Jedyne dziecko, Jack Ketchum


„Nie mogę powiedzieć, nie mogę nic zrobić, by przestał.
Nic nie mogę zrobić.

Nie wiem, co mu zrobiłem.

Nie wiem, co zrobiłem.”


Rzadko kiedy zdarza mi się czytać książkę, która jest jednocześnie niesamowicie lekka i diablo wciągająca oraz niezwykle trudna i do której nie chcę już nigdy, przenigdy wracać. Trudno mi nawet powiedzieć, że przyjemnie się czytało, gdyż kłóci się to z ogromnym ładunkiem emocjonalnym zawartym w książce i jego mrocznym przesłaniem. To wręcz paradoks, ale tak jest. "Jedyne dziecko" czytałam bardzo szybko, a zarazem na każdej stronie serce mi się krajało. Mimo to czytałam dalej. Aż przeczytałam do końca i... nie mam pojęcia, jakich słów użyć, by uczciwie zrecenzować tą pozycję.

Horrory są różne. Zwykle, myśląc "horror", myślimy o potworach, duchach, żywych trupach. Myślimy o zdeformowanych ludziach, których wygląd - odrażający i nienaturalny - mógłby tłumaczyć terror i grozę, którą powodują. Tak, jakby zwyczajni ludzie nie mogliby dopuścić się bezeceństw, zło zawsze przybiera przerażające oblicze, którego ucieleśnieniem staje się istota albo paranormalna, albo tak odrażająca, by unaocznić zło, które wyrządza. Dla wzrostu adrenaliny i odrobiny grozy lubimy czytać horrory, wiedząc, że odpowiedzialnym za zło nie jest drugi człowiek, tylko stwór, który w normalnym świecie nie istnieje, zatem możemy spokojnie i z przyjemnością oddać się lekturze.
Jack Ketchum drwi z klasycznego obrazu tego gatunku i tworzy horrory, w których zwyrodnialcami i złem wcielonym są ludzie. Ludzie, którym podalibyśmy rękę w restauracji, ludzie, którzy wzbudziliby nasze zaufanie, którym powierzylibyśmy naszego psa podczas wyjazdu i z którymi nawet moglibyśmy wiązać nadzieje na przyszłość. Czasem są to dzieci ("Dziewczyna zsąsiedztwa"), a czasem - dorośli. Bo to ludzie bywają najgorszymi potworami, od których wampiry, duchy i żywe trupy mogłyby się uczyć. I, co jeszcze bardziej przerażające, ci ludzie potrafią największy terror wywrzeć na ludziach im najbliższych. Przyjaciołach, rodzinie. Własnym synu. "Jedyne dziecko" to opowieść o potworze, który nie kryje się w szafie ani pod łóżkiem; tu potwór przyjmuje oblicze ojca, który winien być mentorem, przyjacielem, wzorem. 

Arthur Danse to facet, który przez całe życie dopuszczał się drobnych przestępstw. Kradzieże, podpalenia. Lubi ostry seks i nie boi się podnieść ręki na kobietę. Do tego jest niezwykle przystojny, szarmancki, bogaty. To mężczyzna, który „przyszedł na świat, żeby zrobić wiele rzeczy, ale również po to, by dać im nauczkę. Przekazać im prostą prawdę. Że świat jest mrocznym miejscem. Miejscem, w którym chowasz się przed tym, co uczyniłeś (...). Jeśli o tym zapominasz, robisz to na swoje własne ryzyko. A potem zostajesz ofiarą”
Lydia, kobieta, która ma zostać jego żoną, już i tak wystarczająco wiele przeszła - pierwsze małżeństwo nie było przykładne, a i w domu rodzinnym nie było sielankowo. Ta para pobierze się, zamieszka razem i spłodzi dziecko. Jedyne dziecko.
Robert to miły ośmiolatek. Grzeczny, nie przysparza problemów, jednocześnie jąka się, jest niezdarny i… skrywa mroczną tajemnicę. Matka rozkłada ręce z rozpaczy, gdyż nie wie, dlatego Robert wypróżnia się przez sen. I dlaczego przyjmuje taką dziwną pozę... Pozę, która jest wszakże Lydii dobrze znana. Arthur bardzo lubi tę pozę. 
Coś złego się dzieje. 

"Jedyne dziecko" to nie jest opowieść o kolejnej matce, walczącej z wyuzdanymi i perwersyjnymi skłonnościami męża za zamkniętymi drzwiami. To opowieść o kobiecie, która nie waha się ani chwili, by uwolnić swoje dziecko z rąk oprawcy, nie boi się głośno o tym mówić i nie będzie stała bezczynnie. To opowieść o walce i, zarazem, o ludzkiej bezsilności wobec bezkompromisowości systemu. Walka jednostki z lukami prawnymi, domniemywaniami, wątpliwościami sądu. Walka, która w idealnym świecie powinna być wygrana natychmiast. 
Jack Ketchum nie opisuje idealnego świata.
„Próbują ci wmówić, że jeśli zrobisz to czy tamto, to nic ci się nie stanie. Ale nie jesteś bezpieczna. Nigdy nie jesteś bezpieczna. Nie ukryjesz się przed niektórymi ludźmi”
Ta powieść sama w sobie jest bezlitośnie ciężka dla czytelnika, ale gdy dodamy do tego jej autentyczność, treść książki sprawia, że czujemy się... bezradni. Bezradni wobec złu, które istnieje na tym świecie, ubrane w dopasowane garnitury, uśmiechające się do nas zza lady. Bezradni wobec milczącego przyzwolenia dziecka, którego jedynym marzeniem jest, by wszystko znowu było dobrze. I wreszcie bezradni wobec systemu, który - jak widać - zawodzi. Inspiracją do napisania powieści była historia Sherry Nance, która, podobnie jak Lydia, walczyła o bezpieczeństwo swoich dzieci. Żaden horror nie jest tak przerażający jak ten, oparty na prawdziwej historii.
Nie mogę z czystym sumieniem polecić tej książki, gdyż to potężna, przerażająca rzecz. Zdecydujcie sami, czy chcecie zmierzyć się z tą opowieścią. Nie będzie łatwo, zaręczam.


tytuł oryginału: Only Child, 1995
tłumaczenie: Bartosz Czartoryski
wydawnictwo: Papierowy Księżyc, 2011
ISBN: 9788361386070
liczba stron: 324

Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję Wydawnictwu Papierowy Księżyc


55 komentarzy:

  1. Fajnie czytać recenzją, w której mógłbym podpisać się pod każdym zdaniem :D Właściwie nie mam nic do dodania, historia z potężnym ładunkiem emocjonalnym. Czytanie rani, ale nie sposób się oderwać. Mnie tylko w samym finale coś zgrzytnęło, poza tym - perfekcyjnie napisane.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hm, myślę i myślę, i nie wiem, co tam Ci zgrzytnęło? Możesz napisać na fb, co by tu nie spoilerować :)

      Usuń
    2. No właśnie nic konkretnego, a już na pewno nie samo rozwiązanie. Tak jakoś podskórnie czułem, że można to było napisać lepiej, ot, wszystko ;-) Marudzę, wiem :D

      Usuń
  2. Pięknie, po prostu pięknie... Wciąż widząc nazwisko tego autora, czytam "keczup", jednak jego powieści... Ach, no idealne wręcz dla mnie są. I ja się pytam - dlaczego do tej pory żadnej nie miałam w ręku? Trzeba to zmienić. Natychmiast.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie... dlaczego? ;) Bierz się za Ketchup!

      Usuń
  3. Wspaniała recenzja. Zgadzam się z każdym twoim słowem w 100%. To jedna z moich ulubionych książek Ketchuma. Mocna i porażająca w przekazie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Czekałam aż przeczytasz tę książkę i ocenisz, I widzę, że zrobiła na Tobie równie silne wrażenie, co na mnie... Mocna i przytłaczająca książka, ale kurczę...jaka potrzebna! No i to dowód na to, że Ketchum potrafi straszyć nie tylko za pomocą zombiaków. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Potrzebna... heh, ciekawe, czy coś się zmieniło. Mnie się w głowie to nie mieściło. Wkurzałam się tylko, bo tak durnego systemu, tak debilnych argumentów to nie umiałam inaczej odebrać. Mocna książka, ale nerwy trzeba poddać rehabilitacji po niej.

      Usuń
  5. Z pewnością nie przeczytam ^^ Literatura nie dla mnie. Ale mogę Ci polecić coś, co, wydaje mi się, może konkurować z tą książką - "Musimy porozmawiać o Kevinie" Shrivera. Też thriller, też o dziecku, tylko może o trochę innym dziecku, też ładunek emocjonalny, że uff. Czytając to, oczy miałam jak spodki. Wciska w fotel.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oglądałam film. Chętnie przeczytam i książkę, dzięki, choć skoro takie mocne, to ja wolę sobie póki co małą przerwę zrobić i poczytać coś lżejszego ;)

      Usuń
  6. Twoja recenzja mnie skutecznie zaintrygowała. Czułam wręcz przerażeni. Na pewno zajrzę.

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetnie napisana recenzja, lepiej bym tego nie ujęła. Książka mocna i po przeczytaniu chwilę trwa, zanim dojdzie się do siebie, Ketchuma trzeba sobie dawkować.

    OdpowiedzUsuń
  8. Lubię mocne powieści. O tej książce słyszałam już tyle "dobrego", jeśli można tak to nazwać, że naprawdę chyba nikt nie powstrzyma mnie przed jej przeczytaniem. Jednak dziękuję za recenzję. Jest cudowna:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :) Czytaj, czytaj, warto.

      Usuń
  9. Ketchum umie człowieka przestraszyć i za to go uwielbiam! Z pewnością kupię :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tu raczej nie straszy, co szokuje... ale w doskonałym stylu.

      Usuń
  10. Cztałam juz kilka recenzji, ale twoja mnie powalła,.

    OdpowiedzUsuń
  11. Recenzja świetna, ale ten pan chyba za brutalny i za mocny dla mnie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano, dlatego nie polecam - sama musisz wiedzieć, czy to książka dla Ciebie.

      Usuń
  12. Mam zamiar przeczytać kiedyś, bo twórczość Ketchuma mnie interesuje. Zgadzam się z opinią o horrorach. Fajnie jest poczytać o zombie, potworach i zjawach, bo nigdy ich nie spotkamy. Potwór w ludzkiej skórze to już zupełnie coś innego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I najgorsze, że to się zdarza, że tacy ludzie - potwory - chodzą sobie po ziemi. Uświadomienie sobie tego jeszcze bardziej potęguje wrażenia z lektury.

      Usuń
  13. Mocna recenzja wstrząsającej książki. Niestety tutaj nie czuję się na emocjonalnych siłąch, by ten horror przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To lepiej nie czytaj. Dobijająca lektura, szczerze.

      Usuń
  14. Aż strach po nią sięgać. "Dziewczyna z sąsiedztwa" była jednak na tyle dobra, że na "Jedyne dziecko" też prawdopodobnie przyjdzie czas :) Temat troszeczkę nie w moim kręgu zainteresowań, ale cóż - trzeba poszerzać horyzonty :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poszerzaj, poszerzaj, bo to świetna książka, pokuszę się nawet o stwierdzenie, że lepsza od "Dziewczyny...". Jest inna. Mniej makabry (i dobrze!, bo jakby opisy w "Jedynym dziecku" były tak 'kwieciste' to chyba bym nie dała rady przeczytać), za to sporo emocji. Niestety, tych negatywnych głównie. Ale przeczytaj.

      Usuń
    2. Przeczytam, ale wiedz, że robię to specjalnie dla Ciebie :P

      Usuń
    3. Eh, Łukasz Wspaniałomyślny i Dobrotliwy. Tak byś się nazywał, jakbyś był królem Polski. ;)

      Usuń
    4. Nazwałbym się Łukasz Mały - tak żeby było trochę ironicznie :)

      Usuń
    5. Ironicznie? Może w czasach panowania tak... ale po latach? Już widzę te pytania w krzyżówkach: Król Łukasz Mały zawdzięcza swój przydomek małemu.... (na 5 liter, pierwsza p) ;) Z czystej przyjaźni przestrzegam zatem ;)

      Usuń
    6. Dlaczego pierwsza "p"? Przecież ja myślałem o rozumie, a Ty mi tu takie głupoty wypisujesz :D

      Usuń
    7. Eh, sorry. Literówka. Oczywiście, że pierwsza "r", a coś Ty myślał? ;P

      Usuń
  15. Nie czytałam jeszcze żadnej książki Ketchuma, ale "Jedyne dziecko" mam w postaci e-booka i na pewno sięgnę po niego. Jednak zrobię to pewnie w wakacje, kiedy będę miała więcej czasu na przetrawienie tego, co znajdę na kolejnych stronach tej powieści.

    OdpowiedzUsuń
  16. Zdecydowanie bardziej wstrząsają mnie książki, historie, w których tymi złymi, bestiami są ludzie i to ludzi boję się najbardziej. Cytując klasyka: "człowiek człowiekowi wilkiem".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano. Znam dowcip do tego powiedzenia, ale przy tej recenzji nie wypada; tak czy inaczej - prawda.

      Usuń
  17. Uuu... 6 punkcików. Trzeba będzie się zapoznać :) Choć na półce czeka już na mnie jeden Ketchum, "Potomstwo".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tego co się orientuję to "Potomstwo" jest drugą częścią trylogii, po "Poza sezonem", a przed "Kobietą". Ale chyba spokojnie można czytać nie po kolei, nie wiem - jeszcze nie czytałam :)

      Usuń
  18. Na razie wypożyczyłam w bibliotece "Straconych" Ketchuma. Jak się z nią uporam, to sięgnę po "Jedyne dziecko". :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Świetna recenzja!!! Bardzo chętnie przeczytam! Właśnie czytam tom opowiadań Ketchuma i są świetne! Dotarłam do połowy i muszę sobie zrobić przerwę, bo nie dam rady znieść na raz tylu okropności! W każdym razie facet pisze świetnie i muszę zdobyć inne jego książki, ale niestety u mnie w bibliotece jest tylko ta, którą już wypożyczyłam :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, Ketchum się nie bawi w delikatność ;)

      Usuń
  20. Już sama okładka mówi mi, że będzie to mocna książka. Nie czytałam, chętnie sięgnę, tylko czy będę mogła coś później konstruktywnego o niej napisać.... takie książki zawsze mnie dołują, wzruszają, jestem całkowicie bezsilna....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie takie uczucia i ja miałam po lekturze.

      Usuń
  21. Hehe, a ja po pierwszym przeczytaniu wracałam do tej powieści jeszcze dwukrotnie:)
    Podczas pierwszej lektury poryczałam się - wiem, to siara, ale prawie zawsze tak reaguję na pedofilię, którą uważam za najgorszą zbrodnię (nie morderstwo), a jeśli dodać do tego fakt, że Ketchuma zainspirowały prawdziwe wydarzenia to już w ogóle szok. Zgadzam się z Tobą, że chwilami ciężko jest przez tę pozycję przebrnąć - ciężka, kontrowersyjna i często wkurzająca (oprócz pedofili jeszcze niesprawiedliwość sądu) tematyka. Jak to u Ketchuma - tylko dla ludzi o stalowych nerwach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Buffy Ty masochistko! ;) Nie, płakać nie płakałam, chyba się przygotowałam psychicznie na tę powieść. Raczej byłam bardzo zaskoczona, zła i zniesmaczona. Tak, pedofilia jest gorsza - te dzieci muszą po tym jakoś żyć. Kastrowałabym, nie farmakologicznie, mechanicznie.

      Usuń
  22. U Ciebie przemoc, u mnie rpzemoc. Rety, można przestać czuć się bezpiecznie.

    Te horrory bez potworów są dużo straszniejsze. Jak tak sobie ostatnio myślałam o mojej awersji do horrorów filmowych, to doszłam do wniosku, że nie horroów się boję, a ludzi, którzy krzywdzą innych, których nie można powstrzymać.

    Pewnie kiedyś przeczytam tę książkę, ale raczej nie w najbliższym czasie.

    A tak przy okazji, mroczna ta Twoja biblioteczka. :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jedna półcyna ledwie. Ale fajna jest. Lubię stać i się gapić ;)

      Usuń
  23. Jak dotąd od pana K. czytałem tylko "Dziewczynę z sąsiedztwa". I, cholera, nie wiem, czy chcę poznać pozostałe powieści. Mam dokładnie tak, jak napisałaś w recenzji - książki Ketchuma miażdżą psychikę a mimo to pociągają. To jest dopiero horror! Czuć pociąg do czegoś, czego się tak boimy.

    OdpowiedzUsuń
  24. Uaaa, jaki fajny zakrwawiony brzeg książki :D. Normalnie brać nie wybierać.

    Boziu, ile emocji w tej recenzji :P. Książkę oczywiście podpinam pod MELON, YOU MUST READ IT, OR YOU WILL DIE IN DERRY LIKE LITTLE GEORGE DENBROUGH ;).

    Pozdrawiam!
    Melon :)

    PS: Mała literóweczka Ci się wkradła: "Dziewczyna z sąsiedztwa". Zjadłaś spację ty głodomorze :).

    OdpowiedzUsuń
  25. Nie wiem czy jestem na tyle silna żeby się mierzyć z tą pozycją, ale intryguje mnie w takim stopniu, że zaryzykuje i przeczytam.

    PS. Świetnie napisana recenzja :)

    OdpowiedzUsuń