Mężczyzna na dnie, Iva Procházková

"Skończyć na dnie jeziora to niewątpliwie nieszczęście. Nie tylko dla Osvalda Zapletala i jego bliskich, lecz prawdopodobnie także dla zabójcy. Być może czuje teraz ulgę lub satysfakcję, ale raczej na pewno nie szczęście. Marian widział już w życiu niezliczone formy brutalnego zadania śmierci, ale nigdy nie widział szczęśliwego zabójcy"
Znamy specyficzny kryminał skandynawski, w którym pierwsze skrzypce grają chłód i pustka; znamy kryminał niemiecki, odważny i okraszony brutalnymi scenami. Znamy kryminał polski, policyjny, nastawiony na drobiazgowe śledztwo. Amerykański? Lekki i nowoczesny, często brutalny, przepełniony zbiegami okoliczności i jankeską mentalnością. Rosyjski? Polityczny, skomplikowany, sensacyjny. To wszystko oczywiście straszne uogólnienia, bowiem kryminał sam w sobie jako gatunek jest niesamowicie plastyczny i prawdę mówiąc każdy jeden może być jedyny w swoim rodzaju. Choć do tej pory poznałam kawał świata za pośrednictwem literatury kryminalnej, to dopiero teraz wkroczyłam ze zbrodnią do Czech. Czech, które uwielbiam i które mnie niezmiennie fascynują, odkąd bezgranicznie zakochałam się w Pradze i w książkach Mariusza Szczygła. Tym chętniej sięgnęłam po dzieło Ivy Prochazkovej, książkę otwierającą serię czeskiego kryminału i jednocześnie jedną z pierwszych czeskich książek kryminalnych dostępnych na polskim rynku tak w ogóle.

Czech jaki jest, każdy wie. Zazwyczaj wyluzowany, skupiony na własnych sprawach, zamknięty w sobie. Ogląda świat w krzywym zwierciadle, stąd też specyficzny czeski humor, mniej abstrakcyjny od brytyjskiego, nieco nam bliższy, zwykle sytuacyjny. Tak ja kojarzę sobie ojczyznę knedliczków, zdystansowaną i potrafiącą śmiać się z własnych przywar (patrz choćby dzieła Davida Czerny'ego). Tym samym jest to kraj z niesamowicie smutną i tragiczną historią (świetnie opisaną m.in. w "Gottland" Mariusza Szczygła) i genialną kulturą ("Laska nebeska", również Szczygieł). Odrobina tej czeskiej mentalności zawarła się także i w "Mężczyźnie na dnie", książce, o której trudno mi powiedzieć cokolwiek mniej, jak "úžasná kniha". Jestem autentycznie oczarowana. Ale nie tym, co może Wam się wydawać.

„Mężczyzna na dnie” to klasyczny kryminał, którego oś skupia się na starym jak świat pytaniu „kto zabił?”. Tylko że tutaj jest lekkie przejaskrawienie i wszystko jest na odwrót, bo niemal każdy bohater mógł to zrobić. Tak. Mamy samiuśkich podejrzanych i jedne zwłoki. Zostają znalezione w jeziorze i okazują się być zwłokami policjanta, który miał naprawdę wiele za uszami, choć uchodził za porządnego glinę. Oficjalnie nikt o Osvaldzie nie powie złego słowa w myśl powiedzenia, że o zmarłych należy mówić albo dobrze, albo wcale (co również można uznać za narodową cechę naszych sąsiadów). Jednak liczne retrospekcje i narracje z różnych punktów widzenia ukazują nam zupełnie inną twarz denata - okazuje się, że był frustratem, furiatem, gwałcicielem, wyzyskiwaczem i... no, żeby zbyt wiele nie zdradzić - po prostu paskudnym bandytą. Był tak zły, że jego śmierci chciała nie jedna, nie dwie, a kilka osób... i pech chciał, że wszystkie te osoby próbowały pozbyć się go tego samego dnia. Każdy miał motyw, każdy miał sposobność, podejrzanych jest aż nadto. Kto zatem zabił?

Na to pytanie będzie musiał odpowiedzieć Marian Holina, zwyczajny czeski gliniarz. Lubi rogaliki i ma niesamowicie otwarty umysł, ale poza tym nie ma w nim niczego wyjątkowego. Żadnych supermocy ala Superman, żadnych zagrywek w stylu Bond. James Bond. Paradoksalnie to właśnie sprawia, że jest tak fajną postacią. Możemy się z nim identyfikować albo przynajmniej zakumplować się z nim tak, jak z sąsiadem czy sprzedawcą z pobliskiego warzywniaka. Jest poczciwy i uczciwy, czyli posiada dwie śmiertelnie nudne cechy bohatera książki, które są jednocześnie dwiema ogromnie ważnymi cechami dobrego policjanta. A jednak nie jest aż tak nudno - dziewczyna Mariana jest astropsychologiem, toteż za jej pośrednictwem Holina sięga do... gwiazd, dosłownie. Do gwiazd i zodiaku. No bo... właściwie, czemu nie?
Tego jeszcze nie było.
Dla przeciwwagi w zespole Holiny jest jeszcze młody żółtodziób i twarda pani kapitan. Dużo czasu przebywają na stołówce, a śledztwo prowadzą dość chaotycznie, ale najważniejsze są wyniki, prawda? Marian zamiast tablicy korkowej ma duże okno, na którym wypisuje poszlaki, zaś w międzyczasie lubi sobie zakląć po węgiersku albo pomodlić się po słowacku. Śledztwo? Żadne tam Kryminalne zagadki, żadne tam skomplikowane badania. Holina polega przede wszystkim na swoim żołądku (to właśnie tam siedzi u niego intuicja). Radzi sobie, jak może. I to, jak bardzo jest ludzki, podoba mi się w nim najbardziej, wszakże:
"Prywatnych odczuć nigdy dość. Czasem potrafią zaprowadzić dalej niż pędzelki i probówki techników"
Jak napisałam wyżej, fakt, iż tak mocno się tą książką zachwyciłam, nie wynika wcale z tych konwencjonalnych cech każdego kryminału. Śledztwo jest w porządku, ale nie porywa; intryga jest ciekawa, ale nie wybitna; bohaterowie są przyzwoici, ale poznawałam lepszych. Co zatem sprawiło, że ta książka okazała się jedną z najlepszych książek, jakie przeczytałam w tym roku? 

"Nie żyje? - zdumiał się kierownik. - Ale jak?
- Całkowicie - zapewnił go Divis"
Moi drodzy, książka to nie tylko fabuła, pędząca naprzód jak po sznurku. To również styl i atmosfera, język i wrażenie, jakie wywiera na czytelniku. To te wszystkie trudne do jednoznacznego sklasyfikowania elementy, tworzące klimat powieści. Właśnie to sprawiło, że nie mogłam się od tej książki oderwać. "Mężczyzna na dnie" jest specyficzny, zabawny w inteligentny i uroczy sposób, lekki, taki... czeski. Zabawne fragmenty wespół z powagą opisu zbrodni tworzą w efekcie wyjątkowy miszmasz, którego trudno szukać gdzie indziej. Nie jest to smutny dramat skandynawski, ale również nie jest to włoska komedyjka. Są momenty refleksyjne i dramatyczne, jest ostry, sugestywny opis, jest i warstwa psychologiczna postaci i morał, wieńczący całość. Jest nawet wzruszenie i płacz. Są wszystkie te elementy, a jednak książka jest przede wszystkim przyjemna. Zrównoważona narracja pozwala na wyciągnięcie stu procent rozrywki z rozrywki. A jeśli nie wierzycie mi, bo za bardzo chwalę, to łapcie za książkę i sprawdźcie sami. Ja tam świetnie się bawiłam i Wam ogromnie polecam.
"Współczesna astrologia to właściwie psychologia (...). Musimy pamiętać, że zbrodnia jest tylko reakcją na problem psychiki. Korzenie zła tkwią w psychice"

"Mężczyzna na dnie"
Iva Procházková
Wydawnictwo Afera 2016


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz