Zły wpływ, Ramsey Campbell

 "...może piekłem był sam człowiek po śmierci, może w chwili umierania jakaś część nas wydaje wyrok, ta część, która wie o wszystkim, co w życiu zrobiliśmy? Każdy miał w sobie surowego sędziego - może to właśnie on decydował, jaka wieczność jest dla nas właściwa"


Niezwykle poczciwie wyglądający
mistrz brytyjskiego horroru,
Ramsey Campbell
Ramsey Campbell jest określany brytyjskim mistrzem klasycznego horroru, zaraz obok Jamesa Herberta. Z taką rekomendacją nie powinno się spierać, nie znając pióra tak sławetnego pisarza. Kiedyś przeczytałam jego "Najciemniejszą część lasu", która mnie wynudziła niemożebnie i zirytowała, ale nie jestem człowiekiem, który się szybko zniechęca - dzięki udziale w konkursie u Melona wygrałam tę książkę i czym prędzej zasiadłam do lektury.

Queenie, głowa rodu Faradayów, stara jędza, umiera, ku uldze pozostałej części rodziny - Alison, jej męża Dereka i córeczki Rowan. Tylko Hermione, siostra Ali, zdaje się być w żałobie - choć tak naprawdę jej smutek to tylko przykrywka. Hermione jest śmiertelnie przerażona. Otóż Queenie terroryzowała rodzinę już od dawna, Hermione jako młoda dziewczyna nieraz odczuła na własnej skórze toksyczny wpływ ciotki na jej samoocenę, samopoczucie i zachowanie. Zwłaszcza, że ciotka miała dziwne moce, dzięki którym mogła sprawiać ból dziewczynce... Pozostała część rodziny podziela strach Hermione przed staruszką. Alison ma dość tego, że Queenie wiecznie krytykuje jej męża, Dereka, który teraz kombinuje, jak tu odłożyć odpowiednią kwotę, by móc wyprowadzić się z domu starej wiedźmy. Tylko ośmiolatka zdaje się kochać swoją ciocię...
Staruszka zostaje pochowana z medalionem na szyi, w którym jest kosmyk włosów Rowan. Hermione jest przekonana, że to był błąd - i ona jedyna będzie zauważała to, co stanie się tuż po śmierci Queenie. Rowan zaprzyjaźni się z enigmatyczną dziewczynką, Vicky, i raptem zacznie się inaczej zachowywać. Stanie się wyniosła, przemądrzała, zacznie odsuwać się od rodziny. Vicky będzie się pojawiała znienacka, podaruje Rowan starą lornetkę, powoli będzie wsączać w umysł ośmioletniego dziecka jad. A później... przejmie jej ciało. To Queenie, stara wiedźma, po śmierci zapragnęła powrócić do świata żywych właśnie w ciele swojej ciotecznej wnuczki i nikt, prócz matki dziewczynki, nie zauważy, że coś jest nie tak...
"Ja nigdy nie umrę. Nigdy. (...) Nie musisz umierać, chyba że tego chcesz. A nie zechcesz tego, jeśli nigdy się nie zestarzejesz. To wszystko tylko iluzje: choroba, starzenie się i śmierć. Jeśli bardzo chcesz, w końcu przejrzysz je wszystkie"
To by było na tyle, jeśli chodzi o fabułę - nie tylko dlatego, że nie chciałabym Wam zbyt wiele zdradzić, ale także dlatego, że... nie ma w sumie o czym mówić. To prawie wszystko - właściwie tyle dowiecie się z blurba, a resztę pominę milczeniem, by nie zaspoilerować Wam ewentualnej lektury. Powieść jest istotnie klasycznym ghost-story, dotykającym tematu opętania czy - może lepiej zabrzmi - przejęcia ciała przez duszę osoby zmarłej - przez co można się pokusić o stwierdzenie, że jest w tym jakaś innowacja. I właściwie "klasyczny" tutaj ma podwójne znaczenie, bo poza samą konstrukcją opowieści ważny jest także czas powstania tej książki - Campbell popełnił ją w roku 1988, przez co... naprawdę można go ustawić obok Jamesa Herberta. Ale jeśli miałabym porównywać obu panów, to większym talentem może popisać się ten drugi... 

Mamy więc wredną, arcy-złą starą raszplę, która chce ukraść życie małej dziewczynki. Mamy idealny kontrast niewinności z mrokiem, złem, diabłem? Mamy przerażające drugie piętro, na którym gniją książki i tapety, a na którym mieszkała Queenie. Mamy dziewczynkę-widmo w białej sukience, która jest wcieleniem zła. Mamy cmentarz, mamy gasnące światła, mamy też przerażające (teoretycznie) duchy, skłaniające ludzi do różnych rzeczy. Mamy po prostu przepis na świetny horror.

Nie wiem, co jest z tą książką nie tak. Nie powiem, że mi się nie podobała - Wigilię spędziłam leżąc z gorączką w łóżku i czytając, przez co całą powieść łyknęłam niczym karpia w galarecie, szybko i bezboleśnie. Ale tak, jak karp ma ości, tak i "Zły wpływ" ma kilka drobnych wad. Czyta się ekspresowo, styl jest wciągający, historia pochłania całą uwagę. Czego brak? Hm... No, cóż. Długo nad tym myślałam. Bo, widzicie, to jest podobno horror. I jak tak sobie myślę... O, wiem już! Brakuje... grozy!
Pojawiła się jedna scena na cmentarzu, która może nie wywołała ciarek na plecach ani nie postawiła włosów w nosie, ale sprawiła, że odczulam lekkie zaniepokojenie. Naprawdę lekkie. Ale to za mało, nie tego oczekiwałam. Kurczę, ja się chciałam bać! 

Nie wiem, czy po prostu czytam za dużo horrorów, przez co jestem bardziej wymagająca. Może próg strachu mocno mi się przesunął w jakieś takie skrajne rejony. A może jest tak, jak Campbell pisze w posłowiu - "Zły wpływ" to książka skierowana głównie do młodzieży. Ale idąc nawet tym tropem, to tak właśnie oceniłam "Szkarłatny blask" Łukasza Henela - jako powieść, której docelowymi czytelnikami powinni być młodsi adepci grozy, i przeciwstawiając naszego młodego pisarza do tuza brytyjskiego horroru stwierdzić muszę, że... "nasz" autor w tym pojedynku wygrywa. 

Rozkosznie kiczowata
okładka zagraniczna
Nie zrozumcie mnie źle. "Zły wpływ" wciąga. To dobra rozrywka na kilka godzin, książkę łyka się jak witaminę C. Ale nie straszy. Pomysł genialny, bo cóż jest straszniejszego, niż opętane przez wredną babcię dziecko? Znamy podobny motyw z "Egzorcysty". I z "Omena". I z wielu innych historii grozy, w których występują dzieci (nie wierzycie? Przypomnijcie sobie moje zestawienie "Przerażających dzieci" z okazji tegorocznego Dnia Dziecka). A tutaj jakby tego zabrakło - przeniknięcia w umysł Rowan, która nagle staje się sztywną, wymanierowaną starą babą w ciele ośmiolatki; brakuje przeciągnięcia grozy, napięcia, obsesji i lęku. Pierwsza połowa książki nawet miewa swoje momenty - ale samo przejęcie ciała, dalsze wydarzenia i moment kulminacyjny pozostawiają poczucie niedosytu. Zmarnowany potencjał. Myślę, że Stephen King znacznie lepiej by sobie z takim tematem poradził. Ba, James Herbert również. "Zły wpływ" to zdecydowanie horror w wersji light. Ultra light.

Czy sięgnę jeszcze po autora? Chyba nie. Oprócz "Najciemniejszej części lasu", która mnie zawiodła i "Złego wpływu", który... jak wyżej, w Polsce dostępna jest jeszcze jedna powieść autora - "Wieża strachu", oraz wiele opowiadań, zgromadzonych w różnych antologiach. W zbiorze "Jest legendą. Antologia w hołdzie Richardowi Mathesonowi" Campbell napisał arcyciekawy wstęp, który sprawia, że darzę go dość ambiwalentnymi uczuciami. Tak, jak pragnę polskich przekładów powieści Richarda Mathesona (w związku z czym zapraszam do wydarzenia na facebooku - Apel do polskich wydawców - dołączajcie się!), tak nie czuję parcia na lekturę innych książek Ramseya Campbella. 

Reasumując "Zły wpływ" to lekka bajeczka, w której grozy jest jak na lekarstwo, ale którą czyta się szybko i przyjemnie. To bardzo, bardzo, bardzo łagodny horror, który można czytać dziesięciolatkom. No, może przesadzam. Ale wiecie już, co mam na myśli.
Mam ogromny problem z oceną, gdyż książka jest napisana dobrze, wciąga, sprawia przyjemność, ale z gatunkiem nie ma zbyt wiele wspólnego. Niechże zatem będzie dostateczny. Wam jednak polecam sprawdzenie tego na własnej skórze - a nuż się zauroczycie? 


The Influence, przekł. Marcin Kiszela, wydawnictwo Replika; 312 stron.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz