innej perspektywy spojrzymy na swoje problemy. Bo czymże jest przebita opona wobec śmierci? Albo kredyt na nową lodówkę wobec nieuleczalnej choroby? Takie książki pozwalają nabrać dystansu do pewnych rzeczy i pod tym względem bywają bardzo przydatne.


Biorąc do ręki książkę „Czego najbardziej żałują umierający” nie spodziewałam się, że dostanę poradnik afirmacji życia. Spodziewałam się raczej autentycznych rozmów i tej prawdy, która wymyka się truistycznemu wywyższaniu śmierci. Nie zrozumcie mnie źle, bo książkę przeczytałam z przyjemnością i nawet wiem, komu ją podrzucę, ale to nie było to, o co mi chodziło. Wiecie, często się słyszy, że umierający żałują, że spędzali mało czasu z rodziną, że nie spełnili swoich marzeń, że za dużo pracowali. Ale to takie cliche. Uogólniające i tak naprawdę mało poruszające. To zupełnie tak samo, jak wiedza o tym, że cukier nam szkodzi. Wiemy, ale wciąż go spożywamy. Zbywamy tę rewelację wzruszeniem ramion, gdyż rewelacją już nie jest. Jest truizmem, który został już tak wyeksploatowany, że nie dociera do naszej świadomości. A ja poszukiwałam czegoś, co mnie poruszy.
„Czego najbardziej żałują umierający” to w głównej mierze wspomnienia kobiety, która przez osiem lat zajmowała się opieką paliatywną. Coś w rodzaju autobiografii czy pamiętnika - grunt, że głównym bohaterem książki jest ona sama. Poza tym mamy tu opis kilku pacjentów, przy których śmierci była obecna. Fantastyczny pomysł na niesamowicie smutną opowieść, prawda? Obawiałam się, że ta książka wyrwie mi serce i je zdepcze, a żal, odczuwany przez umierających, przeniknie przez stronice prosto we mnie. Obawiałam się, ale na to liczyłam. Cóż, każdy czasem znajdzie się w takim momencie życia, że jest mu coś takiego potrzebne. Każdy ma takie momenty, że chce, aby coś go zresetowało, wyżęło, emocjonalnie wycieńczyło. To oczyszcza. Z takim nastawieniem sięgnęłam po książkę Bronnie Ware i... cóż, tak się nie stało. Czytałam ją raczej jak zbiór anegdot czy historii z kolorowych pism dla pań. I choć – powtarzam – nie było to złe, to jednak byłam nieco rozczarowana.


Bronnie Ware kocha wszystkich. Każdego potrafi wytłumaczyć, każde zachowanie usprawiedliwić. Jest osobą, która daje światu miłość i takąż miłość oczekuje w zamian. Uśmiecha się, gdy ktoś ją opluwa, ale z każdego człowieka potrafi wyciągnąć dobro. Może dla sceptyka to irytujące, ale dla umierającego? Taka osoba idealnie nadaje się do tej roboty… Jej pacjenci byli różni i żałowali różnych rzeczy. Jedni – że za dużo pracowali. Inni – że nie pozwolili sobie na bycie szczęśliwym. Jeszcze inni – że bali się zawalczyć o swoje. I tak dalej. Smutne. Szkoda tylko, że starość w głównej mierze równa się potrzebom fizjologicznym i żalom. Kontrast, wywołany główną ideą książki a licznymi wtrąceniami o podmywaniu i sraniu może i został wprowadzony celowo (bo czyż nie jesteśmy zwierzętami, które poza uduchowionymi, poetyckimi refleksjami zajmują się także wydalaniem?), ale ja tego nie kupiłam i dla mnie było to jednak nieco zbyt... nieoszlifowane. 
Nie wszyscy pacjenci Ware byli staruszkami. Tym samym autorka uzmysławia czytelnikowi, że życie może się w każdej chwili skończyć. Jednocześnie ukazuje za pośrednictwem swoich pacjentów, że aby ze spokojem legnąć na łożu śmierci, należy żyć inaczej. Nic nowego pod słońcem…


Jeśli mam być szczera, to nie mam jednoznacznej opinii na temat tej książki. Spodziewałam się czegoś innego, z pazurem, dostałam za to kolejny mało odkrywczy poradnik psychologiczny z cyklu „jak żyć”, czerpiący z filozofii Wschodu i przewodników życiowych Paolo Coelho. Jeśli ktoś poszukuje lekkiej i łatwej lektury, która pomoże mu poczuć się lepiej, to „Czego najbardziej potrzebują umierający” jest jak najbardziej książką dla niego. Osobom, które same boją się śmierci swojej czy najbliższych, książka może pomóc nieco ten strach oswoić. A ja? Przeczytałam, w wielu miejscach zaszkliły mi się oczy, wielokrotnie się zadumałam, ale... odłożyłam ją na bok i nie sądzę, bym miała do niej powrócić. Wynotowałam sobie niektóre slogany, bo choć proste i oczywiste, to jednak ładne i motywujące – toteż nie mogłabym ocenić tej książki źle. Ale dobrze też nie. Książka zbiera fantastyczne recenzje i jest światowym bestsellerem. Tysiące czytelników nie może się mylić. Cóż, wybór pozostawiam Wam.

"Czego najbardziej żałują umierający"
Bronnie Ware
Czarna Owca 2016

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz