[w kilku słowach] Malowidło, Grzegorz Gajek

"W historii każdej rodziny znajdzie się jakiś mroczny epizod (...). Nie mówimy o tym, bo wolimy wierzyć, że zło dotyczy tylko innych. Ale zło jest wszędzie. Nikt z nas nie jest bezpieczny"


Uwielbiam motyw nawiedzonego obrazu. Dlatego tak bardzo mi się podobają historie w stylu "Drogowy Wirus jedzie na północ" czy "Ręka Mistrza" Stephena Kinga albo, chociażby, klasyczny 'Portret Doriana Graya' Oskara Wilde. W obrazach jest bowiem zaklęta obietnica strasznej niekiedy historii, opowieść mająca ogromny potencjał grozotwórczy.
Nic dziwnego, że jestem zachwycona najnowszą powieścią Grzegorza Gajka. Wydawca (tradycyjnie już) kazał nam strasznie długo na nią czekać, ale było warto. "Malowidło" ma bowiem wszystko to, czego oczekuję od lekkiej ghost-story z nawiedzonym obrazem w tle - tajemnicę, suspens, złożoną historię i bohatera, z którym można się utożsamić. Eskalacja napięcia, powoli odsłaniany sekret i zaskakujący, niejednoznaczny finał to dodatkowe elementy, które tylko zwiększają zajebistość tej książki.

Generalnie chodzi o to, o co zwykle chodzi w takich opowieściach - jest sobie bohater, który wchodzi w posiadanie pięknego i intrygującego przedmiotu. Na starym obrazie, namalowanym przez nieznanego autora, widnieje podobizna tajemniczego młodzieńca. To jedyna rzecz, którą Karol będzie chciał ocalić z kupionego starego domu na Śląsku, dokąd przybędzie, by lizać rany po poprzednim życiu. To tu powoli popadnie w małe szaleństwo. Pragnienie odkrycia tożsamości młodzieńca z obrazu i poznania jego sekretu powiedzie go daleko - dosłownie i w przenośni. 
"Uśmiech przemocą wykrzywił mu usta"
Choć budowa fabuły jest prosta jak budowa cepa i właściwie główną oś łatwo rozszyfrować, to potęgą "Malowidła" jest nie schemat akcji, a sposób prowadzenia narracji. Groza wyłazi z każdej strony, psychoza bohatera staje się naszą psychozą, a intrygujące oko śledzące bohatera zaczyna patrzeć i na nas... Gajek świetnie manewruje słowem, oszczędnie i dosadnie, nie będąc przy tym przesadnie ckliwym czy patetycznym (całe szczęście!). "Malowidłu" daleko od współczesnej grozy, pełnej brutalności i gore, tutaj doświadczymy raczej subtelnej grozy i niepokoju. Zwieńczeniem historii jest skomplikowane, ale spójne rozwiązanie, które jednak nie daje wszystkich odpowiedzi... Ale zastosowany twist fabularny rekompensuje niedosyt zakończenia. Jeśli mam być szczera, majstersztyk. Dawno nie czytałam książki tak wyważonej, tak delikatnie, acz sukcesywnie niepokojącej i nie dającej zasnąć aż do ostatniej strony.

Cudownie przyjemnie jest czytać i opisywać opowieści napisane z klasą i wyczuciem. Do grona takich opowieści z pełną świadomością dopisuję "Malowidło". Niecierpliwie czekam na kolejne powieści autora, a Was zachęcam do lektury. W sam raz na długie, zimowe wieczory... Dajcie się uwieść młodzieńcowi z obrazu, a obiecuję Wam, że będzie to noc warta zapamiętania. 

"Malowidło"
Grzegorz Gajek
Wydawnictwo Videograf 2016

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz