Bez długów w nowy rok



Zbliża się nieuchronnie. Wielkimi krokami. Susami wręcz. Centymetr po centymetrze… Nadchodzi koniec wolnego miejsca na półkach!
A myśleliście, że powielę banał o nowym roku? 😁 Nie! Wolałam postawić na suchar kończący stary. I na małe podsumowanko, bo nazbierało się co niemiara, a zegarek tyka…

Przez cały grudzień zajmowałam się zwracaniem wszystkiego, co pożyczyłam w ciągu roku (i w poprzednim – Magda, przepraszam za przetrzymane filmy!). Oddałam też kasę bankom… (sic!) i tak w ogóle, generalnie, robię sobie takie fajne zen. Jeszcze tylko przed końcem roku wrzucę stare ubrania do kosza PCK, wypiję niedokończone flaszki (sesese) i mogę zaczynać rocznikowy, 32 rok mojego życia.
Taki miałam plan i go skrupulatnie realizowałam. I gdy tak rosłam wewnętrznie świadomością, że oto poukładałam sobie wszystkie sprawy i na 2017 mam już tabula rasa jak się patrzy, to rzuciłam okiem na szafkę przy łóżku. I raptem pacnęłam się dłonią w czoło. No, tak. KSIĄŻKI.
Po chwilowym zaćmieniu, uderzeniu gorąca, wytarciu spoconych rąk i wypiciu pół butelczyny nerwosolu stwierdziłam, że – parafrazując Paula Coelho – strach przed nadrobieniem zaległości jest gorszy niż samo nadrobienie zaległości, toteż zrobiłam sobie świątecznego drinka i zasiadłam do pisania.
(I żeby nie było, że ze mnie alkoholik i pijus, bo już drugi raz wspominam o alkoholu – mówię o dopijaniu przed końcem roku otwartych butelek, ale to się i tak nie uda, plan jest zbyt ambitny (za mało czasu i za słabe metabolizowanie alkoholu po trzydziestce). Tak mam, że lubię kupować coś „na spróbunek”, czyli wiśniową żołądkową gorzką, likier bananowy czy Soplicę o smaku orzechów laskowych, wypijam kieliszek i wstawiam butelkę do prowizorycznego barku. Nazbierało mi się zatem sporo takich ledwie upitych trunków, bo pijam alkohol rzadko, od święta, a teraz mamy w końcu największe święta ever w roku, no nie? No to chlup, co by nam się!)

Jako że ostatnio zrobiłam się leniwa i na blog nie zaglądałam, poczyniłam też postanowienia o zmianie dotychczasowego trybu prowadzenia tej strony (o szczegółach pisałam tutaj), niniejszy wpis jest taki troszkę miszmaszowy. O książkach i innych fajnych rzeczach napiszę zbiorczo, krótko i węzłowato. To tak, żebyście wiedzieli o czym czytacie i mogli kliknąć górny prawy iksik, gdy zaczniecie ziewać. I nie pogniewam się, bo koniec roku się zbliża, szkoda czasu, na Sylwestra trza kieckę szykować i rzęsy podkręcać.

A, tak całkiem a propos, to w tym miesiącu blog W świecie słów skończył 4 latka.
Na zdrowie?


Od jutra do Sylwestra będą się na blogu pojawiać posty z cyklu "Bez długów w nowy rok". Poczytacie w nich o książkach, fajnych rzeczach, fajnych inicjatywach i co mi tam do głowy przyjdzie fajnego. Zapraszam. Posty nastawiam na godzinę 16:00. Wiecie, po pracy, w sam raz lektura do obiadu (wiem, że nie powinno się czytać przy jedzeniu, ale dieta obowiązuje albo od poniedziałku, albo od pierwszego, a na szczęście aż do Sylwestra nie będzie ani jednego, ani drugiego). 

Do zobaczenia!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz