Milczenie lodu, Ragnar Jonasson

"Sowa Ugla siedziała na pniu.
Kto następny? 
Raz, dwa, trzy,
to jesteś ty"

Do małego miasteczka na północy Islandii wprowadza się młody policjant. Ari Thor to chłopak, który jeszcze sobie wszystkiego w życiu nie poukładał i wciąż poszukuje własnej drogi. Nie skończył teologii, choć miał być księdzem, nie skończył filozofii, choć miał być filozofem… Został gliną. Cóż, trzeba przyznać, że połączenie co najmniej oryginalne, bo jak dotąd stereotypowy i najbardziej znany typ głównego bohatera kryminału to cyniczny, znużony życiem detektyw o niejasnej przeszłości, z licznymi problemami, w rodzaju Marlowe’a czy Hole. Bohater ciekawszy i bardziej intrygujący, dodam. Nie to, żeby Ari Thor był zły. Nie jest zły, ale... jest nijaki. Gdyby opowieść oprzeć jedynie na filarze postaci, to runęłaby z kretesem, ale (na szczęście) jest jeszcze intryga kryminalna. A ta radzi sobie zdecydowanie lepiej, niż ciapowaty glina.
Zabójstwo młodej kobiety i wypadek śmiertelny z udziałem uznanego pisarza – tak Siglufjordur wita nowoprzybyłego. Do tego nagły, ale spodziewany atak zimy w postaci ogromnych opadów śniegu sprawia, że drogi z miasteczka są nieprzejezdne i wszyscy są na jakiś czas uwięzieni we wsi. Nie ma dokąd uciec, a ludzie są dokładnie tacy, jacy są w małych miasteczkach – nieufni, zamknięci w sobie, raczej nieprzychylni obcym. Nasz bohater będzie musiał się zmierzyć nie tylko z narastającym poczuciem klaustrofobii, ale również z niechęcią miejscowych. Znacie ten motyw aż za dobrze, prawda?


Zimna, nieprzystępna kraina lodu, hermetyczna społeczność, zagubiony i samotny bohater… To takie typowe dla literatury skandynawskiej! „Milczenie lodu” niczym się tutaj nie wyróżnia. Obserwujemy (z góry skazaną na klęskę) walkę młodzika z nieprzejednaną mentalnością ludzi z małych wiosek, którzy doskonale się znają, znają wzajemne sekrety i świetnie potrafią dotrzymywać tajemnic. Nowy mieszkaniec jest obcy i trudno mu wbić się w łaski nieufnych tubylców, zwłaszcza w sytuacji, gdy podejrzewa któregoś z nich o morderstwo. Przyjaźń z kobietą, która również, jak on, jest obca, umili Aremu Thorowi czas, ale tylko troszkę, bowiem nasz filozof i niedoszły ksiądz będzie musiał się jeszcze zmierzyć z problemami natury moralnej i romantycznej. W mieście została jego narzeczona…

„Milczenie lodu” jest książką bardzo typową dla gatunku. Osobiście lubię ten lekko duszący klimat zamkniętych społeczności i motyw zabójcy z „Orient Expressu”. Motyw mocno wyeksploatowany, ale mający potencjał, zwłaszcza w warstwie psychologii postaci i relacji pomiędzy nimi. U Jonassona jest tutaj wszystkiego w sam raz – w sam raz obyczajowości, w sam raz kryminału, w sam raz romantyzmu. Książkę czyta się szybciutko i bez większego zaangażowania intelektualnego, co dla osób chcących się zrelaksować przy lekturze powinno być istotne. Atmosfera - lepka i przyciężkawa momentami, rozładowywana jest licznymi dialogami i rozterkami miłosnymi głównego bohatera. Szczęśliwie motyw romantyczny nie przydusza ani nie dominuje nad opowieścią, toteż uff, kto czytuje blog ten wie, że miłosne opowiastki przodujące w powieści kryminalnej działają na mnie jak płachta na byka. Tutaj jest w porządku; choć generalnie szału nie ma, ale przeczytać można. Zabrakło pazura w osobowości głównego bohatera, przez co opowieść okazała się być nieco miałka i mdła. Nie uważam czasu spędzonego nad lekturą powieści za stracony, gdyż nieźle się bawiłam (niestety również przy wygrzebywaniu baboli redakcyjnych…), ale spodziewałam się czegoś lepszego. Książka „Milczenie lodu” zdecydowanie sprawdzi się jako lektura na leniwe, upalne popołudnie – choćby dlatego, że sam jej tytuł chłodzi ;) Wielbiciele gatunku powinni być ukontentowani, zwłaszcza, że zdarzają się bardzo sympatyczne momenty:
"Rodzice zawsze dawali mu książki na Gwiazdkę. W jego domu liczyła się islandzka tradycja czytania nowej książki w Wigilię do wczesnych godzin rannych"
Świetna tradycja.

Milczenie lodu
Ragnar Jonasson
Amber 2016


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz