Rzeka podziemna, Tomasz Jastrun

"Nic bowiem nie mówi tak prawdy jak słowa. I nic tak nie kłamie"

To mogłoby być niezłe hasło krzyżówkowe. Choroba duszy na "d", 8 liter, trzecia "p". Chyba nawet bez podpowiedzi większość szaradzistów by sobie poradziła. Nie tylko dlatego, że depresja zbiera obecnie ogromne żniwo, ale również dlatego, że zaczyna być o niej głośno. Mimo to nie jest łatwym tematem do opisu ani prostą do zdiagnozowana chorobą. Często bywa bagatelizowana, jeszcze częściej - ukrywana. Mamy XXI wiek, w każdym większym mieście są psychoterapeuci, ale to wciąż coś... egzotycznego, nieznanego, nieoswojonego. Ja sama czasem podchodzę do tematu jak pies do jeża, i nie wiem, z której strony go ugryźć. 

Bohater powieści Tomasza Jastruna, bezimienny narrator, cierpi na pogłębiającą się depresję. Snuje swoją pełną dygresji opowieść niespiesznie, obnażając się w całości, nie zostawiając ani kawałka tajemnicy. "Rzeka podziemna" to proza poetycka, mocno metaforyczna, ocierająca się niebezpiecznie o grafomanię epopeja człowieka walczącego z chorobą. Czyta się szybko, ale i boleśnie; to nie jest wesoła lektura. Trzeba to zaznaczyć, bowiem jeśli ktoś szuka pięknej opowieści o tym, jak można łatwo i bezproblemowo poradzić sobie z depresją i liczy na lekturę z happy endem, to może się zdziwić. "Rzeka podziemna" jest ciężka, mroczna, trudna; bohater momentami budzi współczucie, innym razem - irytację. Gość bardziej się przejmuje tym, co się stanie po jego śmierci, o której nieustannie myśli, niż życiem. Możemy obserwować eskalację tego smutku i to, jak z nadmiernie korespondującego przez internet syna kobiety chorej na psychozę maniakalno-depresyjną (obecnie nazywanej chorobą dwubiegunową) staje się samotnym odludkiem, więźniem własnych czterech ścian i swoich myśli. Narrator nie jest ani dobry, ani zły, jest ludzki - tak ludzki, jak może być erotoman nie wierzący w monogamię, skurwiel z totalnie skrzywioną moralnością, wrażliwy artysta, hipochondryk i szczur korporacyjny. Tak niezwykle złożona postać budzi tak wiele skrajnych uczuć, że nie ma możliwości, aby czytelnik nie zaangażował się emocjonalnie w tę historię.
Tomasz Jastrun napisał książkę, która nie powinna być sprzedawana osobom mającym problemy z własną duszą. Za to ich rodzinom - jak najbardziej. Depresja u Jastruna nie jest ugłaskana, nie jest udelikatniona, a miewam wrażenie, że często tak właśnie bywa przedstawiana - jakby z grzecznością, tak, by jej przypadkiem nie urazić, bo to właśnie wciąż temat niezręczny i wywołujący skrępowanie, jak wydalanie czy wyciskanie ropnych krost. Jastrun znalazł na nią sposób, tak jak i ten nieszczęsny pies od jeża zaczął od brzucha, dostał się jakoś do esencji choroby i ją bez pardonu wybebeszył. A my te bebechy możemy oglądać. I, doprawdy, nie jest to ładny widok.

Jestem pod ogromnym wrażeniem tej książki. Bałam się, że to będzie czcza opowiastka, obyczajówka pędząca po teoretycznie łatwym i chwytliwym temacie, mającym zapewnić autorowi poczytność z racji tego, że dotyka tematu tabu. Nawet jeśli tak było, to Jastrun stanął na wysokości zadania i przedstawił obraz życia osoby chorującej na depresję w całej jej brzydocie, smutku, chaosie i bezsensie. Mnóstwo erotyki i fizjologii dopełnia dzieła, Jastrun nie stosuje eufemizmów, choć cała powieść dryfuje na granicy prozy i poezji. Czytelnik ma ochotę złapać narratora za ramiona, wstrząsnąć nim, krzyknąć "weź się ogarnij!", ale kolejne strony udowadniają mu, że i tak nic by to nie dało. To podstępna choroba. Wyniszczająca. Podobnie lektura książki - miałam po niej doła, bo "Rzeka podziemna" męczy, smuci, denerwuje - słowem: porusza. I o to chodzi w literaturze.

"Rzeka podziemna"
Tomasz Jastrun
Wydawnictwo Czarna Owca 2016



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz