Czy mnie słyszysz, Elena Varvello



"Jeśli nie mówi się o pewnych rzeczach, wydają się mniej rzeczywiste"

Niektóre książki mają w sobie jakiś taki smutek, i nie chodzi wcale o fabułę. Wiadomo, że morderstwa do przyjemnych spraw nie należą, ale to już autora rola, by odpowiednio je przedstawić. Podobnie jest na plenerach malarskich – niby każdy ma do namalowania ten sam temat, ale efektów będzie tyle, ilu ludzi chwyci za pędzel. Ameryki nie odkryłam, ale autorka tej powieści również nie. Elena Varvello napisała powieść, której fabuła jest bardzo prosta, a nawet banalna, ale to w stylu i języku kryje się to, co ją określa. „Czy mnie słyszysz?” to bowiem niezupełnie kryminał i niezupełnie thriller, choć dotyczy zbrodni i tajemnicy. To raczej smutny wycinek rzeczywistości pewnego włoskiego miasteczka i wydarzeń, w których zarówno zbrodniarz, ofiara, jak i konsekwencje zbrodni są znane od samego początku – a jednak intrygują i poruszają do samego końca.

„Czy mnie słyszysz?” biegnie dwutorowo. Z jednej strony mamy historię młodego chłopaka o imieniu Elia. To mało wyróżniający się nastolatek, który akurat właśnie na kartach książki przeżyje swoją pierwszą miłość. A jednak to rodzące się uczucie jest z gruntu złe – obiektem zainteresowania Eli jest matka jego nowego przyjaciela. Gorzej, że i on nie jest jej obojętny… Ten wątek sam w sobie już jest na tyle bogaty, by móc unieść ciężar całej powieści, jednak to nie wszystko. W tym małym miasteczku każdy ma jakieś tajemnice. W tym także ojciec Eli, który do swojej furgonetki zaprasza młodą dziewczynę…

Uderzam się w pierś – to nie jest jakaś super zagmatwana książka. Fabuła jest prosta jak budowa cepa (chociaż – jak wygląda cep?) i w zasadzie jest dość przewidywalna, właśnie dlatego, że wszystko od początku wiadomo. Mimo to trudno się od książki oderwać. Ma w sobie jakąś taką lepkość, mrok – tragedia rodziny Eli i jego samego to dramat nieprzemijający, okraszony smutkiem i poczuciem beznadziei. Pokazuje, ile znaczy rodzina i te mało istotne rzeczy, które budują skomplikowaną i powiązaną zależnościami codzienność. Codzienność, która składa się na życie nie jednej, a kilku osób – zaś decyzje i problemy jednostki w znaczący sposób rzutują na przyszłość całej rodziny.

„Czy mnie słyszysz?” nie jest fenomenem, ale jest książką na tyle przyzwoicie napisaną i wciągającą, że warto poświęcić dla niej kilka wieczorów. To taka spokojna, wręcz pasywna lektura, która pozwala na chwilę zwolnienia i refleksji. Bo szkoda mi tego młodego chłopaka, dziewczyny z furgonetki, dwóch matek – Eli i Stefano – a nawet ojca chłopaka. Mało tu stereotypowej włoskiej radości, co też w jakiś sposób ujmuje. Książka Eleny Varvello to takie lajtowe połączenie dramatu, romansu, powieści psychologicznej i obyczajowej z odrobiną intrygi. To opowieść o rozpadzie rodziny, o chłopięcej przyjaźni i o pierwszej, zakazanej, miłości. Na wiosnę w sam raz.

„Czy mnie słyszysz?”
Elena Varvello
Wyd. Literackie 2018


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz