Czarna Madonna, Remigiusz Mróz


"Zło przeniknęło do naszego świata i miało zadomowić się w nim na dobre"


Berg, były duchowny walczący z kryzysem wiary, ma nie lada problem - jego narzeczona wraz z 520 pasażerami lotu do Tel Awiwu nie doleciała do celu. W zasadzie... nie doleciała donikąd, gdyż maszyna zniknęła z radarów gdzieś nad Morzem Śródziemnym. Zniknięcie maszyny staje się newsem nr 1 we wszystkich kanałach informacyjnych, a Berg zaczyna doświadczać pewnych dziwnych uczuć... 

Remigiusz Mróz jest nie tylko niesamowicie poczytny, ale i niesamowicie płodny literacko. I choć jak dotąd kilkakrotnie zarzucano mu brak odpowiedniego przygotowania merytorycznego do snucia swoich historii (kto śledził "aferę" związaną z literackim alter ego Mroza, ten wie, o czym mówię*), to połakomiłam się na "Czarną Madonnę". Opowieść przygodową i horror, czerpiący z tego, co w klasyce horroru najlepsze - opętania, zagadki, wszechobecne zło. Brzmi nieźle, prawda? W praktyce, niestety, nie jest tak fajnie... Ale po kolei. 
Zarzuty do książki rosną wprost proporcjonalnie w miarę posuwania się akcji. Takiego nagromadzenia przeróżnych informacji, pochodzących z niewiadomych źródeł (obstawiam wikipedię) i nadmuchania tekstu jałową gadką to dawno nie czytałam. Mróz po prostu leje wodę. Każde zdanie napisano najdłużej, jak tylko się dało - czy to celem wydłużenia powieści, namnożenia znaków, czy to celem wywołania nadmiernego napięcia poprzez niemożliwe wręcz rozwleczenie akcji.... Jest tylko jeden autor, któremu takie zabiegi wychodzą na dobre - ale Stephen King ma to do siebie, że to rozwleczenie stanowi atut jego narracji, nie wadę. U Mroza wychodzi to dosyć kiepsko i baaardzo irytująco. Już w okolicach połowy książki byłam nieco zniechęcona, ale samozaparcie i chęć poznania zakończenia sprawiły, że nie odłożyłam jej na bok. A mogłam. "Czarna Madonna" to bowiem hybryda "Egzorcysty" i "Kodu Da Vinci", z tą różnicą, że obie te książki były po prostu lepsze. 
Kolejne zarzuty? Główny bohater jest totalnie niewiarygodny. Jego relacje z przyszłą szwagierką - choć w zamierzeniu zapewne miały dodać nieco "grzeszności" do opowieści - wypadły blado i nieprzekonująco. Sam finał, niestety, groteskowy i mało satysfakcjonujący. Ponadto mam wrażenie, że wszelką wiedzę na temat opętań, egzorcyzmów i historii Kościoła Mróz zaczerpnął z telewizji i teorii spiskowych, przy czym wiedza głównego bohatera o WSZYSTKIM (i to ze szczegółami) jest po prostu... nieprawdopodobna. I znów wracam do punktu wyjścia.
No i o co chodzi z tym earl greyem? Naprawdę trzeba podkreślać fakt, że bohater lubi tę herbatę na co drugiej stronie? Grrr. 

W tym wypadku niestety ilość zdecydowanie nie idzie w parze z jakością. Zwykle unikam pisania jednoznacznie negatywnych opinii, ale nie potrafię inaczej. Nie czuję wielkich wyrzutów sumienia pisząc te słowa, gdyż komu jak komu, ale Mrozowi niepochlebne opinie zdecydowanie nie zaszkodzą w karierze. Ale, szczerze mówiąc, jestem nieco zaskoczona niskim poziomem książki. Być może jednak jestem nieco bardziej zaawansowanym czytelnikiem grozy, niż docelowa grupa odbiorców "Czarnej Madonny", ale hej, Remek, nie traktuj swoich czytelników jak idiotów! Jedno, co można oddać autorowi, to fakt, że jego książka po prostu wciąga. Ale jest to tak nieskomplikowane i niestraszne czytadło, którego fabułę zapomina się kilka dni po lekturze, że naprawdę szkoda na nie czasu. 

*tak a propos "literackiego alter ego" Mroza cytat z książki: "Kiedy się obudziłem, na dworze już świtało. Powieść jakiegoś pisarza z Wysp Owczych leżała otwarta na kołdrze". Sic!


"Czarna Madonna"
Remigiusz Mróz
Czwarta Strona 2017

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz