Narratologia, Paweł Tkaczyk

„Jesteś opowiadaczem historii ukształtowanym przez miliony lat ewolucji. Naucz się lepiej panować nad tą umiejętnością, a będziesz lepszym człowiekiem.”

Była sobie kiedyś pewna Sztuka… Różnie możemy ją nazywać – ideą, teorią, nauką, a może nawet (sic!) rzemiosłem…, bo i każdy z nas różnie ją może interpretować. Ale to nie o nazewnictwo się tutaj rozchodzi, drogi Czytelniku. Jest to opowieść drogi pewnej umiejętności, która – jeśli opanowana – może Cię wzbogacić tak materialnie, jak i duchowo. Pozwól zatem, że Ci o niej opowiem.
Sztuka pojawiła się dawno, dawno temu. Może właśnie wtedy, gdy pierwsi ludzie zaczęli posługiwać się mową? Wtedy, gdy musieli przekazać myśli, formowane w głowie, nauczać i przestrzegać innych, a także… opowiadać historie do snu. Sztuka rozwijała się i rosła, doskonalona latami przez doświadczenie, sukcesy, porażki i przeżycia tego, Który Ją Nosił i który, następnie, przekazywał ją dalej. Gdy wreszcie dojrzała, w pełni się ukształtowała, a jej oblicze można było bez trudu przelać na papier, wyszła z głowy jednego z tych, którzy ją uprawiali – i puff, zyskała ramy, materializując się w postaci książki. 

Książka ta, od okładki po okładkę wypełniona błyskotliwością i kunsztem swojego twórcy (póki co, teoretycznie!), ochoczo przeszła przez wszystkie etapy swojej egzystencji – została napisana, oceniona, wydana i zapakowana w papier, do którego następnie przyklejono znaczek. Kolejne jej losy to przepełniona niebezpieczeństwami wyprawa do Miejsca Przeznaczenia, do ostatecznego już – o czym jeszcze nie wiedziała – celu. Podróż Życia, można by rzec. Nie wiedziała tak naprawdę, co ją czeka po przybyciu. Była przecież taka, jak setki innych. Nie wyglądała też jakoś szczególnie wyjątkowo (biała koszula i czarne napisy, wielkie mi rzeczy). Nie porywała kolorami, nie epatowała nagością, nie zadziwiała wyżynami umiejętności grafików. Jej treść była zagadkowa, ale – powiedzmy to sobie szczerze – trudny tytuł mógł zwieść niejednego, który wykrzyknąłby bez wahania „nuda!”. Miała trudny start. Średnio atrakcyjne opakowanie i zagadkowość jej istoty mogły dać jeden z dwóch rezultatów. Albo porwie, albo… zanudzi na śmierć. Jeśli potrafisz sobie wyobrazić nijaką chudą dziewczynkę z warkoczem, w okularach, przestępującą z nogi na nogę, ubraną w pozbawioną wyrazu szarą sukienkę i buty na płaskim obcasie, stojącą niepewnie na scenie – to możesz sobie wyobrazić tę książkę.

http://bi.gazeta.pl/im/8/5125/z5125578IER.jpg

Gdy dotarła na miejsce, została pospiesznie rozpakowana. Był to dramatyczny moment, pełen niepokoju i niepewności. Oto trafiła do obcego, nieznanego sobie miejsca i jeszcze nie wiedziała, czy okaże się przyjazną przystanią, d o m e m, czy jedynie wrogą, obcą krainą, z której czym prędzej będzie musiała uciec. Jej nowy właściciel nie był do końca przekonany, czy Sztuka okaże się wystarczająca dla jego wysokich ambicji. O takiej Sztuce czytał już bowiem nie raz, i sam, choć Sztukę uprawiał od niedawna, z racji braku optymalnej nauki zmuszony był doskonalić ją samodzielnie. Heh, prawdę mówiąc, nie wychodziło mu to zbyt dobrze. Porażka goniła porażkę, a mówca – bo tym, między innymi, był nowy właściciel włożonej między okładki Sztuki – desperacko potrzebował porady. W jaki sposób słowami zainteresować tłumy? Jak skupić na sobie uwagę słuchaczy zarówno dojrzałych, zwykle zamkniętych w sobie za tarczą skrzyżowanych rąk, jak i całkiem małych, otwartych, ale mających tak wiele na głowie, że skupienia starcza im tylko dla kilku naprawdę Dobrych Historii?
Mówca sceptycznie oglądał książkę. Ubranko ze znaczkiem, w którym podróżowała, leżało porzucone na podłodze. Zainteresował się nim kot zameldowany pod tym samym adresem. Mówca trzymał książkę jedną ręką, a drugą rozpuścił włosy spięte nad karkiem w ciasny kok. Książka zrobiła to samo… Odprężenie przyszło momentalnie, i choć tego dnia Mówca miał jeszcze wiele do zrobienia, to – pozwalając sobie na odrobinkę relaksu – uchylił rąbka tajemnicy Sztuki.  
I przepadł. Sztuka go pochłonęła, choć tak naprawdę mówiła o niczym innym, jak o… Sztuce. Sztuka o sztuce. Była to bowiem opowieść… o opowiadaniu.
Pamiętasz okularnicę w szarej sukience? Po rozpuszczeniu warkocza zaczęła rapować, tańczyć Riverdance i malować palcami po piasku podobizny gwiazd showbiznesu. Na raz.

https://i.imgflip.com/qiev6.jpg?a415128

Szczęka opada, co?

Marnym twórcą byłby ten, którego dzieło samo w sobie nie stanowiłoby o wartości Sztuki. W momencie, gdy Mówca zmuszony był oderwać wzrok od książki, gdyż zdążyło już zajść słońce, a kot zgłodniał – jak i sam mówca – garniturowe spodnie były już mocno pogniecione, a koszula wyglądała, jakby sam Beethoven (pies, nie kompozytor) przeżuł ją i wypluł. Mimo to Mówca był ukontentowany, oczarowany i… szczęśliwy. Bo oto wreszcie znalazł książkę, która pomoże mu w tym, by następnie sam mógł oczarować innych.
A Sztuka? Choć spenetrowana wzrokiem już całkowicie, to nie zostanie porzucona, jak setki jej podobnych. Ta historia kończy się prawdziwie happy endem. Będzie żyła – nie tylko w głowie i czynach kolejnych czytelników, ale u samego Mówcy, który przestał być li tylko właścicielem książki, a stał się… przyjacielem.
A dlaczego rybka na zdjęciu? A pamiętasz bajkę o rybie i wędce...?

http://www.repostuj.pl/upload/2017/03/original_146079_b51bacf0f6dd99d78d2aacf18455cb7a.jpg
(z tym obrazkiem żartuję, ofkors)

Takie oto losy spotkały „Narratologię”, książkę Pawła Tkaczyka wydaną przez PWN, jeden z najlepszych poradników o opowiadaniu, jakie czytałam. Książkę, w której pojawiają się fragmenty baśni, popkultura, współczesność i nowoczesność, groteska i gore, a sztuka opowiadania została skrupulatnie opatrzona przykładem i… komentarzem. Błyskotliwym i rozbrajającym. „Narratologia” nie jest kolejnym nudnym pseudointelektualnym bełkotem, którego pełno na rynku, a którego nijak nie idzie zrozumieć. Nie jest to praca doktorska ambitnego teoretyka, zmuszonego zawrzeć w publikacji milion fachowych terminów, których zrozumienie wymaga słownika i trzyletnich studiów. To jest praktyczny przewodnik napisany normalnie. Tak normalnie, że aż wyjątkowo.
A jeśli czegoś nie zrozumiesz, to spoko. Do zrozumienia nie będziesz potrzebował tomiszczy encyklopedii, a… youtube’a, kilku kasowych filmów, Shreka i TV. No i dużo, dużo wyobraźni, ale tego Ci chyba nie brakuje?

https://d.wpimg.pl/203843625-1288759591/shrek.jpg

Opowiedziałam Ci o książce. Zrobiłam to… źle? A może dobrze? Opowiedziałam o produkcie, o podróży, o idei...? O czym tak naprawdę? Tkaczyk tak radzi: „Źródła tematów już omawialiśmy – niech to będzie historia o kimś ważnym, o ciekawym miejscu, o miłości, powrocie… Na pewno nie o produkcie, nawet jeśli musisz o nim w którymś momencie opowiedzieć”. Badum-tss.
Przeczytaj książkę i powiedz mi, co zrobiłam źle.

Tak się robi poradniki. Serdecznie polecam.



dla kogo?

pisarzy, fachowców od PR, speców od reklamy, dziennikarzy, radiowców (zwłaszcza tych pragnących przełożyć „Ojca Mateusza” na język radia), edukatorów, nauczycieli, mówców, rodziców małych dzieci i imprezowiczów, lubiących być w centrum uwagi

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz