Wywiad z Manelem Loureiro, twórcą "Apokalipsy Z."



Chyba każdy czytelnik przeżywa moment frustracji, gdy po lekturze, która mu się wyjątkowo spodobała, nie może zadać autorowi ani jednego pytania. A pytań jest zawsze tak wiele! I ja doznaję tego uczucia dość często, jednak dopiero teraz udało mi się uzyskać odpowiedzi na kilka nurtujących mnie pytań związanych z książką "Apokalipsa Z. Początek końca", pierwszym tomem trylogii o świecie opanowanym przez zombie. Cała trylogia zostanie wydana nakładem wydawnictwa Muza.
Zapraszam do lektury tego zdalnego wywiadu i poznania nieco bliżej Manela Loureiro, który - jak się okazuje - jest bardzo fajnym facetem.


PJK: Jesteś prawnikiem, choć nie poszedłeś śladami swoich kolegów-adwokatów, którzy piszą powieści prawnicze i w 2007 roku napisałeś "Apokalipsę Z.". W ciągu ostatnich lat doświadczyliśmy prawdziwego zombie-boom. "The Walking Dead" Kirkmana, serial telewizyjny, książki i tak dalej - to właśnie zombie stały się najbardziej popularnymi bohaterami horrorów. Co zainspirowało cię do stworzenia swojej własnej wizji zombie-apokalipsy? Jaka jest geneza tej historii? 

Manel Loureiro: Geneza mojej książki jest bardzo prosta. Przez lata pracowałem jako prawnik, specjalizowałem się w sprawach rozwodowych. Po pewnym czasie byłem już tak zmęczony swoją pracą (która polegała nie tylko na prowadzeniu spraw w sensie prawnym, ale często również na byciu psychoterapeutą skłóconych małżonków), że w pewnym momencie sam potrzebowałem terapii. „Apokalipsę Z” początkowo pisałem w formie bloga i to właśnie on był dla mnie taką odskocznią od rzeczywistości. Swoją drogą książki prawnicze, ustawy itp. to chyba najnudniejsza lektura na świecie, stąd tym bardziej potrzebowałem odmiany.
Jeśli chodzi o popularność zombie w ostatnich latach, to nie mam nic przeciwko tej modzie, sam jej ulegam. Jednak w przypadku „Apokalipsy Z” motyw Żywych Trupów był dla mnie tylko środkiem do celu, którym było ukazanie natury współczesnego człowieka. Realny atak zombie zdaje się być na tyle nieprawdopodobny, że można go włożyć między bajki, a jednak wizja postapokaliptycznygo świata już o ludzkiej naturze co nieco mówi. Chciałem po prostu pokazać jacy bylibyśmy nieporadni w obliczu faktycznego zagrożenia skądkolwiek by ono nie pochodziło – współcześnie straciliśmy podstawowe umiejętności np. nie potrafimy już łowić ryb, upolować zwierzęcia, czy zbudować tratwy. 

PJK: Książka jest niezwykle kompleksowa, stworzyłeś genialny kawał fikcji, która rzeczywiście mogłaby się wydarzyć. Musiałeś zrobić porządny research. Gdzie znalazłeś wszystkie odpowiedzi na swoje pytania? Polityka, geografia, rodzaje broni, żeglarstwo... Główny bohater nosi strój płetwonurka - czy i Ty nurkujesz? Jesteś żeglarzem? Aha, i czy jesteś pewien że zombie nie mógłby się przegryźć przez taki strój? (Dość istotne pytanie, jeśli zombie pojawiłyby się w prawdziwym życiu).

ML: Tak, nurkuję, stąd moja dość obszerna wiedza w tej dziedzinie. Co do odporności kombinezonów na ugryzienia zombie – ta kwestia jest nie do sprawdzenia, ale wydaje mi się, że w sytuacji realnego zagrożenia nic nie byłoby w stanie cię uratować, nawet najgrubszy skafander. 
Jeśli chodzi o pozostałe informacje, które wykorzystałem w książce, to faktycznie spędziłem sporo czasu na research. Głównie korzystałem z internetu, ale również z map, atlasów oraz starych książek. Starałem się dotrzeć do sprawdzonych informacji, jednak po drodze nie udało mi się uniknąć pomyłek. Na przykład bohater w pewnym momencie zmuszony został użyć broni, więc włożyłem mu w dłoń Glock'a i napisałem, że bohater odbezpieczył go i strzelił. Po premierze książki dostałem dziesiątki listów od amatorów broni z USA, którzy skarcili mnie, że nie znam się na rzeczy, bo Glock jest nietypowym rodzajem broni i ten model akurat nie posiada bezpiecznika. Bardzo mnie to rozśmieszyło ;-) 

PJK: Co mieszkańcy Galicji sądzą o tym bardzo prawdopodobnym scenariuszu, który stworzyłeś w ich własnym kraju? Kiedy wspomniałeś o Polsce w rozdziale "Blog", poczułam się troszkę przerażona. To nie jest "tylko zombie-story", ale jest to historia, w której mogłam odnaleźć kawałek swojej rzeczywistości. Musi to być niezwykle porażające czytać całą książkę o takiej tragedii, mającej miejsce na własnym podwórku. Jak Twoi rodacy odebrali Twoją fantazję? 

ML: Myślę, że dla większości czytelników ten scenariusz był fascynujący i przerażający jednocześnie. W pierwszej chwili czytelnicy widzieli w „Apokalipsie Z” tylko powieść o zombie – dziwaczną, straszną, ale i interesującą. Jednak z drugiej strony, czytając tę książkę zobaczyli w bardzo realistyczny sposób, co może się stać z ich normalnym życiem, domem, ulicami w postapokaliptycznym świecie i wydaje mi się, że to właśnie to w tej książce najbardziej przeraża. 

PJK: Dla Ciebie to również musiało być odrobinę surrealistyczne. Chodzenie po ulicach, które były w książce opustoszałe, pozbawione nadziei, niebezpieczne i przejęte przez zombie, musiało być co najmniej straszne. Czy doświadczyłeś czegoś dziwnego, jak na przykład strachu przed odwiedzeniem miejsca, które w powieści było niezwykle nieprzyjazne człowiekowi?

ML: Nie, niczego takiego nie doświadczyłem, nie byłem niczym przerażony, ale teraz trochę inaczej patrzę na te miejsca, które pojawił się w mojej książce. Na przykład w czasie podróży, w trakcie której promowałem tę książce, odwiedziłem Saragossę. To miasto pojawia się w mojej książce w pierwszej jej części we fragmencie, w którym jest opisana ewakuacja szpitala. Tak się złożyło, że w czasie mojego pobytu w tym mieście, udzielałem wywiadu w miejscu usytuowanym w bliskim sąsiedztwie tego szpitala i przyznaję - czułem się dziwnie w tej sytuacji. Pomimo tego, że opisywana w mojej książce ewakuacja szpitala w Saragossie to fikcja, przebywanie w tym miejscu dało mi poczucie, jakby to, co napisałem w książce wydarzyło się tu naprawdę. 

PJK: Dlaczego wybrałeś imię "Lukullus" i dlaczego jest on tak ważnym (i jednym z ulubionych) bohaterem powieści? W końcu to kot. Czytałam wiele zombie-stories i w żadnym nie było zwierząt (przynajmniej żywych). To bardzo interesujące trzymać kciuki bardziej za kota, niż za pozostałych bohaterów. Czy jesteś kociarzem? 

ML: Imię kota pochodzi od imienia wodza rzymskiego Lucullusa, który słynął z bogactwa, rozrzutności i obżarstwa. Obu bohaterów łączą te same cechy charakteru stąd ta celowa zbieżność imion ;-) 
Uczyniłem z Lukullusa jednego z głównych postaci w książce, w pewnym sensie partnerem głównego bohatera, ponieważ prywatnie uwielbiam koty. 
Ale mówiąc serio - Lukullus jest ostatnim połączeniem głównego bohatera z jego poprzednim życiem, z normalnością, z cywilizacją, w której przyzwyczajony był żyć. Zdecydowanie jestem „kociarzem”, jednak mojego kota z Lukullusem nie łączy nic. Mam w domu rosyjskiego kota niebieskiego (rasa Russian Blue), mało sympatycznego i niezbyt wylewnego w uczuciach. Zupełne przeciwieństwo Lukullusa. 

PJK: Czy doświadczyłeś jakichś efektów ubocznych podczas pisania (koszmary, strach) czy po prostu sprawiło Ci to przyjemność? 

ML: Nie, w trakcie powstawania książki nie doświadczałem żadnych złych efektów ubocznych tego typu. 
Pisanie „Apokalipsy Z” sprawiło mi wiele przyjemności. Uwielbiam pisać, to mój styl życia, pisanie to dla mnie wielka frajda niezależnie od tematu. 

PJK: Powiedzmy, że taka hipotetyczna apokalipsa miałaby miejsce w rzeczywistości. Co byś zrobił? Czy poszedłbyś do Bezpiecznej Strefy, jak wszyscy, czy raczej byłbyś samotnym jeźdźcem, jak Twój główny bohater? 

ML: Nie mam bladego pojęcia, ale podejrzewam, że wybrałbym jednak bycie samotnym jeźdźcem. Osobiście nie wierzę w zbiorowe rozwiązania, ponieważ w takich sytuacjach traci się zdolność podejmowania decyzji za samego siebie. Tak więc przypuszczam, że pozostałbym samotnym jeźdźcem, ale... krążyłbym w pobliżu Bezpiecznej Strefy ;-) 

PJK: Czy masz jakieś przesłanie dla polskich horror-maniaków, którzy będą czytali ten wywiad? Jakieś sugestie, co powinniśmy zrobić, gdy zombiaki zaczną łazić po świecie? 

ML: Tak, mam. Po pierwsze – wiej. Jeśli już uciekniesz, poszukaj bezpiecznego miejsca. A kiedy już do niego dotrzesz próbuj zabić tych, którzy próbują zabić Ciebie. Nie mam więcej rad.

PJK: Czy planujesz kolejną powieść? Jeśli tak, to co to będzie? 

ML: Tak, zacząłem ją pisać jakiś miesiąc temu. Jedyne, co mogę zdradzić to, że główna postać tym razem jest kobietą, która cierpi z powodu konsekwencji wypadku drogowego, którego doświadczyła. Bohaterka staje w obliczu trudnej sytuacji, gdyż nie może nikomu powiedzieć co tak naprawdę się stało, ponieważ i tak nikt by jej nie uwierzył. Ponadto, gdyby prawda wyszła na jaw, trafiłaby do więzienia. W efekcie bohaterka jest zmuszona żyć podwójnym życiem, nie może pozwolić sobie ani na moment szczerości, czy autentyczności. 
Manel Loureiro ze swoją ostatnią powieścią,
"The Last Passanger"
Jakiś czas temu napisałem kolejną książkę, która jak na razie nie jest wydana w Polsce, ale będzie już niedługo, a jej tytuł to „The Last Passanger”. Jest to thriller, nie mający tym razem nic wspólnego z zombie. Pewnego dnia statek towarowy napotyka na otwartym morzu olbrzymi cień. Początkowo załodze wydaje się, że to po prostu gęsta mgła, jednak po chwili okazuje się, że to olbrzymi dryfujący statek pasażerski. Kapitan transportowca próbuje nawiązać ze statkiem kontakt, najpierw radiowy, później świetlny. Nie doczekawszy się odpowiedzi, podejmuje decyzję o wysłaniu kilku swoich marynarzy, żeby zobaczyli, czy ktoś nie potrzebuje pomocy. Po wejściu na pokład okazuje się, że statek jest całkowicie opustoszały, jednak wszystkie ślady (ciepły silnik, unoszący się nad jeszcze ciepłymi potrawami dym) wskazują to, że przez kilkunastoma minutami statek był pełen ludzi. Na statku nie ma żywej duszy oprócz zawiniętego naprędce w kocyk żydowskiego niemowlęcia, pozostawionego podłodze w sali balowej. Akcja rozgrywa się w przededniu wybuchu drugiej wojny światowej, więc zainteresowanie sprawą jest niewielkie. Co wydarzyło się na statku? Kim jest tajemnicze niemowlę? Polscy czytelnicy będą mieli możliwość przekonać się o tym już niedługo. 

PJK: Czy sam lubisz czytać horrory? Masz ulubionego autora? 

ML: Tak, oczywiście uwielbiam horrory, ponieważ lubię się czasem bać jak większość ludzi czasami. Horror to fantastyczny gatunek, gdyż pozwala czytelnikowi odczuć strach w bezpiecznej, kontrolowanej sytuacji. Lubię książki Stephen'a Kinga, uważam, że jest on jednym z najlepszych pisarzy XX wieku. W moim odczuciu King jest jednym z tych nielicznych autorów, którzy potrafią umiejętnie budować atmosferę prawdziwej grozy. 

PJK: Ostatnie pytanie - dla polskich czytelników, którzy jeszcze nie mieli okazji przeczytać całej trylogii - czy jest tu miejsce na happy-end? :)  

ML: Żeby otrzymać odpowiedź na to pytanie musisz dotrzeć do ostatniego rozdziału ostatniej części trylogii, która jeszcze nie jest w Polsce wydana. Jedyne co mogę powiedzieć w tej chwili to, że uwielbiam szczęśliwe zakończenia ;-)

Manel Loureiro (ur. 1975) mieszka obecnie w Pontevedrze (Hiszpania), wykonując na co dzień zawód prawnika. W czasie studiów pracował w telewizji, początkowo jako prezenter, następnie scenarzysta, co pozwoliło mu odkryć w sobie talent pisarski. Swoją powieść „Apokalipsa Z. Początek końca” początkowo pisał w formie bloga, jednak zachęcony olbrzymim zainteresowaniem internautów dalszą morderczą walką o przeżycie głównego bohatera, postanowił zawrzeć tę historię w pełnowymiarowej książce. 
____________________________
Dziękuję Pani Reginie Łazarek z wydawnictwa Muza S.A. za umożliwienie mi uzyskania odpowiedzi na nurtujące mnie pytania oraz Manelowi Loureiro za udzielenie tych odpowiedzi ;) 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz