Świadek, Lars Kepler

„Miejsca zbrodni i miejsca znalezisk są jak lustra, w których odbija się obraz sprawcy. Okruchy motywu znajdują się we wzorze krwi na tapetach i podłodze, wśród przewróconych mebli, śladów butów i w pozycji ciał (..) Sprawca zawsze przydziela ofierze i miejscu specyficzne funkcje. Ofiara odgrywa jakąś rolę w wewnętrznym dramacie sprawcy, a miejsce zabójstwa można postrzegać jako scenę ze scenografią i rekwizytami” 


Na terenie zakładu opiekuńczego dla trudnych dziewcząt w Szwecji dochodzi do niewyjaśnionej zbrodni. Jedna nastolatka zostaje znaleziona martwa w swoim pokoju, zaś wychowawczyni, która tego feralnego wieczoru miała dyżur – w budynku gospodarczym. Ani sprawca, ani motyw zbrodni nie są znane, bo i skąd – do najbliższych zabudowań jest kilka kilometrów, a dom otacza las. Kto chciałby śmierci którejkolwiek z dziewcząt? Choć trudne i z mroczną przeszłością, pensjonariuszki domu są odizolowane od społeczeństwa, a resocjalizacja zdaje się przynosić owoce… Czyżby mordercą była jedna z nich? Dowodzi temu narzędzie zbrodni ukryte pod poduszką u krnąbrnej nastolatki, która na dodatek przepada jak kamfora.... Detektyw Joona Linna ma jednak swoją teorię. Jak zresztą zawsze.
„Świadek” to moja druga powieść duetu Lars Kepler i z pewnością nie ostatnia. Mroczna, duszna atmosfera to jeden z największych atutów powieści, którą wzmaga surowy, szwedzki klimat. Skrupulatnie splątana intryga kryminalna sprawia, że trudno rozszyfrować, kto stoi za morderstwami, a treść wymaga ciągłego skupienia uwagi i wyłapywania drobnych niuansików, ostatecznie tworzących rozległą i skomplikowaną fabułę. Porządnie skonstruowani bohaterowie dodają smaczku – dziewczęta, wyrysowane grubą krechą, są wiarygodnie nieprzystosowane i zagubione, a Linna – jak na enigmatycznego glinę, stanowiącego trzon całej serii opowieści, przystało – jest rozkosznie tajemniczy i „niedokończony”. To lubię w powieściach, tę niejednoznaczność postaci, ich plastyczność. Tacy są zresztą ludzie w prawdziwym życiu – ich również nigdy nie poznamy na sto procent. Lars Kepler skwapliwie korzystają z tej boskiej mocy należnej pisarzom i nie dopowiadają wszystkiego. Dzięki temu ma się chęć sięgać po kolejne książki…. Nawet, jeśli zaczęło się cykl od końca i tak naprawdę o akcjach z pierwszego tomu wie się więcej, niż powinno… :) Niemniej nie polecam sugerować się stereotypami, jakie narosły dookoła „kryminalnej powieści skandynawskiej”. To bardzo szerokie pojęcie i obejmuje zarówno semi-romantyczne opowiastki z trupem w tle rodem od Camilli Lackberg, jak i pełne zagadek thrillery w stylu „Millenium” Stiega Larssona czy brawurowe i bogate w dynamikę opowieści sensacyjne (Arne Dahl). Lars Kepler też ma swój styl, tworzący atmosferę pełną niepokoju, z zaskakującą woltą i barwną (choć bynajmniej nie dominującą) warstwą psychologiczno-obyczajową. Choć może brzmi to teoretycznie jak opis każdej opowieści kryminalnej, to wierzcie mi – Kepler to specyficzna proza, a ich powieści to mroczne dreszczowce, nie pozwalające się ani na moment oderwać.

Po „Piaskunie” byłam zafascynowana duetem Lars Kepler. „Świadek” tylko tę fascynację pogłębił. Szczegółowa, pieczołowicie zbudowana intryga kryminalna wespół ze świetnym tłem akcji i zaskakującą końcówką oraz dramatycznymi, pełnymi napięcia zwrotami akcji (scena w rzeźni – mistrzowska!) dają w rezultacie pasjonującą powieść kryminalną, którą mogę polecić każdemu wielbicielowi dobrej książki. Ostrzegam tylko, że przy „Świadku” nie wyłączycie myślenia, a książka – choć rozrywkowa – to jednak stanowi nie lada intelektualne ćwiczenie. Ale myślę, że tego właśnie chcecie. To bierzcie!

Świadek
Lars Kepler
Wyd. Czarne 2016


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz