Łowcy głów, ekranizacja


gatunek: Kryminał, Thriller
produkcja: Niemcy, Norwegia
premiera: 25 maja 2012 (Polska) 4 sierpnia 2011 (świat)
reżyseria: Morten Tyldum
scenariusz: Ulf Ryberg, Lars Gudmestad
Na podstawie: Jo Nesbø "Hodejegerne" (powieść)

"Nazywam się Roger Brown, mam 168 cm wzrostu. Nawet bez psychiatry wiem, że trzeba to czymś kompensować"


Fabuły filmu opisywać nie będę, gdyż to, co mogłabym powiedzieć bez spoilerów, powiedziałam już w recenzji książki "Łowcy głów" autorstwa Jo Nesbø. I nie popełnię błędu, gdyż w ostatecznym rozrachunku film jest wiernym odzwierciedleniem książki.
Wrażenia?




Po pierwsze - obsada. Pomimo, że podczas lektury wyobrażałam sobie Rogera Brown zupełnie inaczej, to doskonale sprawdził się w roli. Facet ma niesamowitą mimikę twarzy, w wielu momentach byłam pod wielkim wrażeniem emocji, które odzwierciedlały się na jego twarzy.  Gdy zaś w połowie filmu zmienił image diametralnie, to również było dość zjawiskowe. Jeśli będziecie oglądać, zwróćcie uwagę na moment po wypadku przy rzece. Przyjrzyjcie się twarzy Aksela Hennie, zrozumiecie, co mnie tak zachwyciło. 



Następnie - Clas Greve, grany przez Nikolaja Coster-Waldau, którego większość z Was może znać w roli Jaimie'go Lannistera z serialu "Gra o Tron". Szczerze? Gra aktorska Henniego znacznie bardziej mi się spodobała, Nikolaj grał niezbyt przekonująco, a może po prostu inaczej sobie Clasa wyobrażałam podczas czytania książki...? 


Jeśli zaś chodzi o Dianę, zagraną przez Synnøve Macody Lund - bomba! Trafili w 100% - śliczna, delikatna i idealna do roli. Cały czas miałam wrażenie, że gdzieś już widziałam tę aktorkę, jednak "Łowcy głów" to jej debiut filmowy (według filmwebu).

 Kto czytał książkę, pewnie mnie zrozumie, gdy powiem, że z niecierpliwością oczekiwałam "wątku w wychodku". Zastanawiałam się, jak sobie filmowcy z tym poradzą... I poradzili sobie nieźle. Choć ominęli jeden aspekt (co mnie nie dziwi), to wyszli z impasu obronną ręką. 




Czytałam opinię, że jest to komedia kryminalna. W żadnym wypadku! Owszem, absurd goni absurd, a bohaterowie niejednokrotnie popełniają straszne głupstwa, ale czy jest to dowcipne? Może jeśli podchodzi się do filmu bez znajomości książki, pewne elementy - wspomniany wychodek czy nabicie psa na traktor mogą wydać się zabawne i komiczne. Jednak podczas lektury książki te momenty wcale nie były zabawne - Nesbo przedstawia nam groteskowe wizje, acz śmiertelnie poważne, które nie stanowią żartu, lecz prędzej zabieg dowodzący temu, jak wiele jest człowiek w stanie znieść, by przeżyć. Widzimy też przemianę bohatera ze schludnego biznesmena w ręcznie szytych butach do złamanego, okrytego gównem uciekiniera. I wbrew pozorom nie ma tu nic śmiesznego. 

Podsumowując
Cóż, ja jestem zaspokojona. Film spełnił moje wyobrażenia. Jak na ekranizację, jest nieźle. Pierwsza połowa filmu niemalże całkowicie wierna książce, druga - cóż, wiele rzeczy pominięto, kilka zmieniono (jak choćby kwestię TIRa), ale bez szkody dla fabuły. Logiczne jest zresztą, że aby zmieścić całą fabułę w 100 minutach trzeba z kilku rzeczy zrezygnować.
Jak na film kryminalny - jest bardzo dobrze. W kilku momentach można się nieźle pośmiać, zważywszy na to, że pojawiają się elementy wręcz groteskowe, a w innych - tych przepełnionych gore, krwią i fekaliami - można się wzdrygnąć. I ten norwerski... podobne odczucia miałam przy "Jackpot". Język jest dziwny i trudno się w nim ogarnąć. Wiele zapożyczeń z niemieckiego czyni go nieco zgrzytliwym, ale dodaje filmowi atmosferę egzotyki i inności. Ale generalnie - polecam fanom Nesbo i nie tylko.




PS Podobno Amerykanie mają w planach swoją ekranizację. Nie wiem, czy mi się to podoba... Jak było z "Milennium" i "Dziewczyną z tatuażem" - wiedzą wszyscy. Pierwowzór zwykle okazuje się najlepszy. Czasami trzeba więc zostawić wszystko tak, jak jest.

11 komentarzy:

  1. Chętnie zapoznam się z tą produkcją w wolnej chwili ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. kryminały w wersji książkowej to u mnie rzadkość a w wersji filmowej to już inna kwestia. może obejrzę :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo mi się ten film podobał. Z jednej strony świetnie się bawiłam, z drugiej nie brakowało też mocnych, naturalistycznych scen. Nie wiem czemu, ale chyba najbardziej zapadła mi w pamięć ta, w której bohater golił sobie głowę. Amerykanie niech trzymają się od tego filmu z daleka!

    Poleciłam ten film koledze. Postawił 3/10. Skomentował to mniej więcej tak: "Nadajnik GPS w formie żelu? Szanujmy się". :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie to samo powiedzieli Lemowi, kiedy pisał o promach kosmicznych ;)

      Usuń
    2. A - widziałam Twoją ocenę na filmwebie, dałam taką samą. A scena z goloną głową bardzo poruszająca, właśnie to miałam na myśli pisząc o mimice. Wszystko, co dzieje się tuż po wypadku, a tuż przed przebraniem się w ubrania policjanta - świetna gra. W książce nie było to aż tak głębokie.

      Usuń
    3. Przytargałam sobie dziś Nesbo z biblioteki. Oczywiście jak to ja, zamiast tomu pierwszego... ósmy. =)
      Ale nie liczę na to, że uda mi się upolować serię w kolejności, więc będę czytała jak się trafi. Z moją sklerozą i tak nie będę pamiętała prywatnych perypetii stałej ekipy, więc może sobie nie zepsuję lektury.

      Usuń
    4. Nie, chyba nic nie stracisz, może małe spoilery, ale w niczym nie przeszkodzą :) Ja ominęłam "Karaluchy" i, choć w kolejnej części było parę spoilerów, to i tak za cholerę nie wiem, co się zdarzyło w Bangkoku :) Cierpliwie czekam na Twoją opinię.

      Usuń
  4. Nie znam tego :O jestem okropnie zacofana :O

    OdpowiedzUsuń
  5. Zostałaś wyróżniona w Versatile Blogger, zapraszam: http://ksiazka-od-kuchni.blogspot.com/2013/01/versatile-blogger-wyroznienie.html

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo podobała mi się ten fil, a Hennie najbardziej :-)
    Niestety nie czytałam książki nad czym ubolewam, ale liczę, że jest o niebo lepsza od ekranizacji. Ja również uważa, że film nie zalicza się do komedii kryminalne, całkowicie zgadzam się z Twoją argumentacją,według mnie humor podkreślał dramatyzm sytuacji i łagodził co nieco napięcie. A'propos na scenie z wychodkiem musiałam wyjść z pokoju, to nie na moje nery i, żołądek ;-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja jakoś niedawno z nudów włączyłem sobie "Łowców głów" i muszę przyznać że mi się podobał (zapraszam do mnie po recenzję http://playitoncemoresam.blogspot.com/2013/03/film-owcy-gow-2011.html). Książki jeszcze nie czytałem, ale może kiedyś. Póki co na półce mam z Nesbo jedynie "Trzeci klucz", ale też jeszcze nie ruszony :/

    Co do amerykańskiej wersji filmu, to nie mówię nie. Zważywszy, że dużo bardziej podobała mi się Fincherowa wersja pierwszej części Millenium, niż oryginalna skandynawska.

    Komedią bym tego nie nazwał, a i 3/10 też nie dałem. Parafrazując Łysego ze "Świata wg Kiepskich": "Wporzo film" ;)

    OdpowiedzUsuń