Magia olewania, Sarah Knight

"Można powiedzieć, że życie to seria wyborów tak/nie, przejmowania ię i odpuszczania sobie. Jeżeli dalej będziesz podążała obecną ścieżką, to pod koniec każdego dnia, tygodnia albo miesiąca będziesz u kresu swojej wytrzymałości i zdasz sobie sprawę, że działałaś na korzyść wszystkich poza SOBĄ"

Mówiąc telemarketerom "nie jestem zainteresowana" czuję się strasznie winna. Dlaczego odłożenie słuchawki po 5 minutach słuchania tego, co mnie w ogóle nie dotyczy, jest takie trudne? 
Zresztą to niejedyny problem, z jakim czasem się muszę zmierzyć we własnej głowie. Czy byłam wystarczająco miła dla pijanego bezdomnego pod Biedronką, któremu dałam 2 zł z wózka i jeszcze dołożyłam kolejną złotówkę z portfela?
A jeśli nawet z obcymi sobie dam radę, to czy muszę przeczytać rękopis koleżanki, która totalnie się nie nadaje na pisarza, ale męczy mnie od miesiąca prośbą o przeczytanie całej "innowacyjnej" powieści?
Znacie to?

Dzisiaj jest premiera książki "Magia olewania" Sary Knight. Przeczytałam ją super mega ekspresowo, bo jestem osobą, która przejmuje się absolutnie wszystkim (tak, i przejmowałam się tym, że jest dzisiaj premiera, więc trzeba by dzisiaj dodać recenzję). 
Nie umiejąc odmówić, by nikogo nie urazić, zdarzało mi się a) kupować nieprzydatne i podejrzane rzeczy na parkingach - jak np. perfumy z nieznanego źródła; b) mieć torebkę pełną ulotek, których nie potrzebuję, od osób, których nie znam, informujących o rzeczach, których nigdy nie kupię albo o miejscach, w których nigdy nie będę; c) robić masę innych rzeczy tylko dlatego, że wypada, że tego ktoś ode mnie oczekuje, że powinnam. 
Sarah Knight robiła to samo. W pewnym momencie totalnie odmieniła swoje życie i przestała się przejmować. Tą książką udowodniła mi nie tylko to, że powinnam mieć głęboko w poważaniu co "wypada" albo co "powinnam", i że jedyną osobą, która czegokolwiek "oczekuje" (albo wmawia sobie, że to robi) jestem ja sama. 

Marnując kupę czasu i energii na zamartwianie się rzeczami bez znaczenia i zmuszanie się do robienia tego, na co nie mam ochoty, wpadłam w wir powinności, które zabierają mi radość życia. Dosłownie. Bo zamiast cieszyć się błogim spokojem w blasku wiosennego słońca robię masę rzeczy, które ani nie dają mi szczęścia, ani niczego tak naprawdę w moim życiu nie zmieniają. W tej całej gonitwie pozorów zapominam o jednej osobie - o sobie. Olewam siebie, zamiast olewać wszystko inne. 

Łatwo powiedzieć. Sarah Knight może Ameryki nie odkryła, ale napisała sympatyczną, prześmiewczą książkę, która uczy tego, jak sobie czasem odpuścić. Mogłabym rozpisywać się na temat konstrukcji książki, na temat języka, narracji, przekładu, i pewnie tego oczekuje ode mnie wydawca, który mi tę książkę wysłał (sugestia jakaś, czy co?). Mogłabym spróbować Was do tej książki przekonać albo wręcz przeciwnie - odradzić Wam ją. Mogłabym napisać 50 000 znaków i okrasić recenzję setką zdjęć, cytatów, błyskotliwych spostrzeżeń. Ale wiecie, co?

Olewam to.

I niech Wam to wystarczy za rekomendację.

Sarah Knight 
Magia olewania
Jak przestać spędzać czas, którego się nie ma, z ludźmi, których się nie lubi, robiąc rzeczy, których się nie chce robić

Wydawnictwo Muza 2017

Premierowo


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz